Nowy numer 08/2020 Archiwum

Chiński Wschód

Gwarantem względnego spokoju na Bliskim Wschodzie stają się w coraz większym stopniu Chiny. Władze w Pekinie i chińskie firmy zbyt wiele zainwestowały w tym newralgicznym regionie, by dopuścić do wybuchu większego konfliktu.

Krótko przed zabiciem irańskiego generała Sulejmaniego przez Amerykanów na wodach Zatoki Omańskiej trwały pierwsze wspólne ćwiczenia marynarki wojennej Iranu z okrętami Rosji i Chin. Ten pokaz siły i solidarności nie był bez znaczenia dla rozwoju wypadków. Zaskakująco szybkie „wygaśnięcie” wymiany ciosów między Iranem a USA (Teheran dokonał tylko symbolicznego nalotu na, opuszczone zresztą, bazy amerykańskie w Iraku) i wzajemne deklaracje, że na tym koniec, poza wieloma przyczynami mają również tę jedną i wcale nie drugorzędną: do otwartej wojny na Bliskim Wschodzie nie chcą dopuścić Chiny. Mają w tym swój dobrze skalkulowany gospodarczy i polityczny interes. I podczas gdy media silą się na kolejne analizy sytuacji na Bliskim Wschodzie, w których głównym rozgrywającym jest Waszyngton, od ponad dekady to Pekin systematycznie buduje swoją pozycję w regionie.

Jedwabna ropa

Dziś Chiny są największym partnerem handlowym i zewnętrznym inwestorem dla wielu krajów na Bliskim Wschodzie. Z jednej strony Pekin nie odważył się, jak dotąd, otwarcie podważyć amerykańskiej polityki bezpieczeństwa w tym regionie, ale przy rosnącej pozycji gospodarczej Chin na dłuższą metę jest to raczej nieuniknione. To może mieć trudne jeszcze do ogarnięcia konsekwencje w globalnej układance, które wprost przełożą się także na interesy gospodarcze i politykę państw europejskich, w tym Polski. Amerykanie z pewnością nie mogą patrzeć na to spokojnie, choćby ze względu na to, że taka zmiana układu sił oznacza zmianę mocarstwa nie tylko kontrolującego handel morski i transport ropy, ale także nadzorującego rozwój technologii nuklearnych i handel bronią.

Na chwilę obecną tym, co najmocniej wiąże Chiny z krajami Bliskiego Wschodu, są oczywiście surowce energetyczne. Powstały w 2013 roku projekt Belt and Road Initiative (BRI) sprawił, że już dwa lata później Chiny stały się największym światowym importerem ropy naftowej, a prawie połowa dostaw pochodziła właśnie z Bliskiego Wschodu. Profesor Jonathan Fulton, politolog ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w serii artykułów publikowanych również w mediach zachodnich wykazywał, że ta współpraca Chin z Bliskim Wschodem jest dobrze ugruntowana w oficjalnych dokumentach rządu w Pekinie. Są one oczywiście częścią szerszego projektu, jakim jest obliczona na lata budowa nowego Jedwabnego Szlaku. W dokumentach jest mowa o energii, infrastrukturze, handlu i inwestycjach na Bliskim Wschodzie… i ani słowa o polityce bezpieczeństwa. Oczywiście po to, by nie drażnić Amerykanów. Ale też ćwiczenia chińskich okrętów z irańską marynarką wojenną z pewnością nie są przypadkowe i bezinteresowne.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama