Nowy numer 32/2020 Archiwum

Ogień nad Wisłą

Polska nie musi stać się „drugą Irlandią” czy „drugim Chile”. Nie musi – co jednak, jeśli będzie to konieczna droga do odnowy Kościoła w Polsce?

Kościół w Polsce jest na prostej drodze do tego, by powtórzył się u nas scenariusz irlandzki, amerykański czy chilijski. Taką opinię coraz częściej słychać nad Wisłą, także wśród życzliwych Kościołowi lub mocno związanych z nim osób. W tym porównaniu chodzi oczywiście o ujawnianie kolejnych przypadków nadużyć seksualnych w Kościele, krycie sprawców, ignorowanie krzywdy ofiar wynikające ze źle rozumianej troski o dobro Kościoła oraz towarzyszącą temu sekularyzację i masowy odpływ wiernych.

Ciche odejścia

Nie przesądzając na razie, czy jest to nieuchronna kolej rzeczy, czy tylko publicystyczna figura, warto powiedzieć, że wszystkie trzy modelowe przypadki (Irlandia, USA i Chile) różnią się między sobą zasadniczo – i jeśli chodzi o kontekst społeczny, i skalę przestępstw czy innych nadużyć, i konsekwencje dla praktyk religijnych. A to oznacza, że trudno przykładać jedną miarę do wszystkich Kościołów lokalnych, w tym do Kościoła w Polsce. Być może najbliższa nam analogia to procesy, jakie miały miejsce w Irlandii ze względu na podobne (tam nawet dużo większe) zrośnięcie religii z wszelkimi obszarami życia społecznego i politycznego. Dziś w Irlandii to już wspomnienie, ale jeszcze 30–40 lat temu „katolicka Irlandia” była pojęciem bardziej adekwatnym niż „katolicka Polska”. W takim klimacie, nawet jeśli skala nadużyć nie była taka sama jak w USA lub Chile, tąpnięcie musiało być wstrząsem dużo bardziej odczuwalnym niż w zróżnicowanej etnicznie i religijnie Ameryce. Wstrząsem przyspieszającym proces i tak „pełzającej” już po cichu sekularyzacji. W Polsce tego terminu użył przed laty ks. prof. Janusz Mariański z KUL. „Pełzająca”, czyli niekoniecznie dostrzegalna na pierwszy rzut oka (pełne kościoły, tłumne procesje, liczne pielgrzymki), lecz raczej – niechętnie zauważana. Bo łatwiej policzyć wiernych przychodzących ciągle do świątyni niż tych, którzy systematycznie co roku, niezauważeni przez nikogo, znikają z ław kościelnych. A i w przypadku tych praktykujących – łatwiej poprzestać na „liście obecności” (i nie chodzi tylko o hurtowe udzielanie sakramentu bierzmowania) niż wejść w głąb tego, czym ci ludzie żyją, na ile ich obecność jest wyrazem żywej wiary, a na ile przyzwyczajeniem (co nadal jest dobrym punktem wyjścia dla formacji) lub nawet przykrym obowiązkiem. Czy dziś „pełzająca sekularyzacja” nad Wisłą dostała tego samego paliwa, które dwie, trzy dekady temu przeorało Zieloną Wyspę?

Poduszka

Wydaje się, że wstrząs jest nieunikniony. – Nie mam żadnych przesłanek, by uznać, że w polskim Kościele postępowano inaczej niż w amerykańskim albo irlandzkim – mówił w różnych miejscach o. Adam Żak SJ, koordynator episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży. Z drugiej zaś strony, w Polsce mamy pewną „poduszkę”, która daje nadzieję na przejście przez trudny czas oczyszczenia bez takich turbulencji. Nie chodzi rzecz jasna o to, by owa „poduszka” zapewniła ochronę przestępcom i wszystkim nadużywającym władzy w Kościele. Przeciwnie, chodzi o to, że dzięki niej nawet najbardziej bulwersujące przypadki nadużyć niekoniecznie muszą przełożyć się na puste kościoły i wymarłe parafie. Mamy w Polsce kapitał ludzi, świeckich i duchownych, dojrzałych wspólnot i grup, w których wiara wiąże się z osobistym doświadczeniem, wyborem i przekazywaniem jej dalej, a także – coraz częściej – z niezgodą na trwanie w chorej zmowie milczenia wokół nadużyć. Nie ma odwrotu od oczyszczenia Kościoła z „herezji klerykalizmu” (określenie papieża Franciszka) i mentalności pozwalającej kryć sprawców przy ignorowaniu bólu ofiar. Jest za to szansa, że uda nam się przejść przez ten proces w sposób wzorcowy i nieodrzucający ludzi z Kościoła. Są tylko pewne warunki. Pierwszy to natychmiastowa i szeroko zakrojona interwencja Watykanu (dochodzenie w diecezji kaliskiej powinno być tylko punktem wyjścia, a nie dojścia) oraz realna współpraca biskupów ze Stolicą Apostolską. Ksiądz Piotr Studnicki, kierownik biura delegata episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży, mówi otwarcie, że Kościół w Polsce nie poradzi sobie z pedofilią bez pomocy Watykanu. Drugi warunek to nazywanie rzeczy po imieniu i własne śledztwa dziennikarskie również mediów katolickich. Trzeci – zapewnienie wszelkiej potrzebnej opieki duchowej i psychologicznej ofiarom przestępstw seksualnych, których sprawcami byli ludzie Kościoła, danie im poczucia przynależności, a nie traktowania jak wrogów. I czwarty – maksymalny wysiłek, by istniejące już wspólnoty ewangelizacyjne i formacyjne dostały nową motywację i wsparcie biskupów i by świeccy przejęli realną odpowiedzialność oraz władzę tam, gdzie nie są potrzebne święcenia kapłańskie. To dużo jak na to, do czego przywykliśmy, i zarazem to niezbędne minimum, którego wymaga prawdziwe dobro Kościoła. Tego minimum zabrakło m.in. w Irlandii. I dlatego oczyszczenie było tam tak bolesne.

Instytucja pod ochroną

Żeby dobrze zrozumieć, z czego „spadł” Kościół irlandzki, przywołajmy parę obrazków. Éamon de Valera, jeden z ojców niepodległości Irlandii, późniejszy jej premier i prezydent, w dniu św. Patryka w 1943 roku tak kreślił swoją wizję szczęśliwego narodu i państwa: „Zrobimy z Irlandii dom dla ludzi, którzy cenią sobie dobrobyt materialny tylko jako podstawę dla rzetelnego i prawego życia, Irlandię dla ludzi, którzy zadowalają się małym i poświęcają swój wolny czas sprawom duchowym (…). Irlandia ma stać się domem dla ludzi, którzy żyją tak, jak Bóg chce i życzy sobie, by żyli ludzie”. Irlandia w tamtych czasach rzeczywiście przypominała trochę krainę z bajki de Valery. Pełne kościoły, seminaria pękające w szwach (co drugi chłopak po zdaniu matury wybierał seminarium duchowne) i realny wpływ Kościoła na życie polityczne oraz kulturowe. Bezkompromisowy zakaz aborcji, niedopuszczalność rozwodów i sprzedaży środków antykoncepcyjnych były naturalną konsekwencją uznania moralnego przewodnictwa Ewangelii i głoszących ją pasterzy.

Zapalnikiem przemian okazało się ujawnienie przez media w latach 90. podwójnego życia cieszącego się zaufaniem biskupa i popularnego księdza. „Biskup Éamonn Casey ma dziecko!” – donosiły media. Popularny hierarcha miał ponadto przeznaczać kościelne pieniądze na wychowanie potomka. Kolejnym ciosem dla wspólnoty wiernych było ujawnienie podwójnego życia księdza Michaela Cleary’ego – ulubieńca mediów. Okazało się, że przez lata żył z kobietą, z którą miał dwoje dzieci. Irlandczyków dobiła wreszcie fala oskarżeń duchownych o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Nikt wtedy nie przypuszczał, że problem wykracza poza duchowieństwo i obciąża także inne grupy zawodowe. Największe znaczenie miał szok, że duchowi przewodnicy mogą dopuścić się takich czynów i pójść do więzienia (co stało się faktem). Jednak najgorsze okazało się właśnie zamiatanie spraw pod dywan. Wierni zaczęli tracić zaufanie do duchownych, bo nie widzieli właściwej reakcji na ujawniane skandale. Starano się bronić instytucji, a nie prawdy. Kościół hierarchiczny przyznał się w końcu do błędu, ale wcześniej stracił wiarygodność. I było trochę za późno, żeby zapobiec złym skutkom wielkiego społecznego rozczarowania. Niespodziewany kryzys odsłonił narastające tak naprawdę od lat 60. stopniowe załamywanie się wizerunku kraju jako nieskazitelnej przestrzeni żywej wiary. Kryzys okazał się wprawdzie okazją do oczyszczenia ze złudzeń, hipokryzji i niezdrowego samozadowolenia, ale kosztem pustoszejących świątyń. To pytanie zadajemy sobie również w Polsce: czy taka musi być zawsze cena przebudzenia we wspólnocie chrześcijan?

Jest płomień

Nie ma wątpliwości, że Kościół irlandzki nie posypałby się tak mocno, gdyby spełnił wówczas te cztery warunki, o których wspomniałem wcześniej. Oczywiście łatwo się mówi z perspektywy lat. My dziś jesteśmy mądrzejsi o wiedzę i doświadczenie Irlandczyków oraz o nowe procedury i determinację papieża, by walczyć z nadużyciami, ale przecież widzimy wyraźnie, że mimo tego kapitału pewne błędy powtarzamy w Polsce niemal podręcznikowo. Cała nadzieja – poza procedurami i ogólną atmosferą nacisku na oczyszczenie – leży w tej „poduszce” bezpieczeństwa, której zabrakło Irlandczykom. Kościół irlandzki nie uderzyłby tak mocno o ziemię, gdyby swojej siły nie opierał niemal wyłącznie na społecznej pozycji i katolicyzmie kulturowym, ale również na ruchach odnowy oraz wspólnotach charyzmatycznych i ewangelizacyjnych. W Polsce mamy to szczęście, że niemal w każdym dużym ośrodku miejskim i w licznych małych miejscowościach istnieją zarówno ruchy formacyjne i apostolskie, jak i nowe wspólnoty wiary. W Irlandii w takiej skali tego nie było i nie ma. To przekonanie wyraził również przed laty o. Bartłomiej Parys SVD, znający bardzo dobrze Irlandię: „Przestroga dla nas jest taka, że na dłuższą metę, gdyby Kościół w Polsce czekał jakiś kryzys, to ten katolicyzm kulturowy nie jest w stanie utrzymać ludzi przy Kościele”. Jeśli coś jest w stanie zatrzymać ludzi, gdy na jaw będą wychodzić nadużycia, to właśnie środowiska żywej wiary, która jest żywa wtedy, gdy jest przekazywana dalej. To są środowiska, które potrzebują nie podejrzliwości czy wizytacji, ale towarzyszenia i mądrego rozeznawania charyzmatów. To jest siła, która może uchronić Kościół w Polsce nie przed bolesnym oczyszczeniem (którego potrzebujemy), ale przed radykalną laicyzacją. Nie jesteśmy skazani na „drugą Irlandię”. Co jednak, jeśli będzie to konieczna droga do odnowy Kościoła nad Wisłą? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także