Nowy numer 42/2020 Archiwum

Żeby dziecko było dzieckiem

Na młodych artystów czyha wiele pokus. Dziecko bardzo łatwo może zachłysnąć się sławą, uwierzyć w swoją nadzwyczajność.

Cieszę się z sukcesu Viki Gabor. Kibicowałem jej podczas Eurowizji Junior i fakt, że po raz drugi z rzędu utalentowana, obdarzona mocnym głosem dziewczyna z Polski odniosła zwycięstwo, odbieram z dużą satysfakcją, a nawet dumą. Jednak patrząc na dzieciaki stojące w blasku reflektorów na wielkich scenach, zawsze odczuwam podobny niepokój: czy ten sukces ich nie zepsuje? Czy nie uwierzą zbyt mocno w swoje możliwości? Czy nie wsiąkną zbyt szybko w dorosły świat, pełen pokus, z którymi mogą nie dać sobie rady? Czy ktoś ich nie wykorzysta do swoich interesów, nie ukradnie im dzieciństwa? I jak można je przed tym uchronić?

Za dużo Ameryki

Tak, wiem, na Eurowizji Junior nie widać jeszcze tego zepsucia, które towarzyszy „dorosłej” wersji konkursu, gdzie wygrywają kobiety (?) z brodą albo mężczyźni przebrani za potwory. W Gliwicach otrzymaliśmy perfekcyjnie zorganizowany show i dużo dobrej zabawy. Było radośnie, kolorowo, a wokalnie często na bardzo wysokim poziomie. Choć i tu, podobnie jak w dorosłym konkursie, smutek budził fakt, że z tych występów niewiele można się było dowiedzieć o kulturze muzycznej poszczególnych krajów, bo większość uczestników śpiewała na amerykańską nutę. Dotyczy to zresztą, niestety, także piosenek Viki Gabor i zeszłorocznej zwyciężczyni Roksany Węgiel, wyprodukowanych w stylu kojarzącym się z twórczością takich wokalistek jak Rihanna czy Beyoncé. Utwór Viki został okraszony dodatkowo, nie wiedzieć czemu, wstawkami orientalnymi, ale pod względem brzmieniowym obie piosenki są zaskakująco podobne. Można nawet pomyśleć, że śpiewa je ta sama wokalistka.

To podobieństwo da się wytłumaczyć bardzo łatwo: za obydwoma utworami stoi ten sam duet producencki: Małgorzata Uścichowska, czyli piosenkarka ukrywająca się pod pseudonimem Lanberry, oraz Patryk Kumór – niegdyś półfinalista talent show „Must Be the Music”, a jeszcze wcześniej m.in. klawiszowiec blackmetalowego Darzamatu. W pracy nad eurowizyjnymi kawałkami ów tandem postawił na nowoczesne dyskotekowe bity i dość radykalną studyjną obróbkę wokalu. Popularna ostatnio maniera elektronicznego strojenia głosu wokalisty do granic możliwości przynosi może i perfekcyjny efekt, ale pozbawia też śpiew pewnych emocji, właściwych naturalnemu brzmieniu. Chwilami można odnieść wrażenie, że to maszyna śpiewa, a nie człowiek. Obróbka nie zatarła wprawdzie ciekawej, ciemnej barwy głosu obu dziewczyn, ale pozostała silna obawa, że głosy te łatwo mogą zamienić się w produkt.

Trucizna łatwego sukcesu

Inne obawy dotyczą scenicznego wizerunku młodych artystów, wykreowanego na potrzeby konkursu. Wprawdzie opinie o przemycanym tam celowo erotyzmie uważam za przesadzone, a już na pewno nie jest to trend dominujący, zgadzam się jednak, że dwunastolatka – nawet na scenie – nie powinna wyglądać jak osiemnastolatka. Dziecko powinno pozostać dzieckiem. W tym kontekście wzorem mogą być rodzime zespoły chrześcijańskie, takie jak Arka Noego czy Małe TGD. Gdy wychodzą na scenę, bije od nich dziecięca radość. Jest dużo koloru, ale jest też prostota i skromność. – Nie wolno oszukiwać dzieci, wkręcać ich – podkreśla Piotr Nazaruk, dyrygent chóru TGD i współtwórca Małego TGD. – Młody człowiek może łatwo łyknąć hasła dotyczące sławy. Dlatego naszym dzieciakom od początku mówiliśmy o celu, dla którego śpiewamy. O tym, że nie sława, nawet nie muzyka jest najważniejsza. Że chcemy się dzielić wiarą i dobrem, które jest w nas. One same też to potem powtarzały i próbowały nazwać: że jesteśmy tu dla innych, a nie dla samych siebie. I że – nawet jeśli ktoś z nas śpiewa solówkę – to kibicujemy sobie nawzajem.

Wyznaczenie tych priorytetów jest bardzo ważne, bo dziecko bardzo łatwo może zachłysnąć się sławą, uwierzyć w swoją nadzwyczajność – mówi. – Widziałem takie przypadki, pracując nawet nie tyle z dziećmi, ile z młodymi artystami – dodaje Piotr Nazaruk. – Ci, którym sukces przytrafił się bardzo szybko; którzy jakimś fuksem, trafem wskoczyli nagle na wyższą półkę – często nie potrafili tego potem udźwignąć. Zabrakło pokory. Nie musieli ćwiczyć codziennie godzinami w szkole muzycznej, więc nie wiedzieli, ile to kosztuje. Zbyt łatwy sukces to trucizna.

Małe istotki w show-biznesie

Pokusy, które czyhają na młodych artystów, widać jak na dłoni w życiorysach dawnych gwiazd Disneya. Większość z nich swoje kariery muzyczne zaczynała od występów w serialach. Demi Lovato dała się najpierw poznać jako uśmiechnięta dziewczyna o mocnym głosie. Po latach na jaw wyszły jej problemy z narkotykami, alkoholem, depresją, bulimią i samookaleczaniem. Britney Spears, która zaczynała jako gwiazda Klubu Myszki Miki, potem stała się prekursorką nurtu określanego mianem „teen pop” (nastoletni pop). Jako dwudziestoparolatka miała już poważne problemy z alkoholem i narkotykami. Trafiła przez nie do szpitala psychiatrycznego, a przez pewien czas była nawet ubezwłasnowolniona. Z depresją i atakami strachu zmagała się również Selena Gomez.

Oczywiście nie zawsze musi być aż tak drastycznie. Na młodych, niedoświadczonych muzyków czekają jednak także inne pułapki. Bywają oni narażeni na wiązanie się dziwnymi kontraktami, których po latach mogą żałować. Na fali chwilowej popularności nagrywają płyty, które okazują się obliczonymi na sprzedaż produktami. Albumy te więcej mówią o menedżerach, producentach i wytwórniach niż o samym artyście. Tak było chociażby w przypadku Alicji Janosz, laureatki pierwszego „Idola”, która debiutancki album wydała w wieku 17 lat, zaraz po programie. Ale musiała upłynąć prawie dekada, by wróciła z kolejną solową płytą, tym razem już jako świadoma artystka: – Wygrywając „Idola”, dostałam nagrodę w postaci kontraktu fonograficznego z dużym wydawcą. I w myśl tego kontraktu – albo w myśl tego, jak działa show-biznes z takimi małymi istotkami, niepełnoletnimi i nieświadomymi tego, co chcą robić – miałam mało do powiedzenia. Z drugiej strony sama nie wiedziałam, co chcę powiedzieć. Mając te doświadczenia, jakie mam teraz, i będąc osobą bardziej asertywną i zdecydowaną, nie zgodziłabym się na wiele rzeczy, na które wówczas się zgodziłam – opowiadała po latach portalowi Wiadomosci24.pl.

Rodzina daje oparcie

Zupełnie inną drogą poszła Klaudia Kulawik, finalistka programu „Mam talent!”, która jako mała dziewczynka zachwyciła w 2008 r. publiczność wykonaniem piosenki Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”. Medialny słuch zaginął o niej na długi czas, choć śpiewać przecież nie przestała. W międzyczasie ukończyła jednak szkołę muzyczną, obecnie studiuje w British and Irish Modern Music Institute w Londynie. Niedawno pochwaliła się światu nowymi piosenkami i okazuje się, że są fantastyczne! Wokalistka świetnie porusza się w jazzujących klimatach, współpracuje ze znakomitymi muzykami (m.in. pianistą Pawłem Tomaszewskim czy perkusistą Grzegorzem Kańtochem). A w dodatku sama pisze te naprawdę ambitne utwory. Okazuje się więc, że czasem warto poczekać z karierą.

Klaudia Kulawik podkreśla w wywiadach, że to, w jakim jest teraz miejscu, zawdzięcza przede wszystkim rodzicom. I być może właśnie to jest kluczowe, w momencie gdy ktoś tak wcześnie osiąga sukces: by miał wokół siebie najbliższe osoby, które dobrze nim pokierują. Wesprą rozwój talentu, ale też powiedzą „stop”, gdy dziecko idzie w niewłaściwym kierunku. – Scena nie może być dla dziecka całym światem – potwierdza Piotr Nazaruk. – Dlatego kiedy ma ono oparcie w relacji z Panem Bogiem i z rodzicami, łatwiej mu będzie odeprzeć pokusy, które niesie show-biznes.

Wiele wskazuje również na to, że takie oparcie ma zeszłoroczna laureatka Eurowizji Junior Roksana Węgiel. Młoda artystka odważnie przyznaje się do wiary, podkreślając, że nie jest to dla niej wyłącznie osobista sprawa, ale coś, czym chce się dzielić.

Kilkakrotnie mówiła też o swoich związkach z Jasną Górą, gdzie jeździła z rodziną na pielgrzymki. „Nasze życie się tam odmieniło. Bóg stał się nam bliższy” – powiedziała w jednym z wywiadów, co w świecie show-biznesu nie jest dziś wcale takim łatwym wyznaniem.

Na razie Roksana wydaje się szczerą, niezmanierowaną i mądrą nastolatką i oby tak pozostało. Podobnego oparcia życzę również Viki Gabor, bo – co tu dużo mówić – została rzucona na głęboką wodę. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama