Nowy numer 47/2020 Archiwum

Pan od muzyki

O tym, co trzeba zrobić, aby dzieci zaczęły interesować się tańcem, śpiewem, graniem na instrumencie, czyli szeroko pojętą muzyką, mówi Marcin Lemiszewski, którego lekcje w szkole TVP stały się hitem.

Anna Leszczyńska-Rożek: Jak Pan to zrobił, że lekcje muzyki w TVP ogląda się z zapartym tchem?

Marcin Lemiszewski: Nie miałem jakiejś złotej recepty, po prostu byłem sobą. A zawsze uczę tak, aby zachęcić moich uczniów do czerpania radości w kontaktach z muzyką. Staram się im pokazać, że muzyka jest czymś wspaniałym i taka też może być o niej nauka. Ucząc się czegoś nowego, poznajemy świat, a to zawsze wzbudza ekscytację i zainteresowanie. Lekcje mają pewne rzeczy pokazać, zainspirować do czegoś, tak aby uczniowie sami potem chcieli spróbować muzykowania, tańca czy poszukiwania ulubionej muzyki do słuchania. Oczywiście teoria i suche fakty też są potrzebne, ale nie mogą przeważać i zastępować osobistego kontaktu z muzyką.

To było widać podczas programów. Pokazywał Pan mnóstwo różnych, często egzotycznych instrumentów, grał do emitowanej w tle muzyki, a wszystko popierał przykładami i ciekawostkami.

Sam jestem czynnym muzykiem – perkusistą. Mam okazję nie tylko uczyć muzyki, ale i grać na scenie jej różne rodzaje. Od poważnej po rozrywkową. Mam w domu sporą kolekcję instrumentów perkusyjnych, co pomaga mi w realizowaniu lekcji nie tylko w TVP. Zawsze staram się przekazywać jak najwięcej z tego, co wiem i potrafię. Muzyka jest moją pasją, którą chcę zarażać innych nie tylko podczas nauczania, ale i koncertowania. Cieszę się, że to działa.

Dlaczego dzieci i dorośli mają problem ze śpiewaniem, tańcem, poszukiwaniem ciekawej muzyki, a przede wszystkim z muzykowaniem na jakimkolwiek instrumencie?

Podstawą jest przełamanie bariery w myśleniu o sobie, że nie jestem zbyt dobry. Grając kiedyś, jeszcze w szkole muzycznej, pod batutą dyrygenta z USA, zrozumiałem, że nie tylko chodzi o to, aby muzyka wykonywana była idealnie, ale o to, aby uczniowie czerpali radość ze wspólnego grania. Na etapie szkoły poza pracą bardziej liczą się radość i satysfakcja ze zdobywania kolejnych umiejętności niż efekt końcowy podsumowany taką czy inną oceną. Nauka powinna ucznia przekonywać, że ma on swoje ukryte talenty, po które warto sięgnąć i rozwijać je. Utwierdzać go w poczuciu własnej wartości i przekonaniu, że dzięki pracy jest w stanie robić postępy. Nawet jeśli napotyka problemy i przeszkody na pierwszy rzut oka nie do pokonania, warto walczyć i nie poddawać się. Po to też jest nauczyciel, żeby w takich chwilach wspierać ucznia i pomagać mu w pokonywaniu trudności. Narzędzi jest wiele, warto z nich mądrze korzystać.

U nas ciągle jeszcze pokutuje myślenie zero-jedynkowe. Albo masz słuch absolutny i będziesz wielkim muzykiem, albo nie masz talentu, więc lepiej zajmij się grą w szachy. Zgadza się Pan z tym?

Takie podejście często już na samym początku pozbawia dzieci możliwości rozwijania swoich zdolności, także muzycznych. Nie każdy, kto ma do czynienia z muzyką, musi zostać kimś wielkim i sławnym. Czasami nawet niewielkie umiejętności przynoszą radość wyrażania się poprzez muzykę. U nas powoli to się zmienia i dla chętnych do zgłębiania tajników śpiewu, tańca czy gry na jakimś instrumencie jest więcej możliwości niż tylko nauka w państwowej szkole muzycznej. Organizowanych jest coraz więcej warsztatów, lekcji, kursów; powstają także zespoły, w których może udzielać się każdy niezależnie od wieku. Dla przykładu na Zachodzie (m.in. w Niemczech) muzykowanie jest bardzo mocno wpisane w naukę i aktywność w wolnym czasie. Dzieci mają kontakt z muzyką w różnej formie od najwcześniejszych lat życia, a gry na instrumentach uczą się nawet emeryci. Co ważne, taka aktywność bardzo scala lokalną społeczność i pozwala docenić wysiłek wkładany w naukę. Dzieje się to zazwyczaj podczas ważnych uroczystości, konkursów czy przeglądów. Tam chóry, zespoły amatorskie czy soliści mają szansę występować i dzielić się swoimi pasjami z innymi. Jest to bardzo doceniane i ważne. U nas nie ma jeszcze tak dużego zainteresowania wspólnym muzykowaniem i promowania tego typu hobby. Muzyka w dużej mierze wciąż jest zarezerwowana tylko dla profesjonalistów.

A co z talentem i zdolnościami muzycznymi?

Na te dwie rzeczy składa się wiele różnych czynników. Utalentowanym można być w wielu różnych dziedzinach. Jedni lepiej śpiewają, inni grają, a można też być uzdolnionym ruchowo czy mieć dobre poczucie rytmu. Na etapie przedszkolnym i wczesnoszkolnym nikt nie ma prawa decydować o tym, czy ktoś jest utalentowany i jakie ma zdolności. One się dopiero kształtują i rozwijają, dlatego warto pokazywać jak najwięcej. Młodsze dzieci chłoną wszystko jak gąbka, a my nie wiemy, co z tego potem będą wykorzystywać i co stanie się ich pasją, którą będą chciały dalej rozwijać. Kiedyś muzyka była czymś bardziej naturalnym, towarzyszyła ludziom w codziennych pracach. Teraz jest trudniej, bo stała się elementem raczej marginalnym. Muzyki głównie słuchamy. Niewiele jest samodzielnego muzykowania, a poszukiwania ulubionej muzyki są znacznie ograniczone. To powoduje, że bardziej ambitna muzyka staje się czymś dostępnym tylko dla wybrańców, a przecież nie powinno tak być.

Jak Pan trafił do TVP?

Zadzwoniono do mnie z kuratorium z prośbą o poprowadzenie lekcji. Zgodziłem się, znając sytuację, która była dla nas wszystkich niełatwa. Potraktowałem to jak nowe wyzwanie i misję. Nie wahałem się, bo pomyślałem, że to jest sposób, w jaki mogę pomóc w czasie epidemii. Trzymając się programu nauczania, napisałem scenariusze i starałem się je realizować najlepiej jak potrafię. Oczywiście na początku musiałem się wiele nauczyć, bo pierwszy raz prowadziłem program telewizyjny. Z każdym odcinkiem było mi łatwiej. Zaskoczył mnie bardzo fakt, że wśród fali krytyki akurat moje lekcje zostały odebrane z entuzjazmem.

Może przekonał Pan widzów swoją pasją i radością z tego, czym Pan się zajmuje?

Może. (śmiech) Jedno jest pewne – bardzo lubię uczyć i grać. Granice między pasją a tym, co robię zawodowo, wzajemnie się przenikają. Mam pracę, którą lubię, i to daje mi satysfakcję. Uczę w szkole dzieci w różnym wieku, poza tym piszę książki związane z literaturą muzyczną na różne instrumenty, komponuję, współpracuję jako solista z Filharmonią Narodową w Warszawie i gram w zespole szantowym Zejman i Garkumpel.

Jakie korzyści widzi Pan w nauczaniu zdalnym, niezwiązanym z bezpośrednim kontaktem z uczniami?

Nauczanie zdalne przez internet na pewno daje możliwość dotarcia do większej grupy osób w różnych miejscach zamieszkania. Łatwiej też zaprezentować niektóre tematy, wykorzystując różnego rodzaju efekty multimedialne. Poza tym jest to trwała wartość, do której można wrócić, nie zastąpi ona jednak bezpośredniego kontaktu z uczniami. Może w przypadku opowiadania o muzyce to się w miarę sprawdza, ale przy nauce czy wspólnym graniu i śpiewaniu? Mam co do tego wątpliwości i zdecydowanie wolę nauczanie w świecie realnym. Kontakt bezpośredni ma dużo większą wartość, bo dochodzi do prawdziwej interakcji, a to jest bardzo ważne.

Myśli Pan o działalności w świecie wirtualnym, np. o założeniu własnego kanału na YT?

Szczerze mówiąc, w normalnym trybie pracy i mojej działalności muzycznej poza szkołą będzie mi trudno znaleźć na to czas. Choć, jak widać, lubię nowe wyzwania, więc całkowicie tego nie wykluczam. Przede wszystkim jednak jestem nauczycielem i muzykiem. Z niecierpliwością czekam na powrót do moich normalnych obowiązków. •

Marcin Lemiszewski

– pedagog, kompozytor i perkusista. absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie w klasie perkusji Edwarda Iwickiego. Jest nauczycielem w Polsko-Niemieckiej Szkole Spotkań i Dialogu im. Willy’ego Brandta w Warszawie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Anna Leszczyńska-Rożek

Redaktorka działu „4 strony kobiety"

Absolwentka muzykologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa, w którym koordynowała projekty „Cztery żywioły" (cykl zajęć dla dzieci w gorszej sytuacji materialno-rodzinnej), wystawę fotografii naukowej „Mikro-Makro. Skale wszechświata" i cykliczne spotkania Śląskiej Kawiarni Naukowej w Katowicach. Autorka tekstów w miesięczniku „Mały Gość Niedzielny". Od 2018 r. w „Gościu Niedzielnym" prowadzi dział Cztery Strony Kobiety. Mama bliźniąt i żona Tomasza. Gra na skrzypcach w zespole Dobre Ludzie. Żegluje, eksperymentuje w kuchni, a od czasu do czasu wyrusza do dalekich krajów (m.in. Uganda, Islandia i Indie), by poznawać nowych ludzi, smaki, zapachy i miejsca.

Kontakt:
Więcej artykułów Anny Leszczyńskiej-Rożek

Zobacz także