Nowy numer 03/2020 Archiwum

Waszyngton nie chce wojny

Nie będzie wojny USA z Iranem. Przyznał to niemal wprost Donald Trump.

Wahałem się długo, czy skomentować nocny atak sił irańskich na amerykańskie cele wojskowe w Iraku. Wiadomo, że w takich sytuacjach wyobraźnia i emocje są nie do opanowania i chłodna analiza nie ma siły przebicia. A przecież warto pamiętać, że – choć wszystko wyglądało rzeczywiście groźnie – o takich sprawach, jak wojna miedzy mocarstwami decyduje o wiele więcej czynników niż jednorazowe, nawet bardzo spektakularne, akcje.

Moje skromne przekonanie, że nie warto spieszyć się z ogłaszaniem wojny, potwierdził właśnie Donald Trump – w starannie przygotowanym wystąpieniu, transmitowanym przez amerykańskie stacje telewizyjne, dał do zrozumienia, że USA nie będą angażowały się w eskalację konfliktu. Owszem, padły „sakramentalne” zapewnienia, że Ameryka „jak długo będę rządził”, nie dopuści, by Iran wyprodukował broń jądrową. Ale o wiele ważniejsze są słowa, które padły po chwili – Donald Trump zapewniał, że Iran „może stać się wielkim krajem”; przypomniał, że niedawno „pod moim przywództwem” USA pokonały Państwo Islamskie, które było wrogiem również Iranu, „więc było to w naszym wspólnym interesie”. To wyraźne – i dość niebywałe w takiej atmosferze – puszczenie oka czy raczej sygnał, że Ameryka nie dąży do wojny z Iranem.

To tylko potwierdzenie, że USA rzeczywiście oddają Bliski Wschód walkowerem Rosji, Turcji i… Chinom. I to te ostatnie są tutaj – o czym wiedzą w Waszyngtonie, ale niekoniecznie w Warszawie – kluczowe dla zrozumienia całego procesu stopniowego wycofywania się Amerykanów. Chińczycy zainwestowali w ostatnich latach zbyt wiele na Bliskim Wschodzie, by pozwolić na popsucie tego przez Amerykanów. A z kolei Ameryka od dłuższego czasu przygotowuje się do silnej konfrontacji z Chinami, czego dowodem jest systematyczne wzmacnianie militarnej obecności USA w regionie Pacyfiku.

Oczywiście, ten mój „optymizm” ma dwie podstawowe wady: po pierwsze nie uwzględnia tego, o czym nie wiemy, a co jest elementem rozgrywek służb specjalnych wszystkich zaangażowanych krajów, a po drugie – nie uwzględnia tzw. nagłych wypadków i sprowokowania wojny przez tych, którym na niej mocno zależy. Na rozprawienie się z Iranem od dawna liczy zarówno Arabia Saudyjska, jak i Izrael. Każde z nich ma swoje powody – dla sunnickich Saudów to kwestia walki o rząd dusz w świecie islamu z szyickim reżimem ajatollahów, a dla Izraela to sprawa życia lub śmierci. Nie zapominajmy, że elitarny oddział, któremu przewodził zabity generał Sulejmani, nosił nazwę al-Kuds, co oznacza… Jerozolimę, którą Persowie, rękami palestyńskiego Hamasu czy libańskiego Hezbollahu, chcieliby odbić Żydom.

Wystąpienie Trumpa mimo wszystko trochę uspokoi nastroje. Pozostaje oczywiście pytanie, czy nie jest to gra na przygotowanie jakiegoś większego planu na zmianę władzy w Teheranie. Ale wydaje się, że przynajmniej na kilka najbliższych miesięcy groźba otwartej wojny USA z Iranem (bo przecież na cudzych poligonach, w Syrii, Jemenie czy Iraku, toczy się ona nieustannie) została oddalona.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • Kuba_M
    09.01.2020 14:46
    Mam wrażenie, że USA błędnie oceniły skutki zabicia Suleimaniego w czasie wizyty w Bagdadzie. Jeśli Iran grał na wyrzucenie wojsk USA z Iraku i skasowanie ich wpływów politycznych w tym kraju, to Amerykanie zrobili Iranowi wielki prezent zabijając ich generała. Bo było to iskrą, która pozwoliła przegłosować w Iraku uchwałę za zerwaniem współpracy militarnej z USA.

    Oczywiście Iran nie robi tego bezinteresownie, bo sam postępuje wg zasad imperialistycznych. W ślad za ustępującym USA to oni przejmą faktyczną kontrolę nad Irakiem (szyici to ok. 60-66% populacji, na wschodzie i południu Iraku to zdecydowana większość). To Iran zostanie faktycznym zarządcą Iraku, może poza częścią zachodnią (sunnici) i północną (kurdowie). Tak czy inaczej imperium perskie urośnie, nawet jeśli formalnie Irak będzie państwem niepodległym. To będzie taka Polska drugiej połowy XVIII w., gdzie prezydent Iranu będzie odgrywał rolę Katarzyny Wielkiej.

    Za tym wzrośnie w tym rejonie rola Chin, które bardzo sprytnie prowadzą swoją gospodarczą, ale i militarną ekspansję, grę na wykolegowanie USA z roli największego światowego imperium. To nie jest wesoły wniosek.

    PS. Cały obecny kryzys wynika chyba kolejny raz z kompletnie błędnych analiz wywiadu USA jak chodzi o Iran. Amerykanie zupełnie błędnie ocenili to, jakie będą skutki tej akcji. Tak samo zresztą w latach 70-tych koncertowo spartolili oni swoją pracę, przez co doszło do sukcesu islamskiej rewolucji i powstania irańskiej teokracji.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji