Nowy numer 3/2021 Archiwum

W dniu, kiedy zabito księdza

Dzisiaj mija 35. rocznica zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki. Ale jakoś cicho o niej w większości mediów. Jakby ta śmierć się nie zdarzyła i nie zmieniła naszej historii.

Bo męczeństwo zawsze zmienia świat, nawet jeśli on sam nie myśli o zmianie, ani nie chce jej się poddać. Gest ostateczny - oddanie życia - nie pozostaje obojętny dla tych, którzy pozostają. Kiedy stałam na tamie we Włocławku i widziałam tę przestrzeń powietrza i wody, przez którą musiało lecieć jego umęczone ciało w worku, poczułam ogrom bestialstwa minionego ustroju i siłę tego szczupłego mężczyzny w sutannie. Zrzucono go jakby ze skały, bezwładną kukłę z zawiązanymi rękami, zasłoniętymi oczyma, ale z jednym jasnym widokiem w duszy - że nie może się poddać, zaprzeczyć temu, czym się żyło.
Ksiądz Jerzy na co dzień zło dobrem zwyciężał, bezgranicznie, bez limitów wybaczając tym, którzy wrzucali mu przez okno kamienie, zastraszali go, aż w końcu - zabili. To niewygodne, wręcz nieludzkie postępowanie, ale chciałoby się powiedzieć… boskie. Mimo że ostrzegano go, żeby się ukrył, uciekł, zdecydowanie został ze swoimi parafianami. Z rzeszą wierzących, ale i niewierzących w Boga, wolnomyślicieli, artystów, niepokornych intelektualistów i robotników. Łączyło ich to, że próbowali nie lękać się mówienia, co jest Prawdą. I starali się nią żyć, jak On.
Dziś, kiedy każdego dnia omal się nie zabijamy, szukając zamiennych prawd i wartości, skaczemy sobie do gardeł na portalach społecznościowych i realnie, tamta postawa Księdza jest z innego świata. Może dlatego nie chce się przypominać, jak zabito księdza, który w swoich kazaniach podczas Mszy za Ojczyznę mówił, że mamy „wyrażać miłość i szacunek, podczas gdy inni sieją nienawiść. Modlić się, gdy inni przeklinają. Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić (…)” . Tak naprawdę nadal wszyscy tego pragniemy, ale nie umiemy się do tego przyznać, wybierając wojnę na słowa, dopóki nie ma jej, Bogu dzięki, realnie. Gdyby wybuchła, w jednej chwili stracilibyśmy usta, niezbędne, żeby się kłócić.
Dzisiaj trzeba klęknąć nie tylko przy tamie we Włocławku i grobie Księdza Jerzego na warszawskim Żoliborzu, ale przy każdej myśli o tym kapłanie biało- czerwonym jak nasza flaga - w połowie z czystości, w połowie z krwi.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także