Nowy numer 28/2020 Archiwum

Król w białym garniturze

Przez lata projektowała ubrania, żyła w świecie mody. W końcu Bóg powiedział: „Teraz Ja podaruję ci strój”. Tym strojem jest benedyktyński habit.

Konsekracja monastyczna s. Marii Agnieszki od Boga Ojca odbyła się w kaplicy klasztornej mniszek benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu we Wrocławiu-Pawłowicach dokładnie w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. W czarnym habicie, z symbolem złotej monstrancji na piersiach i w czarnym welonie na białym nakryciu głowy właściwie pozostała wierna swoim ulubionym trendom. – Zawsze ubierałam się na biało-czarno; wybierałam ubrania proste i eleganckie, w stylu Coco Chanel. Gdy projektowałam żakiety, dodawałam złote zatrzaski. Wszystko jest więc teraz tak, jak lubię – mówi z uśmiechem.

Zmiana branży

Dzisiejsza benedyktynka sakramentka pochodzi ze Środy Wielkopolskiej w okolicach Poznania. Skończyła studia plastyczne na wydziale projektowania odzieży, zyskując tytuł „artysta plastyk projektant”. – Pracę magisterską przygotowywałam z odzieży męskiej. Zaprojektowałam kolekcję białych garniturów. Uszyła mi je firma, w której byłam zatrudniona już w czasie studiów, miałam swój pokaz – wspomina.

Wkrótce projektowała dla największych w Polsce marek specjalizujących się w odzieży męskiej. Zaczęła podróżować do Chin i innych krajów azjatyckich, weszła w świat wielkiego biznesu. Z czasem zdecydowała się na współpracę z mniejszymi firmami, założyła własną. Pod koniec kariery zawodowej projektowała damskie ubrania przeznaczone na rynek wschodni, do Rosji i na Ukrainę.

– Miałam naprawdę światowe życie. Pokazy mody, współpraca z modelkami, piękne ubrania, buty, sport, ćwiczenia na siłowni… Czy byłam elegancką kobietą? Aż za bardzo. W takiej branży trzeba wyglądać – być szczupłym, zgrabnym, zadbanym – mówi. – Powtarzano mi, że projektant świadczy o firmie. Jeśli jest zadbany, dobrze ubrany, to znaczy, że nieźle mu płacą, a on jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Poświęcałam mnóstwo czasu na dbanie o swój wizerunek.

I nagle zdarzyło się coś nieoczekiwanego. – Pan Bóg wyraźnie dotknął mojego serca, powiedział: „Pójdź za Mną”. Czy to możliwe, żeby ktoś taki jak ja został zakonnicą? Byłam zszokowana – wspomina. Owszem, szukała swojej drogi. Nawet modliła się – ale o męża. A tu nagle zakon?

W przełomowym dla siebie okresie Agnieszka dołączyła do wspólnoty neokatechumenalnej. Uczyła się słuchania Boga, a Jego wołanie było bardzo wyraźne. W końcu powiedziała „tak”.

Dobierał ze mną guziki

Jeszcze zanim wstąpiła do klasztoru, czuła, że Pan Bóg towarzyszy jej w każdej chwili życia. – Kiedy zaczynałam projektować, robiłam to tak, żeby mi się podobało. Potem myślałam o tym, żeby innym się podobało – wspomina. – Na końcu pracowałam po to, by ludzie w tych sukienkach, marynarkach czy innych ubraniach byli szczęśliwi. „Jak chcesz, by byli ubrani?” – pytałam Jezusa. Zapraszałam Go do pracy. „Ty, Jezu, krój ze mną ten kawałek materiału” – modliłam się, a On mi towarzyszył w codziennych sprawach. Dla mnie to było coś niesamowitego. Jak wielki Bóg, Pan i Król, może ze mną dobierać guziki. A On dobierał je, przycinał materiał, upinaliśmy wspólnie tkaniny na manekinie.

Agnieszka była po prostu szczęśliwa. – A Jezus uszczęśliwiał też ludzi wokół mnie. Widziałam, że moja radość, doświadczenie bliskości Boga promieniują też na nich – mówi. Przez pewien czas modliła się razem ze swoimi współpracowniczkami. Pamiętają o niej do dziś.

Przypomina sobie, jak kiedyś z Jezusem zaprojektowała niezwykłe sukienki. – To był projekt dla firmy, która znalazła się w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Z powodu zamknięcia niektórych rynków nie mogła sprzedawać swoich towarów tam, gdzie robiła to do tej pory. Szef zapowiadał zwolnienia. Był potrzebny jeden model, który sprzedawałby się w dużych ilościach, żeby kobiety zatrudnione w tej firmie nie straciły pracy. Byłam pod presją. Poszłam do kościoła i powiedziałam: „Panie Jezu, pomóż stworzyć jakieś hity, żeby ci ludzie nie zostali zwolnieni”.

Wkrótce trzy modele zaprojektowanych przez Agnieszkę sukienek okazały się prawdziwymi przebojami. – Zrozumiałam, że wszystko należy do Boga. Moje projekty mogły spodobać się dwustu paniom, a spodobały się trzem tysiącom, które kupiły sukienki. Firma przetrwała trudny czas i nikt nie został zwolniony.

Zaproszona na pokaz

W pierwszym klasztorze, do którego się dodzwoniła pani projektantka, usłyszała delikatny głosik: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. „Na wieki wieków” – odpowiedziała w podobnej tonacji. – I natychmiast pomyślałam: „To nie jestem prawdziwa ja, ja się tak nie zachowuję” – wspomina. To nie było jej miejsce.

Do benedyktynek sakramentek podprowadziła Agnieszkę wyszukiwarka internetowa. – Przeczytałam „adoracja Najświętszego Sakramentu” i… wpadłam w zachwyt. Choć, prawdę mówiąc, nie wiedziałam, czym ta adoracja jest – wspomina. – Dzwoniłam tu przez 5 dni, dzień w dzień. Sygnał był cały czas zajęty. „Co te siostry tak cały czas gadają?” – myślałam. Ale kiedy w końcu przeorysza odebrała telefon, usłyszałam gromkie, serdeczne: „Szczęść Boże!”. Pomyślałam: „To tu”!

Wstąpiła do wrocławskiego klasztoru po roku. Porozdawała koleżankom swoje ubrania, a zawsze kupowała te najlepszej jakości. – Co ciekawe, mój samochód kupił pan, który nazywał się Mnich. Ja zostałam mniszką, a mój samochód poszedł do Mnicha… – śmieje się.

W ciągu ośmiu lat poprzedzających profesję wieczystą przestawiła się na inny styl życia, skoncentrowany na modlitwie. – W tym czasie wiele spraw zostało pozamykanych w moim sercu, a pootwierały się nowe drzwi. Cieszę się, że Jezus mnie tu przygarnął. Widzę, jak przydaje się w klasztorze doświadczenie, jakie zdobyłam „w świecie”. Choćby obowiązkowość, odpowiedzialność za innych – dodaje.

W zakonie s. Agnieszka podejmuje różne artystyczne zadania, np. przygotowuje kartki okolicznościowe i świąteczne, wykonuje dekoracje w kaplicy. – Bardzo dobrze jeżdżę samochodem. Sporo podróżowałam i kochałam swoje auto. Idąc do klasztoru, myślałam: „Po co mi, Panie Boże, dałeś takie umiejętności?”. Tymczasem okazuje się, że i tu czasem służę siostrom jako kierowca – mówi.

Przydała się nawet umiejętność projektowania, bo s. Agnieszka nieco udoskonaliła jeden z elementów zakonnego stroju – białe nakrycie głowy i szyi (zwane przez siostry „zatyczką”), do którego przymocowany jest welon. Mogła też podpowiedzieć osobie szyjącej habity, jakie są nowe rozwiązania technologiczne, które można by zastosować.

– Przez całe życie nie lubiłam swojego chrzcielnego imienia, a w zakonie pokochałam je – dodaje. – Kiedy przed laty moi rodzice wybierali dla mnie imię, jakaś mama obok nich zawołała do swojej córki: „Agnieszka!”. „O, tak jej damy na imię” – stwierdzili. Myślę, że to było z Bożego natchnienia. Przypomina mi dziś słowa „Agnus Dei, qui tollis peccata mundi…” – „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata…”.

A co z pasją sportową? Długie trwanie na adoracji także wymaga kondycji, dobra forma jest więc mile widziana. Kiedyś s. Agnieszka śledziła pokazy mody. Teraz spędza wiele godzin, wpatrując się w „Boski pokaz” – czuwając przed Najświętszym Sakramentem. Bóg przyszedł do niej znienacka jako Król ukryty w „białym garniturze” Hostii. Ma całe życie, by podziwiać kreację Syna Bożego – styl ofiary i daru z Siebie, styl prostego kawałka chleba.•

Benedyktynki sakramentki

Instytut Mniszek Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu jest częścią wielkiej benedyktyńskiej rodziny zakonnej. Został założony w 1653 r. w Paryżu przez matkę Mechtyldę od Najświętszego Sakramentu – Katarzynę de Bar. Charyzmatem instytutu jest kult Najświętszego Sakramentu – w czasie Mszy św. i osobistej adoracji. Charakterystyczna dla nich jest tzw. reparacja – kilkugodzinna adoracja podejmowana przez kolejne siostry w duchu wynagrodzenia za grzechy świata. Więcej na: enedyktynki-sakramentki.wroclaw.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL