Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nowych ludzi plemię

Pełne bólu, a zarazem nadziei słowa żołnierza-pisarza są aktualne także dziś.

Znajomy z internetu zachęcił mnie do przeczytania opowiadania Eugeniusza Małaczewskiego „Koń na wzgórzu”, którego w PRL-u nie można było publikować. Małaczewski (1897–1922), prozaik, poeta, żołnierz, był, obok Sienkiewicza i Reymonta, ulubionym pisarzem kard. Stefana Wyszyńskiego. W latach 1918–1919 walczył przeciwko bolszewikom w oddziałach murmańczyków w rejonie Archangielska. Potem przeszedł do Błękitnej Armii gen. Hallera. Odznaczony orderem Virtuti Militari. To właśnie z opowiadania „Koń na wzgórzu” pochodzi wyrażenie o plemieniu nowych ludzi, do którego Prymas Tysiąclecia często się odwoływał. Jak na przykład podczas kazania wygłoszonego do młodzieży akademickiej w Warszawie 22 marca 1972 r.: „Nieraz (…) widzę na Krakowskim Przedmieściu pijaną młodzież. Myślę sobie: i oni idą ku nowemu światu… Nowa Polska? Czy będzie z nich to nowych ludzi plemię, tak upragnione przez Eugeniusza Małaczewskiego w jego niezapomnianym nigdy przeze mnie »Koniu na wzgórzu«?”. A potem prymas dodał: „Macie ratować siebie i innych – dla Chrystusa i naszej ojczyzny! Gdy będziecie to czynić całą waszą młodzieńczą, gorliwą duszą, można będzie o was powiedzieć: »Idzie nowych ludzi plemię«”. Potem podobne słowa wielokrotnie kierował do młodzieży Jan Paweł II. Na Jasnej Górze albo na Westerplatte. Przeplata się w tym nawoływaniu Wyszyńskiego i Wojtyły, dwóch największych, obok marszałka Piłsudskiego, Polaków XX wieku, umiłowanie Chrystusa i Jego Kościoła oraz miłość do ojczyzny, Polski. W opowiadaniu „Koń na wzgórzu”, u początków odradzającej się po latach zniewolenia Polski, Małaczewski stwierdza, iż możemy rzec „zdziercom wszelkiego rodzaju”, „politykom, sztukującym zgniłe koncepcje”, „pisarzom, lejącym skwaśniałe wino sprzedajnych swych racji” itd., że „w Polsce powstaje plemię nowych ludzi, jakich jeszcze nie widziano”. Takie plemię wówczas rzeczywiście powstało. Należeli do niego tacy ludzie jak Witold Pilecki. Tyle że większość z nich została zamordowana przez niemieckich nazistów lub sowieckich komunistów i ich sługusów. Dziś mamy inne czasy. Ale pełne bólu, a zarazem nadziei słowa żołnierza-pisarza są aktualne także dziś. To słowa – można by powiedzieć – apokaliptyczne. Małaczewski doświadczył na sobie okrucieństwa „bestii”; pisał, że jest „worem cielesnym, pełnym miazgi zdruzgotanych kości”, a zarazem wierzył głęboko w oparte na Chrystusie odrodzenie Polski.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama