Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Mertonom

Był poetą, a twardo stąpał po ziemi. Erudytą, który pisał, by nie ufać sobie. Uczył, jak osiągnąć pokój serca, choć notował: „Kolejne załamanie nerwowe. Normalna już dla mnie sprawa”. Uciekał w samotność pustelni, a jego korespondencję do 1800 osób zebrano w pięciu tomach.

Jego bestsellerowa autobiograficzna „Siedmiopiętrowa góra”, opisująca zaledwie dwie dekady barwnego życia, ma aż 480 stron. Jak streścić Thomasa Mertona na dwóch stronach? Opisać go przez paradoksy? „Sprzeczności w moim życiu są dowodem łaski miłosierdzia Boga wobec mnie” – notował.

Cechą metronomu, czyli taktomierza, jest precyzja, powtarzalność, dokładność i niezawodność w podawaniu tempa. Tych atrybutów nie znajdziemy w pismach najpopularniejszego trapisty XX wieku. Cechami „mertonomu” są nieprzewidywalność i całkowite zdanie się na zaskakujący plan Boga. „Nowy, spokojny rytm: on musi się stać solidną podstawą. Ja jej nie mam. Ja biegnę” – pisał.

Skoczyć?

Przez lata szukał tożsamości. Odnalazł ją za klauzurą. Urodził się w 1915 r. na południu Francji, tuż przy granicy z Hiszpanią. Jego ojciec (anglikanin) pochodził z Nowej Zelandii, matka (kwakierka) z Ameryki. Rodzicie wcześnie zmarli, a jedyny brat zginął jako lotnik w czasie II wojny. Poczucie osierocenia towarzyszyło Mertonowi przez lata.

Wysłano go do szkoły w Anglii. Wcześnie wpadł w wir akademickiego życia, czerpiąc z jego uroków garściami. Był bystry, dociekliwy, przenikliwy, nie zadowalał się łatwymi odpowiedziami. Jako dwudziestolatek ruszył za ocean. Na Uniwersytecie Columbia również bardziej interesowały go zajęcia pozalekcyjne niż ślęczenie nad podręcznikami. Szybko odkrył jałowość tego życia. Czuł, że stacza się po równi pochyłej. Poczucie wszechogarniającej pustki sprawiło, że rozważał nawet targnięcie się na życie. Patrzył na nie z wysokości siódmego piętra, a jego głowę rozsadzała pokusa: „Skoczyć?”.

„Świat należał do mnie. I cóż z tego?” – pisał. „Robiłem, co mi się tylko podobało, i zamiast być pełen szczęścia, czułem się przygnębiony. Miłość rozkoszy z samej swej natury jest skazana na porażkę i musi się skończyć na poczuciu zawodu”.

Gdy odkrył Ewangelię, rzucił dla niej wszystko. Ku zdumieniu znajomych w 1938 r. przyjął chrzest w kościele akademickim, a już rok później zaskoczeni kumple usłyszeli nad kuflem piwa: „Myślę, że powinienem pójść do klasztoru i zostać księdzem”. Kaprys? Fanaberia? Nic z tych rzeczy. Gdy po roku zaczytujący się w tekstach Jana od Krzyża Merton zapukał do furty klasztoru trapistów w Gethsemani w stanie Kentucky, przyjaciele nie mogli zrozumieć bezkompromisowej decyzji człowieka, który jeszcze niedawno znany był jako dusza towarzystwa.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także