Nowy numer 43/2020 Archiwum

Co Kościół związał…

…to może rozwiązać. A wtedy i w niebie to zrobią. Skąd ta pewność? Bo Jezus tak powiedział.

W jednej ze śląskich parafii trwała adoracja Najświętszego Sakramentu. Zgodnie z epidemicznymi przepisami w kościele było nie więcej niż pięć osób. Nagle do środka wszedł bojowo wyglądający mężczyzna. „Odmówiono mi dziś wejścia na Mszę” – powiedział z oburzeniem, po czym z podniesionym czołem i z gniewem w oczach zaczął śpiewać pieśń: „Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz, dotrzymać pragnę szczerze”. Chodziło mu chyba o końcówkę: „...żeś mi Kościoła otwarł drzwi”, bo bardzo mocno ten fragment zaakcentował. Zanim jednak do tego doszedł, po drodze musiał zaśpiewać „Kościoła słuchać w każdy czas”.

– To było bardzo wymowne i mocno kontrastowało z postawą tego pana – opowiadał jeden ze świadków tego zdarzenia.

Potężna władza

Dlaczego mamy „Kościoła słuchać w każdy czas”, więc także w czas pandemii? Czemu katolik powinien podporządkować się decyzjom uprawnionej władzy kościelnej? Na jakiej podstawie?

Podstawa jest bardzo mocna. „Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” – mówi Jezus (Mt 16,19). To są potężne pełnomocnictwa – dane Piotrowi i jego następcom, a więc papieżom. Ale nie tylko im, także apostołom i ich następcom – czyli biskupom. „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” – usłyszeli uczniowie (Mt 18,18). W podobny sposób Zbawiciel przekazał im władzę odpuszczania grzechów: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,23). Ale i na tym nie koniec. Jezus powiedział: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał” (Łk 10,16).

Jak to możliwe, że śmiertelnicy otrzymali taką władzę? „Po prostu Chrystus zaufał ludziom, których uczynił pasterzami swojej owczarni. Zaufał im – mimo że są grzesznikami, tak jak wszyscy – iż władzy odpuszczenia grzechów będą używali tylko w służbie ludzkiego zbawienia, że będą prawdziwie głosili Ewangelię i nie będą jej przykrawali do ludzkich oczekiwań i wyobrażeń, że dyscyplinę kościelną będą starali się budować na prawie Bożym i zasadzie miłości” – pisze o. Jacek Salij w książce „Szukającym drogi”.

Bardziej słuchać siebie?

Chodzi więc o miłość. Dziś nabiera to szczególnego znaczenia w sytuacji, gdy biskupi w jedności z papieżem podejmują decyzje tak niespodziewane, jak zaskakująca jest sytuacja, w jakiej wszyscy się znaleźliśmy. Stopniowe ograniczanie liczby uczestniczących w liturgii, aż do zarządzenia o odprawianiu Mszy bez wiernych, wywołało wśród wielu katolików nie tylko konsternację, ale także sprzeciw. Wybuchły też gorące spory o godność przyjmowania Komunii św. na rękę. Pomimo że sposób ten jest w Kościele dozwolony od dawna (w Polsce od 15 lat) i pomimo usilnych zaleceń większości biskupów, aby na czas pandemii w ten właśnie sposób przyjmować Ciało Pańskie, wielu było takich, którzy woleli w ogóle nie przystąpić do Komunii, niż ją „sprofanować”.

Pojawiły się wezwania do złamania przepisów w imię rzekomej woli Bożej. Wiele osób, powołując się na stwierdzenie św. Piotra, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29), postanowiło bardziej niż Boga słuchać własnych emocji i obaw.

Często zabrakło refleksji, że osobiste poglądy i intuicje, nawet wsparte nadprzyrodzonymi wizjami, nie dają żadnej gwarancji, że ich źródłem jest Bóg. A wizji takich pojawiło się mnóstwo. Szczególnie popularne stały się rzekome objawienia maryjne w Trevignano Romano, mające jakoby zapowiadać to, co się obecnie dzieje. Nie dość na tym – „Maryja” zaczęła na bieżąco korygować decyzje władz kościelnych. „Nie pozwalam, aby mój Syn Jezus był obrażany, (...) ci, którzy nie będą mieli okazji przyjąć Komunii do ust, niech przyniosą lnianą chusteczkę i tym samym przyniosą ją do ust bez dotykania jej rękami, zachowajcie chusteczkę ostrożnie i zawsze używajcie jej ponownie” – brzmiało jedno z niedawnych orędzi.

Już ta jedna wypowiedź wystarczyłaby, żeby uznać te objawienia za fałszywe. Ich skutkiem jest podstępne przemycenie komunikatu, że uprawnione władze Kościoła podejmują decyzje, których Bóg nie akceptuje – więc Matka Boska musi je korygować.

To niemożliwe. Maryja nigdy nie podważa prawomocnych decyzji Kościoła. Nie wprowadza zamętu. Sama jest wzorem posłuszeństwa. Tymczasem jedną z konsekwencji „pobożnych buntów” jest zasianie nieufności do Kościoła i przeniesienie zaufania na ludzi, którzy głoszą nauki niezgodne z jego nauczaniem. Innym skutkiem jest wprowadzenie wśród wierzących podziału na „prawowiernych”, zatroskanych nade wszystko o sterylną czystość kultu, i na „liberałów”, którzy nie podzielają przekonań tamtych.

To nie są dobre owoce. Zwrócił na to uwagę franciszkanin o. Wit Chlondowski w nagraniu analizującym orędzia z Trevignano Romano. Wskazał, że nie spełniają one trzech podstawowych kryteriów rozeznawania:

1. Czy dane objawienie pozostaje w zgodzie z Biblią i z dogmatami Kościoła?

2. Czy objawienie zostało poddane próbie czasu i rozeznania Kościoła?

3. Czy głoszący orędzia jest pokorny i posłuszny?

To jest szkodliwe

Na niebezpieczeństwa związane z „pseudoreligijnymi propozycjami”, dalekie od zgodności z nauczaniem Kościoła, zwróciła uwagę Komisja Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski. „W obliczu realnego niebezpieczeństwa płynącego z faktu pandemii rodzą się ze strony pseudoreligijnych interpretatorów szkodliwe postulaty. Niezgodne z biblijnym obrazem Boga jest ukazywanie Go jako niemiłosiernego sędziego, bezdusznego kontrolera ludzkich działań, mściwego tyrana lub przeciwnie – obojętnego władcy świata, zdystansowanego obserwatora ludzkiego teatru dziejów” – czytamy w dokumencie. Autorzy wskazują, że szkodliwe są: „powoływanie się na prywatne pseudoobjawienia i sny, nonszalancka, wyrwana z kontekstu egzegeza biblijna, ignorowanie, marginalizowanie lub nawet otwarte kwestionowanie współczesnego nauczania Kościoła”. Istotnie, w ostatnich latach pojawiły się środowiska lekceważące lub wprost odrzucające orzeczenia kościelne ostatniego półwiecza, a szczególnie uchwały Soboru Watykańskiego II. Zjawisko to najczęściej motywowane jest chęcią „powrotu do Tradycji”, choć w istocie podstawową zasadą Tradycji jest wierność urzędowi nauczycielskiemu Kościoła – a zatem w pierwszym rzędzie nauce soborów.

Pandemia ujawniła istotne braki w świadomości religijnej wielu katolików. Również na to zwraca uwagę nota KEP, krytykując „nierozróżnianie porządku natury i łaski, wymiaru duchowego i materialnego”, co prowadzi do lekceważenia zasad bezpieczeństwa podczas liturgii. „Niedopuszczalne jest magiczne traktowanie sakramentów i sakramentaliów, promowanie wizji Kościoła jako bezpiecznej arki, przeznaczonej wyłącznie dla świętych i sprawiedliwych. Pojawia się niekiedy ukryta pochwała indywidualizmu i egoizmu, wyrażająca się w poszukiwaniu ratunku wyłącznie dla siebie i swoich bliskich czy współwyznawców, którzy dzięki realizacji proponowanych akcji zostaną zachowani od nieszczęścia” – zauważają autorzy dokumentu.

To już nieaktualne

Częstym zjawiskiem jest także mylenie orzeczeń doktrynalnych Kościoła z decyzjami o charakterze dyscyplinarnym. „Kościół nie zdogmatyzował Komunii na rękę” – stwierdziła niedawno czytelniczka „Gościa”. I tego nie zrobi, bo takie rzeczy nie należą do doktryny, lecz do dyscypliny. Kościół nie może zmieniać przykazań Bożych, może natomiast – i robi to stosunkowo często – zmieniać przykazania kościelne. Dlatego nie ma sensu powoływanie się na uchwały dyscyplinarne z dawnych epok, ponieważ aktualnie one zwyczajnie nie obowiązują. Katolika obowiązują postanowienia Kościoła wydawane dziś, a nie w XIX wieku. Gdyby było inaczej, musielibyśmy w tej chwili na przykład, zamierzając przyjąć Komunię, nic nie jeść i nie pić od północy aż do Mszy, obojętnie o której godzinie by się ona odbywała. Taki bowiem ongiś obowiązywał post eucharystyczny. Podobnie z wieloma innymi rzeczami, które są już nieaktualne. Kościół związał na ziemi – jest związane w niebie. Rozwiązał na ziemi – jest rozwiązane w niebie.

Bóg zaufał Kościołowi, więc tym bardziej my powinniśmy. To zaufanie najmocniej wyraża się w posłuszeństwie. Na wzór Jezusa, który był posłuszny aż do śmierci. I to śmierci krzyżowej. Na końcu tej drogi jest zmartwychwstanie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także