GN 43/2020 Archiwum

Czy ofiar śmiertelnych epidemii COVID-19 jest aż o 60 proc. więcej?

"Financial Times" porównał liczbę wszystkich zgonów z różnych przyczyn w marcu i kwietniu 2020 r. w 14 krajach ze średnią za ten sam okres w latach 2015-2019. Czego dowiadujemy się z tego porównania?

Analizie porównawczej poddano dane z 14 krajów z Europy Zachodniej. W przypadku każdego z nich porównano liczbę zgonów z różnych przyczyn w marcu i kwietniu 2020 r ze średnią liczby zgonów w tych miesiącach w ostatnim pięcioleciu (2014-2019). Wyniki są zdumiewające: tylko w Danii łączna liczba zgonów w tym roku nie była wyższa niż średnia dla analogicznego okresu. W pozostałych 13 państwach wzrosła znacząco. Jak bardzo? 

W tym roku w ciągu tych dwóch miesięcy zmarło o 122 tysiące więcej osób, niż średnio umierało w marcu i kwietniu w każdym z lat 2014-2019. Zgodnie z oficjalnymi statystykami, w tym okresie na analizowanym terenie z powodu zakażenia wirusem SARS-CoV-2 zmarło 77 tys. osób. Po odjęciu tej liczby mamy wciąż o 45 tys. zgonów więcej. Brytyjski dziennik zwraca uwagę, że nadmierna śmiertelność najgwałtowniej wzrosła w tych miejscach, które najmocniej zostały dotknięte epidemią. Czy to oznacza, że rzeczywista liczba osób zmarłych na COVID-19 jest o ponad połowę wyższa? Może, ale nie musi. Na pewno nie możemy stwierdzić w prosty sposób, że nadliczbowe zgony to nieujęte w statystykach osoby zmarłe z powodu koronawirusa SARS-CoV-2. Jednak już znacznie bliższa prawdy może być teza, że większość z nich to ofiary śmiertelne pandemii, choć niekoniecznie wszystkie zmarły na skutek zakażenia nowym koronawirusem. Dlaczego?

Oficjalne statystyki nie rejestrują wszystkich zmarłych chorujących na COVID-19, bo żadne z państw nie prowadzi powszechnego testowania. W związku z tym oraz z powodu tego, że objawy COVID-19 są często bardzo podobne do innych ostrych infekcji dróg oddechowych, niektóre osoby zakażone i przechodzące ciężko chorobę, umierają bez diagnozy potwierdzającej zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2. Jednak do pośrednich śmiertelnych ofiar epidemii możemy też zaliczyć osoby, które zmarły na inne schorzenia, ponieważ ze względu na przykład na przeładowanie szpitali lub ograniczony dostęp do opieki medycznej nie otrzymały koniecznej pomocy. Choć nie są to osoby zmarłe na COVID-19, to wiele z nich w czasie normalnego funkcjonowania systemu opieki medycznej otrzymałoby pomoc i przeżyło. W tym sensie można więc uznać je za pośrednie ofiary śmiertelne pandemii.

Gdzie śmiertelność w analizowanym okresie wzrosła najbardziej? We włoskim Bergamo (w porównaniu ze średnią historyczną o 464 proc.), w Nowym Jorku (o 200 proc.) i Madrycie (o 161 proc.). W regionie Lombardia wzrost wyniósł 155 proc., a liczbowo w porównaniu z danymi historycznymi aż o 13 tysięcy, z czego oficjalnych zgonów na COVID-19 odnotowano jedynie 4348.

Artykuł w FT znajdziesz TUTAJ.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama