Nowy numer 46/2019 Archiwum

Czytam, więc podróżuję

Nigdzie nie podróżuje się tak dobrze jak na kartach książek.

Ileż razy chowałem się pomiędzy karty książek, gdy wokół beznadzieja zaglądała w oczy. Gdzie podróżowałem? Do krain mi znanych. I do tych, o których tylko słyszałem i dopiero chciałem odwiedzić. Teraz mój horyzont urojonego wszechświata kolejny raz przesunął swoje granice, bowiem ukazał się „Słownik miejsc wyobrażonych”. Już sama jego lektura jest jak jedna wielka niekończąca się podróż.

Zaczęło się w roku 1977, gdy Gianni Guadalupi zaproponował Alberto Manguelowi stworzenie swoistego przewodnika turystycznego po literackich miejscach. Szybko okazało się, że o żadnym bedekerze mowy być nie może, i powstała książka, która nie może być ostatecznie zamknięta. Choć definicja „miejsca wyobrażonego”, jaką przyjęli autorzy, jest mocno dyskusyjna („żadnych niebios ani piekieł, adresów z przyszłości ani spoza kuli ziemskiej, żadnych replik rzeczywistości w rodzaju Wessexu czy Manawaki”), nie sposób nie dostrzec braku konsekwencji w tym podejściu. Czy to przeszkoda? Absolutnie nie, bowiem zawsze wygrywa literatura i jej przemożna władza nad czytelnikiem, która każe coś zapamiętać, utrwalić, spierać się.

Miejsc do utrwalenia jest całe mnóstwo. Niektórzy autorzy tworzyli wręcz całe światy, jak Śródziemie Tolkiena czy Ziemiomorze Ursuli K. Le Guin. Żeby pokazać siłę i rozmach słownika, muszę uchylić rąbka tajemnicy i wskazać, gdzie lubię się ukrywać pomiędzy stronicami książek. Tym miejscem jest wyspa, stały ląd pośród morza liter. Nie obawiam się jednak, aby stała się ona nagle zaludniona. Słownik wymienia bodaj 184 wyspy. Jest zatem Wyspa Skarbów, Wyspa Dnia Poprzedniego, Wyspa Kalibana, Wyspa Czaszki, Wyspa Robinsona… Zainteresowanych wyprawą po bezdrożach słowa zaprasza z kolei zespół polskich tłumaczy, który prowadzi czytelnika w miejsca nie zawsze znane. I tak na przykład dokonują spolszczenia Paradise Island na Paradyzję, a zamiast Pofalowanego Płaskowyżu mamy Fałdzistan. Bardzo podobają mi się nowe szlaki, które wyznaczają tłumacze.

Siłą rzeczy słownik nie może opisać wszystkich odległych miejsc literatury. Może to i lepiej? W końcu muszą pozostać jakieś lądy nieodkryte, do których prawo wstępu mają tylko mole książkowe.

Marcin Cielecki

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama