Nowy numer 31/2020 Archiwum

Razem damy radę

– Wszyscy trenerzy są fajni, nie ma takiego, którego nie lubię. W ogóle wszyscy tutaj w pracy są fajni – mówi Natalia.

Jej pasje to aktorstwo i dziennikarstwo. W przyszłości chciałaby zostać piosenkarką. Agnieszka ma już za sobą występ w telewizji. Lubi też sport – jeździ na nartach, pływa. Bartek, chłopak Agnieszki, lubi oglądać seriale i słuchać muzyki. Uwielbia śpiewać do mikrofonu – tak samo jak Krystian i Karolina. Lubią też tańczyć. Pracują nad Zalewem Nowohuckim w Krakowie, gdzie przygotowują i sprzedają frytki belgijskie. – Trzeba bardzo szybko wydawać porcje, bo robią się kolejki – zaznacza Natalia. Pomagają im w tym trenerzy pracy. Natalia, Agnieszka, Bartek, Krystian i Karolina to osoby z zespołem Downa.

Spółka społeczna

Stojący w Nowej Hucie food truck z frytkami belgijskimi i prowadząca go spółka Społeczna 21 to projekt krakowskiego Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Osób z Zespołem Downa „Tęcza”. Działa już nieco ponad rok, ale przygotowania zaczęły się znacznie wcześniej. Podopiecznych stowarzyszenia trzeba było nauczyć przyrządzania frytek, ale też odpowiednio nastawić przed pójściem do pracy, przygotować do kontaktu z klientami. Pół roku trwała nauka samodzielnego korzystania z komunikacji miejskiej.

– Chcieliśmy zrobić to na spokojnie, a nie wrzucić te osoby w wir pracy i po tygodniu oczekiwać efektów – tłumaczy Agata Krzyżek z Tęczy. Wygląda na to, że się udało, bo wiosną tego roku food truck wyszedł z fazy projektowej, skończyły się dofinansowania, a firma dalej działa. – Jesteśmy spółką społeczną. To niezbyt znana forma na naszym rynku, która od zwykłej spółki różni się tym, że całość zysku wykorzystywana jest na działalność społeczną, na rehabilitację naszych podopiecznych – wyjaśnia A. Krzyżek. Nie zmienia to faktu, że food truck musi na siebie zarobić. Trzeba zapłacić pracownikom, pokryć wszystkie koszty. Stawką są miejsca pracy – w tym pięć dla osób z zespołem Downa. – Stowarzyszenie dało nam pracę i nadzieję na przyszłość. Możemy spełniać się zawodowo, ale też dzięki temu realizować swoje pasje – mówi Natalia.

Jak reagują klienci, widząc, że obsługują ich osoby z zespołem Downa? – Generalnie odbiór jest bardzo pozytywny. Nie spotkaliśmy się z negatywnymi komentarzami. Ludzie raczej się uśmiechają, niektórzy mówią: „Wow, świetnie sobie radzicie” – opowiada A. Krzyżek.

Samo stowarzyszenie powstało ponad dwie dekady temu, w 1998 roku. Pierwsze walne zebranie odbyło się pod koniec października, w burzowy jesienny dzień. Okoliczności przyrody są ważne, bo po burzy wyszło słońce i tak do nazwy nowej organizacji trafiła tęcza. Dziś stowarzyszenie prowadzi Środowiskowy Dom Samopomocy, organizuje zajęcia sportowe, artystyczne, edukacyjne, terapeutyczne. W ramach pracowni rękodzieła chętne firmy mogą zamówić gadżety reklamowe. Z oferty skorzystały już m.in. krakowskie wodociągi, a podopieczni Tęczy szyli maskotki kropelki. Działa także klub rodzica dla osób, w których rodzinie pojawiło się – lub ma się pojawić – dziecko z niepełnosprawnością, w tym z zespołem Downa. Pytają o konkrety, formalności, rehabilitację. Interesują się możliwościami rozwoju takich dzieci, ewentualnej pracy w przyszłości. – Staramy się ich przekonać, że będzie dobrze, że świat się nie kończy, że te osoby mają pełne prawo do życia i na swój sposób potrafią z tego życia korzystać – mówi Agata Krzyżek. – Myślę, że takie słowa, usłyszane od innego rodzica, są pokrzepiające. Samo wyjście z domu i zobaczenie, że nie jestem sam w tym trudnym doświadczeniu, to już jest jakiś krok – dodaje.

Przerwana aktywność

W połowie marca, podobnie jak wiele punktów gastronomicznych, food truck Społecznej 21 musiał zostać zamknięty w związku z pandemią koronawirusa. Ponownie udało się go jednak otworzyć już 1 maja. Maseczki, rękawiczki, dystans między klientami – wszystkie postpandemiczne obostrzenia to już mały kłopot. – W porównaniu z tym czasem, kiedy byliśmy zamknięci i nie wiedzieliśmy – tak jak inni przedsiębiorcy – czy uda nam się przetrwać, to teraz jest sielanka – mówi A. Krzyżek. W czasie epidemii sytuację trochę ratowały porcje sprzedawane „na zapas”. Kto chciał, mógł zamówić frytki, zapłacić, a po odbiór zgłosić się już po zniesieniu obostrzeń. Przy okazji teraz te osoby mają pretekst, by wybrać się na spacer nad Zalew Nowohucki. Zbiórka poszła świetnie i Społeczna 21 zebrała dwa razy więcej pieniędzy, niż zakładano.

Epidemia mocno dała się we znaki także innemu, podobnie działającemu społecznemu przedsiębiorstwu. Zlokalizowany przy ul. Prądnickiej w Krakowie Lunch Bar „Awokado”, prowadzony przez Spółdzielnię Socjalną „Ognisko”, zatrudnia jedenaście osób – siedem z nich ma różnego rodzaju niepełnosprawności. To jedna z form aktywizacji zawodowej prowadzonych przez Chrześcijańskie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych, Ich Rodzin i Przyjaciół „Ognisko” i Fundację „Ognisko”. – Naszym nadrzędnym celem jest tworzenie bezpiecznego środowiska pracy i stanowisk, które są dostosowane do możliwości i potrzeb osób niepełnosprawnych – mówi Marcin Szczypczyk, prezes zarządu spółdzielni. Dodaje, że pracę znajdują tu także osoby po kryzysach psychicznych. Również tutaj pomocą służą trenerzy pracy. – Nad całością czuwają profesjonalni kucharze. Musimy dbać o jakość, żeby poradzić sobie w dosyć wymagającej branży gastronomicznej – dodaje M. Szczypczyk. Tak jak w przypadku food trucka Społecznej 21, firma musi być w stanie sama się utrzymać.

Miejsce na prowadzenie takiego lokalu – z szybkimi domowymi posiłkami – wydaje się idealne. Niedaleko Nowego Kleparza, już nie w turystycznym centrum miasta, ale za to w pobliżu kilku biurowców. To właśnie pracownicy korporacji przeważają wśród klientów Awokado. – Z dnia na dzień musieliśmy zamknąć bar. Nie byliśmy przygotowani do sprzedaży posiłków na wynos, a tylko to było dozwolone. Mieliśmy okres zwątpienia, ale potem zaczęliśmy działać, przystosowywać się do nowych warunków – wspomina Marcin Szczypczyk. Szybki powrót do działania był jednak ważny nie tylko ze względów finansowych. – U niektórych pracowników epidemia wywołała duży lęk i pogorszenie formy. Oni do tej pory nie wrócili do pracy. Są jednak i tacy, którzy bardzo czekali, żeby działo się tu cokolwiek, żeby mogli przyjść do pracy chociaż na godzinę czy dwie – dodaje prezes.

Po jakimś czasie z Awokado można już było odbierać zapakowane posiłki, zamówione zdalnie. Za pośrednictwem baru można było także wesprzeć medyków zmagających się z kolejnymi falami zachorowań. Wystarczyło wpłacić na konto firmy równowartość posiłku, by obiad trafił do pobliskiego szpitala. Ta akcja nadal trwa i ma być kontynuowana do połowy lipca (szczegóły na profilu FB). Do tej pory sprzedano w ten sposób ponad 500 porcji, co pozwoliło spółdzielni złapać finansowy oddech. Z kolei w ramach grantu Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej i Małopolskiego Funduszu Ekonomii Społecznej Awokado ma przez miesiąc dostarczyć 300 posiłków do krakowskich placówek wsparcia dziennego – warsztatów terapii zajęciowej i środowiskowych domów samopomocy. Można już także zjeść na miejscu, przy stoliku. Wciąż jednak sytuacja daleka jest od tej sprzed pandemii. Stali klienci z okolicznych firm w dużej części nadal pracują zdalnie. – Pierwszego dnia po powrocie sprzedaliśmy siedem obiadów – wspomina Marcin Szczypczyk. – Teraz jest lepiej, ale nie tak dobrze, jak było. Sprzedaż spadła z ponad 200 posiłków dziennie do kilkudziesięciu – mówi.

Reset motywacji

Katarzyna Biesiada z Ogniska przypomina, że stowarzyszenie ma duże doświadczenie w aktywizacji zawodowej. Już kilkanaście lat temu powstało przedsiębiorstwo społeczne oferujące usługi sprzątania i zatrudniające osoby wykluczone (nie tylko z niepełnosprawnościami). Stowarzyszenie współpracuje też z ponad setką pracodawców i pomaga w odnalezieniu się na otwartym rynku pracy. – Oferujemy praktyki w różnych miejscach, możemy zabrać kogoś na dniówkę, żeby na własnej skórze, pod okiem trenera pracy, sprawdził, czy odnajdzie się w gastronomii czy w sklepie – opowiada K. Biesiada. Chętni mogą więc sprawdzić swoje predyspozycje zawodowe w praktyce i podjąć pracę w ramach zatrudnienia wspomaganego – z pomocą trenera pracy na stanowisku i poza nim.

W ciągu tych kilkunastu lat z takiej pomocy Ogniska skorzystało ponad 1000 osób. Stowarzyszenie nadal śledzi losy około stu z nich. – Patrząc od strony formalnej, stan po epidemii nie wygląda tak źle, jak się spodziewaliśmy – mówi Katarzyna Biesiada. Pracę straciło bowiem zaledwie kilka osób z tej grupy, a część znalazła już nowe zatrudnienie. Cała sytuacja zburzyła jednak to, co pracownicy instytucji takich jak Ognisko budowali bardzo długo – poczucie osób z niepełnosprawnościami, że mogą pracować. – Niektórzy uznali, że może faktycznie nie dadzą sobie rady. Trenerzy muszą od nowa ich przekonywać, motywować – przyznaje Katarzyna Biesiada.

Tymczasem, jak mówi Agata Krzyżek, miejsca, w których pracują osoby niepełnosprawne – także z zespołem Downa – są ważne nie tylko ze względów terapeutycznych czy finansowych. – To jest klucz do zmiany naszego społeczeństwa – stwarzanie ludziom możliwości bycia razem, przełamywania stereotypów. Żadne hasła, billboardy czy kampanie społeczne nie umożliwią tego, co daje nam bezpośredni kontakt. Im więcej będzie takich miejsc, im częściej będziemy mówić, że ta aktywizacja jest ważna, tym lepsza będzie cała sytuacja – przekonuje A. Krzyżek.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama