Nowy numer 44/2020 Archiwum

„Nie” dla konwencji stambulskiej

Komisja Europejska chce ratyfikacji konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, która jest oparta na ideologii gender. Otworzy to unijnym instytucjom drogę do narzucania jej zapisów poszczególnym państwom. Organizacje prorodzinne protestują przeciwko temu.

Sprzeciw wobec „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, zwanej od miejsca jej podpisania konwencją stambulską, nie wynika z podważania potrzeby walki z tą patologią, lecz z faktu, że dokument ten kwestionuje naturalne różnice płciowe, zakłada przebudowę życia społecznego według ideologii gender, a tradycję, rodzinę czy Kościół traktuje jako źródło tej przemocy. Gdy obecnie Komisja Europejska ma zamiar ratyfikować konwencję, w Europie podniosły się mocne głosy sprzeciwu.

Spór na forum Unii

Konwencję stambulską ratyfikowały już 34 kraje z 47 należących do Rady Europy. Spośród państw należących do UE nie ratyfikowały jej: Czechy, Bułgaria, Węgry, Słowacja, Łotwa i Litwa, a w Polsce nie jest ona w pełni wdrażana. W Komisji Europejskiej powstała jednak inicjatywa, aby Unia Europejska przyjęła ten dokument. Gdyby tak się stało, władze UE uzyskałyby możliwość ingerencji w obszar, który jest zarezerwowany dla poszczególnych państw. Zwolennicy lewicowej rewolucji obyczajowej zyskaliby broń atomową do realizacji swojej ideologii.

W tej sytuacji międzynarodowa koalicja organizacji prorodzinnych wystosowała apel do władz Komisji Europejskiej o rezygnację z planów wdrożenia konwencji. W skład tej koalicji wchodzi kilkanaście organizacji z różnych krajów, m.in. Instytut Ordo Iuris z Polski. W apelu do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli van der Leyen podkreślają one, że UE powinna dołożyć wszelkich starań, aby walczyć ze zjawiskiem przemocy, jednak wskazują, że konwencja stambulska „nie tylko nie przedstawia skutecznych rozwiązań w tym zakresie, ale wprowadza szereg niebezpiecznych regulacji, które bezpośrednio godzą w dobro rodziny i jej członków”. Podkreślają, że dokument ma skrajnie ideologiczny charakter, który „antagonizuje społeczeństwo, wprowadzając element walki płci, co w konsekwencji prowadzi do dekonstrukcji rodziny i norm społecznych opartych na akceptacji różnic między kobietami i mężczyznami”.

Powołując się na badania prowadzone przez unijne instytucje, organizacje wskazują, że konwencja błędnie identyfikuje źródła przemocy. Badania te pokazują, że wśród najczęstszych jej przyczyn są rozpad rodziny oraz uzależnienia (od alkoholu, narkotyków, hazardu, pornografii, seksu), a nie – jak twierdzi konwencja – struktura społeczeństwa opartego na tradycyjnej rodzinie, prawach rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami czy komplementarnych rolach kobiet i mężczyzn. Co więcej, badania Agencji Praw Podstawowych UE pokazują, że w krajach, gdzie wdrażana jest ideologia oparta na gender, odsetek przemocy jest bardzo wysoki.

Przypominają też, że zgodnie z prawem przyjęcie konwencji powinno leżeć wyłącznie w gestii państw członkowskich i Unia nie powinna być jej stroną. Tymczasem jeśli UE przyjmie ten dokument, jego przepisy „staną się częścią unijnego dorobku prawnego i będą korzystały z zasady pierwszeństwa przed prawem krajowym. Wdrożenie postanowień zostanie poddane kontroli unijnych instytucji, m.in. Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”.

Podwójna przegrana

Spór wokół zapisów konwencji toczy się od jej powstania w 2011 r. W Polsce rozgorzał ze szczególną intensywnością w 2014 r., kiedy to rząd Donalda Tuska ją przyjął, i rok później, gdy Sejm, głosami PO i SLD oraz części PSL, konwencję ratyfikował. Zdecydowany sprzeciw wobec zapisów tego dokumentu wyrażają środowiska konserwatywne i centrowe. Podstawowy zarzut to wprowadzenie definicji płci kulturowej, która nie opiera się na biologii, lecz na różnicach kulturowych.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości bardzo mocno występowali przeciwko konwencji, jednak po dojściu do władzy jej nie wypowiedzieli. Tłumaczą to tym, że w polskim prawie są wszystkie zapisy chroniące przed przemocą, które znajdują się w konwencji, a jej warstwy ideologicznej nie mają zamiaru realizować. Co więcej, wysuwają tezę, że PiS jest gwarantem tego, że ideologia gender w Polsce nie zostanie wprowadzona, mówiąc otwarcie: jeśli nie chcecie gender, musicie na nas głosować.

Mimo wielu apeli środowisk konserwatywnych, katolików i Episkopatu Polski Zjednoczona Prawica konsekwentnie taką strategię realizuje. Jeśli pojawia się głos podkreślający konieczność wypowiedzenia konwencji, jej liderzy zdecydowanie się od niego odcinają. Na przykład gdy wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski napisał na Twitterze 13 maja, że należy wypowiedzieć konwencję, Ministerstwo Sprawiedliwości natychmiast ogłosiło, że to nie jest stanowisko rządu.

Można więc powiedzieć, że środowiska konserwatywne dwukrotnie poniosły porażkę: pierwszy raz, gdy większość sejmowa ją przyjęła, a teraz drugi raz, gdy PiS nie chce jej wypowiedzieć. W systemie demokratycznym rządzący prędzej czy później tracą władzę. Jednak nawet gdy założymy, że Zjednoczona Prawica będzie jeszcze długo rządzić, ratyfikacja tego dokumentu przez Unię Europejską umożliwi jego wdrażanie nawet wbrew PiS.

Rewolucja kulturowa

Warto przyjrzeć się niektórym zapisom konwencji, gdyż jej zwolennicy uważają, że krytyka pod jej adresem jest nieuzasadniona. Tymczasem analiza dokumentu jednoznacznie wskazuje, że jest to narzędzie do realizacji skrajnie lewicowego projektu polityczno-społecznego. Dokument stwierdza: „Przemoc wobec kobiet jest przejawem nierównych stosunków władzy między kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, które doprowadziły do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji kobiet, a także uniemożliwiły pełne usamodzielnienie kobiet”.

Konwencja wprowadza do naszego porządku prawnego genderową definicję płci, określając ją jako „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”. W takim ujęciu płeć biologiczna zostaje zastąpiona pojęciem „płci społeczno-kulturowej”. Oznacza to, że człowiek może wybrać płeć, przyjmując odpowiednie zachowania; uwarunkowania biologiczne nie mają znaczenia, a w efekcie każda relacja płciowa musiałaby zostać uznana za normalną.

Dokument nakazuje wykorzenienie „uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn”. Takie stwierdzenie daje szerokie pole do interpretacji. W ujęciu środowisk lewicowych rodzina, małżeństwo, macierzyństwo czy obrona życia opierają się właśnie na przekonaniu o niższości kobiet, a religia ma być źródłem takich przekonań.

W dokumencie znajduje się też zapis nakładający wprowadzenie edukacji o równości „niestereotypowych ról społeczno-kulturowych”. Pod tym pojęciem kryją się wszelkie zachowania seksualne. Konwencja nakazuje więc, aby uczyć dzieci, że takie zachowania są równoprawne z relacjami heteroseksualnymi. Te zapisy łamią prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Nawet pobieżna analiza zapisów konwencji wskazuje, jak niebezpieczny jest to dokument, gdy jego realizacją zajmą się środowiska lewicowo-liberalne. Dlatego konserwatyści powinni poprzeć działania, aby Polska ten dokument wypowiedziała i aby nie przyjęła go Unia. Można to zrobić, popierając apel organizacji prorodzinnych. Można go podpisać poprzez stronę stopgenderconvention.org. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także