Nowy numer 31/2020 Archiwum

Wrażliwy twardziel

Nie przypuszczam, by artysta malujący na ścianie paleolitycznej jaskini stado żubrów miał jakiekolwiek pojęcie o tym, że kilka tysięcy lat później trzeba będzie mocno kombinować, by ten gatunek przetrwał. I że to się uda. Przede wszystkim w Polsce.

Krąży po świecie anegdota o tym, jak to wiele lat temu ktoś mieszkający na co dzień w Niemczech jechał przez pszczyńskie lasy i niespodziewanie na drogę wyszedł mu żubr. Podobno doszło do jakiegoś otarcia czy zderzenia, tego już nikt nie pamięta, niemniej jednak kierowca musiał skontaktować się ze swoim ubezpieczycielem za granicą. Zadzwonił do niego z informacją, że miał kolizję z żubrem. – Jak to? To ty jesteś w Ameryce?! – wykrzyknął zdziwiony urzędnik (po niemiecku żubr to bizon, po łacinie zresztą też). – Nie, no skąd, w Polsce – padła odpowiedź. Po drugiej stronie słuchawki zapadła głęboka cisza. W końcu ubezpieczyciel stwierdził: – Wiesz co, lepiej nie pisz w sprawozdaniu o tym, że to był żubr. Może napiszesz, że to był jeleń? – Ale dlaczego? – dopytywał zdziwiony klient. – Bo tu nikt nie uwierzy, że w Polsce są bizony – padła odpowiedź.

Na wymianę

Żubr, czyli bizon. Kuzyn tego amerykańskiego. Dziesiątki tysięcy lat temu na ścianie jaskini w Altamirze ktoś namalował ich wiele. Wykorzystał do tego wybrzuszenia skalne, można by więc żartem powiedzieć, że technologię 3D znamy od paleolitu. Stado żubrów, przedstawione w jaskini w ruchu, sprawia wrażenie, jakby zatrzymywało się w pędzie przed postacią ogromnej łani namalowanej na najbardziej oddalonej płaszczyźnie. Odkrycie tych rysunków było wydarzeniem na skalę światową. I potwierdza powszechność gatunku na terenie współczesnej Europy od tysięcy lat. Zwierzęta te, popularne jako źródło dużej ilości mięsa, zawsze były też narażone na wyginięcie. Nie tylko w zamierzchłej przeszłości.

Nie wiem, jak skończyła się historia ubezpieczeniowego „przekrętu” z żubrem i jeleniem, mam nadzieję, że w ogóle nie miała miejsca i jest jedynie lokalną anegdotą. Jednak nie po raz pierwszy żubr miał być wzięty za jelenia. Właściwie cała historia żubrów w Pszczynie rozpoczęła się właśnie od wymiany na jelenie. – Książę pszczyński Jan Henryk XI Hochberg zapragnął polować na żubry, więc w 1865 r. otrzymał od cara Aleksandra II cztery sztuki – jednego byka i trzy krowy – a w zamian podarował dwadzieścia jeleni z pszczyńskich lasów – opowiada Grzegorz Czembor, dyrektor zagrody żubrów w Pszczynie. – Przywieziono je do Murcek koło Katowic, a następnie przeniesiono w te okolice – dodaje.

Zagroda w Pszczynie, jak egzotyczna wyspa pośrodku miejskiej cywilizacji, wywołuje lekki szok. Owszem, wiele jest w okolicy lasów, jednak ruchliwe drogi prowadzące do Katowic i Bielska oraz bliskość autostrady… – to wszystko jakby nie przystaje do rzeczywistości zamkniętej za potężnym drewnianym ogrodzeniem, w której raz po raz przeszywa powietrze krzyk pawia, osioł ryczy ze szczęścia, a sarny, jelenie, daniele i muflony pasą się spokojnie, rzucając od czasu do czasu płochliwe spojrzenia. Taka to zagroda w środku miasta…

Zbliża się pora karmienia. Nauczony ze źródeł rozmaitych, że żubr potrafi zjeść do 60 kilogramów biomasy dziennie, czekam niecierpliwie. Jeden z pracowników podchodzi do wielkich kadzi – paśników czy jakkolwiek je nie nazywać – i wsypuje jakąś mieszankę tłuczonej kukurydzy. Za ogrodzeniem rozpoczyna się ruch. Krowy posłusznie ustępują miejsca potężnemu przywódcy stada. Młode byczki szturchają się nawzajem, chyba jedynie dla rozrywki, widać bowiem, że to szturchanie nie ma nic wspólnego z walką o pożywienie. – Głupieją, rozrabiają – śmieje się pan Grzegorz. I dodaje: – Energia je rozpiera! Obserwuję relacje w stadzie oraz jego przywódcę – potężnego byka. Mimo że znajduje się za ogrodzeniem, budzi respekt. Od razu widać, dlaczego żubra nazywają królem puszczy. Głowa duża i ciężka, szerokie, wypukłe czoło, gruba szyja, no i to, co sprawia, że wygląda nieproporcjonalnie: bardzo potężny przód tułowia (taki rodzaj zwierzęcego Herkulesa), kompletnie niepasujący do reszty żubrzego cielska – małego i pokrytego krótką sierścią. Jakby tych ciekawostek było mało, dyrektor uczy nas rozróżniać „panów” i „panie”. – Krówki mają rogi bardziej zagięte do środka – pokazuje. Faktycznie – wyglądają jakby bardziej elegancko i finezyjnie, skojarzenie z kręceniem loków nasuwa się samo.

Kiedy obiad się kończy, zwierzęta układają się wygodnie, rozleniwione i jakby nieco senne. Ponoć jedzenie i odpoczynek to główne zajęcia żubra. No cóż, przy takiej ilości pożywienia trzeba mieć czas, żeby wszystko przeżuć. I strawić. Gołym okiem widać, że żubr nie należy do wielbicieli fitnessu. Ponoć może ważyć i z 900 kilogramów!

Wolność nie na całego

Pokazowa Zagroda Żubrów powstała w 2008 roku na blisko 10 hektarach zabytkowego pszczyńskiego parku. Jest prawdziwym hitem: można tu nie tylko rekreacyjnie spacerować czy zwiedzać okolicę, ale też skorzystać z warsztatów edukacyjnych, zobaczyć film o historii żubrów na ziemi pszczyńskiej czy zagrać w grę „Leśne pary”. Muflony, jelenie, sarny, daniele, kaczki, osioł, sowa – Noe w przede­dniu potopu mógłby zacumować w Pszczynie, to nie ulega wątpliwości. Jest to jednak obiekt zamknięty, zwierzęta, które tu mieszkają, pielęgnowane są przez człowieka. – Żubry są w naszej zagrodzie zamknięte i karmione przez człowieka, nie zdobywają pożywienia same – opowiada Grzegorz Czembor. – Dostają pokarm cztery razy dziennie. Występują też żubry „wolnościowe”, które są dokarmiane. Tak jest na przykład w Jankowicach – dodaje, mając na myśli położony nieopodal Ośrodek Hodowli Żubrów i Edukacji Leśnej. I faktycznie, już od pierwszych chwil spędzonych w Jankowicach można odczuć, że żubr jest tam w nieco innej sytuacji życiowej. Rozleniwiona żubrzyca flegmatycznie popatruje w moim kierunku, kiedy przyglądam się jej z odległości trzydziestu metrów. Nieopodal hasa młody osobnik. W leśnej gęstwinie widać resztę stada. Kiedy kilka okazałych sztuk wychodzi zza drzew, niektóre pobrykują między sobą, zaczepialskie i energiczne. Po prostu sielanka. A to i tak nie jest stado w pełni swobodne, o czym dowiem się w leśniczówce.

Bądź zdrów, Żubrze!

Korkowa tablica, do niej przypięte pinezkami laurki. Wszystkie… dla żubra. „Drogi Żubrze! Bądź zdrów! Bądź syty! Bądź lubiany w stadzie!” (staranne, równe literki wskazują na to, że te życzenia musiała napisać dziewczynka). – Co za mądre dziecko – myślę – wie, że po ludzku rzecz biorąc, najważniejsze są: zdrowie, chleb i przyjaciele. Nie mam jednak czasu zagłębiać się w te refleksje, ponieważ do niewielkiej sali obwieszonej plakatami z żubrem w roli głównej wchodzi Elżbieta Wójtowicz, kierowniczka ośrodka. – Nasza zagroda ma m.in. cel edukacyjny. Uczymy dzieci, młodzież i nawet starszych. Zajęcia są bezpłatne. W 2015 roku obchodziliśmy 150. rocznicę sprowadzenia żubrów na Górny Śląsk. To wówczas powstawały plakaty, które tu widzimy – są to prace studentów ASP w Katowicach. Chcemy w tę edukację włączyć różne inne inicjatywy, na przykład Dzień Żubra – dodaje kierowniczka. Jak się dowiadujemy, to na 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości powstały laurki. – Napawają optymizmem, proszę mi wierzyć – Elżbieta Wójtowicz pokazuje wpisy dzieciaków. – Niestety, Dzień Żubra w następnych latach nie mógł się odbyć – raz z powodu strajku nauczycieli, w tym roku na skutek pandemii.

Genetyczny dylemat

Żubry w Jankowicach żyją na ogrodzonym terenie o powierzchni 750 hektarów, ale – jak się dowiadujemy – ogrodzenie jest nieszczelne, co oznacza, że mogłyby wyjść na zewnątrz. Jest ich w sumie 55, z czego 9 przebywa w zagrodzie pokazowej. – Tu mamy tę bazę genetyczną, o którą się troszczymy – podkreśla kierowniczka ośrodka. To oczywiste, biorąc pod uwagę, że choć białowieskie żubry zapoczątkowały linię pszczyńską, to z tej właśnie później odtwarzano gatunek w Białowieży. Z kolei kiedy w 1953 roku na skutek pryszczycy padło całe pszczyńskie stado, do jego restytucji posłużyły żubry białowieskie. Lasy pszczyńskie odegrały zatem kluczową rolę w uratowaniu gatunku.

Jak twierdzi Elżbieta Wójtowicz, wyniki badań genetycznych wskazują na to, że 90 proc. genów światowej populacji żubrów pochodzi od Planty i Plebejera z linii pszczyńskiej. „Pl” na początku imion to nie przypadek. Każdy pszczyński żubr ma je w swoim imieniu.

Żubr jest bardzo wrażliwym gatunkiem, mało odpornym zwłaszcza na choroby pasożytnicze. Groźne okazały się dla tych zwierząt również pryszczyca i gruźlica. Bo przecież oprócz zagród czy ośrodków hodowli są miejsca, gdzie stada żyją całkowicie na wolności – między innymi w puszczach Białowieskiej, Boreckiej, Knyszyńskiej czy w Bieszczadach. Istnieje też tak zwane wolne stado zachodniopomorskie, które bytuje na obszarze między Wałczem a Mirosławcem, liczące podobno około 200 osobników. Co jakiś czas w mediach pojawia się informacja o narodzinach młodego żubrzątka. Tak było na przykład kilka dni temu w Bieszczadach. Ponoć żubrza mama kilka dni przed porodem rozstaje się ze stadem i udaje się w ustronne miejsce. Do stada wraca dopiero po narodzinach potomka. Ale pojęcie stada jest w przypadku żubra chyba odrobinę odmienne od tego, jak je sobie wyobrażamy: krowy wraz z cielętami i 2–3-letnią „młodzieżą” tworzą tzw. grupy mieszane, do których okresowo dołączają dorosłe byki (zwykle żyjące w samotności albo w grupach… kawalerskich).

Żubry żyjące w Polsce stanowią obecnie największą populację tego ssaka na świecie. – Co czwarty żubr to Polak – śmieje się Grzegorz Czembor. I to jest bardzo radosna wiadomość. Przede wszystkim dlatego, że to w naszym kraju udało się najskuteczniej dokonać restytucji gatunku. A historia polskich żubrów, rozegrana pomiędzy Białowieżą a Śląskiem, kojarzy się po prostu… rodzinnie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ks. Adam Pawlaszczyk

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r. W latach 1998-2005 pracował w duszpasterstwie parafialnym, po czym podjął posługę w Sądzie Metropolitalnym w Katowicach. W latach 2012-2014 był kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Katowicach. Od 1 lutego 2014 r. pełnił funkcję oficjała Sądu Metropolitalnego. W 2010 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie i uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego. Współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice i Radiem eM.

Więcej artykułów ks. Adama Pawlaszczyka

Zobacz także