Nowy numer 46/2019 Archiwum

Z uśmiechem na „wysokiej twarzy”

– W niebie też się przecież muszą pośmiać – pocieszamy się po śmierci Jana Kobuszewskiego. Został nam jego uśmiech, rzecz bardzo poważna, bo rozbrajał nim smutki świata.

Bardzo lubię komedię, przecież jest częścią dramatu – powiedział mi. W dramacie, jakim była jego choroba, potrafił się uśmiechać, dodając otuchy innym. Spotkałam się z nim w garderobie Teatru Kwadrat, w którym w 1976 r. „Dudek” Dziewoński zaproponował mu angaż i gdzie pracował prawie do osiemdziesiątki. Kiedy zapytałam go o teatralne przyzwyczajenia, odpowiedział: – Zawsze siedziałem sobie w rogu, przy oknie. Wysoki, mierzący 186 cm, zajął właśnie to skromne miejsce. – Nie lubię zmieniać teatrów, garderoby, nie zmieniam też przyjaciół.

Czy dziś ktoś z kolegów aktorów ośmieli się zająć to jego miejsce, prowokujące do refleksji i dystansu? Tak jak przyjaźniom, był wierny żonie, aktorce Hannie Zembrzuskiej-Kobuszewskiej. No i Panu Bogu, choć z przerwami, bo dopiero kiedy szedł na operację raka jelita grubego, zdecydował się na spowiedź po 27 latach. Trwała dwie godziny i odmieniła jego życie. Choć, jak zaznaczał, cały czas był wierzący, ale zachłysnął się tą durną, idiotyczną młodością. Od tej pory zaczął się modlić gorliwiej niż przedtem: – Ponieważ człowiek jest egoistą, stara się podlizać Bogu, żeby był dla niego łaskawszy. Ale to podlizywanie również należy do naszych obowiązków. Teraz, na starość, robię to bardzo regularnie.

Potrafił, jak niewiele gwiazd, bo celebrytą nie był, przyznać: – W najtrudniejszych dla mnie chwilach pomagała mi wiara w Chrystusa, który był człowiekiem, i wiara w Matkę Najświętszą, która też była człowiekiem. Ułożył sobie modlitwę, którą lubił odmawiać: „Jezu Chryste, Boże Żywy, Baranku bardzo cierpliwy, w ręce święte, w ręce Twoje oddaję Ci wszystko moje”.

Oranie jęzorem

„Wysoki na twarzy i pociągłego wzrostu” – opisywał Kobuszewskiego Aleksander Zel- werowicz. Agnieszka Osiecka nazywała go chodzącym „znakiem zapytania” i przyrównywała do Chaplina. Piotr Fronczewski powiedział, że gdyby jego przyjaciel pracował w Ameryce, byłby aktorem o zasięgu światowym i pewnie kupiłby sobie jacht albo wyspę. Wybierając Polskę, choć na ­tournée do Stanów nieraz wyjeżdżał, stał się posiadaczem rządu dusz, kochających go za mądre role kabaretowe, teatralne i filmowe. Dziś już nie ma artystów z taką twarzą – niby smutną, odzwierciedlającą absurd i tragizm istnienia, ale potrafiącą pokazać, że można to wszystko obśmiać, wykpić, a nawet powalczyć z tym swoją własną miną. Majster w kabarecie „Dudek”, Pan Janek w Kabarecie Olgi Lipińskiej, Jacek Maria Poszepszyński, w nadawanym w radiu słuchowisku „Rodzina Poszepszyńskich” i w dziesiątkach innych ról w Teatrze Kwadrat udowadniał, że bycie komikiem to szalenie poważna sprawa. Bo teatr komiczny ma pomóc widzom w lepszym życiu. – Komedia to bardzo trudny gatunek. Szanuję sztuki niosące ze sobą jakieś przesłanie – powiedział mi. – Kultura to uprawa. Aktor też pracuje na roli, tyle że orze nie pługiem, ale jęzorem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

Dziennikarka działu „Kultura”.

W „Gościu Niedzielnym” od 1988 r. Reportażystka, poetka, krytyk literacki. Należy do: Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego oraz do Międzynarodowej Wspólnoty Ekumenicznej (IEF). Za cykl reportaży o tematyce społecznej otrzymała tytuł „Przyjaciel Ubogich Dzieci Miasta Katowice”, przyznany przez katowicki Dom Aniołów Stróżów. Za cykl reportaży o Polakach żyjących na Wschodzie w 2005 r. uhonorowana została nagrodą Polskie Pióro, przyznawaną przez Pomoc Polakom na Wschodzie. W 2005 r. otrzymała Nagrodę Kultury Miasta Czeladź (miasta rodzinnego). W 2009 r. – II nagrodę w konkursie Silesia Press za reportaż o pracowniku sonderkomando w Oświęcimiu. Była stypendystką wiedeńskiej fundacji „Janineum” (2002) i Fundacji Jana Pawła II w Rzymie (2003). Jest autorką kilkunastu książek poetyckich oraz dwóch zbiorów reportaży: „Mało obstawiony Święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle” i „Zapisz jako…”,  osobistego wspomnienia o Czesławie Miłoszu „Mój Poeta”, a także biografii Wojciecha Kilara „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” i wywiadu rzeki z Krzysztofem i Elżbietą Zanussi „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Jej utwory zostały przetłumaczone na języki: rosyjski, litewski, białoruski, ukraiński, włoski, węgierski, francuski, niemiecki, angielski, arabski. Jej obszar specjalizacji to reportaże, obszerne wywiady z ludźmi kultury i sztuki (m.in. Josifem Brodskim, Czesławem Miłoszem, Wojciechem Kilarem, Adamem Zagajewskim, Ewą Lipską, Agnieszką Holland).

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji