Nowy numer 3/2021 Archiwum

To Jej dzieło

Gdy podszedłem do Jana Pawła II z pierwszym homagium, usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło. Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal. sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, 23.11.1978 r.

Jan Paweł II

Po jego śmierci obecny kardynał, a wówczas ksiądz prałat Konrad Krajewski wspominał: „Kiedy umarł Ojciec Święty, chodziłem po korytarzach watykańskich i płakałem. Chyba pierwszy raz w moim dorosłym życiu nie wstydziłem się łez. Były to łzy nad samym sobą: że nie jestem taki jak On, że nie jestem świętym kapłanem, że nie jestem całkowicie oddany Panu Bogu, że nie jestem po prostu »Totus Tuus«. „Cały Twój” – te słowa z „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grigniona de Montforta kojarzą się dzisiaj przede wszystkim z papieżem z Polski. „Totus Tuus ego sum et omnia mea Tua sunt”, czyli: jestem cały Twój i wszystko, co moje, do Ciebie należy. Te słowa z dzieła św. Ludwika stały się biskupim i papieskim zawołaniem Jana Pawła II. Po wyborze na Stolicę Piotrową kard. Karol Wojtyła zachował swój herb biskupi ze słowami „Totus Tuus”. W pierwszym orędziu radiowym i telewizyjnym urbi et orbi, wygłoszonym 17 października 1978 r. w kaplicy Sykstyńskiej na zakończenie konklawe, powiedział [zaraz na początku pontyfikatu]: „w tej ważnej i budzącej niepokój godzinie muszę z synowskim oddaniem zwrócić myśl do Maryi Dziewicy, która w tajemnicy Chrystusa zawsze żyje i działa jako Matka, i muszę powtórzyć te słowa: »Totus Tuus«, które przed dwudziestu laty, w dniu sakry biskupiej, wypisałem w sercu i moim godle”. Z kolei w trakcie drugiej pielgrzymki do Polski, już po zamachu na swoje życie, powie: „O Matko Jasnogórska, przybyłem tutaj, aby Ci jeszcze raz powiedzieć Totus Tuus: Jestem, o Matko, cały Twój i wszystko moje jest Twoim! Wszystko moje: a więc także – moja Ojczyzna, mój Naród”.•

Kardynał Stefan Wyszyński

„Cały Twój” oznacza radykalne oddanie się drugiej osobie. W pewnym sensie jest odebraniem sobie prawa do dcydowania o sobie. Tylko w tym kluczu można rozumieć sformułowanie „macierzyńska niewola miłości” używane przez kard. Wyszyńskiego. Modlitwy, w których człowiek całkowicie podporządkowuje się Bogu, oddając Mu się „w niewolę”, są powszechnie znane. Wielu pytało i pyta, po co Bogu wolność człowieka, skoro najpierw sam mu ją podarował. Odpowiedź na to pytanie znają zapewne jedynie ci, którym miłość do Boga i wypełnianie Jego woli kojarzą się z osiągnięciem pełni, zyskiem, korzyścią, a nie stratą. 3 maja 1966 roku przygotowywany przez lata, przemyślany i przemodlony przez Wyszyńskiego tekst „Aktu oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi” zabrzmiał dramatycznie. Nikt nie przypuszczał zapewne, że „czyń z nami, co chcesz” stanie się bramą do nowej rzeczywistości. Chwalebnej, chociaż bolesnej. „Oddani Tobie w niewolę pragniemy czynić w naszym życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym nie wolę własną, ale wolę Twoją i Twojego Syna, wolę, która jest samą miłością” – powie prymas. I doda: „Oddając się Tobie za Kościół, który jest żyjącym i obecnym w świecie współczesnym Chrystusem, wierzymy, że przez Twoje ręce oddajemy się w niewolę samemu Chrystusowi i Jego sprawie na ziemi. Ufamy, że tym aktem głębokiej wiary i ufności wyjednamy Kościołowi świętemu wolność, a Ojczyźnie naszej Twą macierzyńską opiekę na nowe wiary tysiąclecie, Panno chwalebna i błogosławiona. Przyjm naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama