Gość Sandomierski 38/2019 Archiwum

Żołnierz, poeta, męczennik

John Bradburne, opiekun trędowatych, został z zimną krwią zamordowany 40 lat temu. Teraz rozpocznie się jego proces beatyfikacyjny.

Bradburne zawsze był człowiekiem religijnym. Ojciec John Dove, który poznał go w 1942 roku, nie ma wątpliwości, że chociaż był niezwykle odważny, to nie zasmakował w żołnierskim rzemiośle. Cały czas szukał Boga, myśląc o życiu zakonnym, co ostatecznie w 1947 roku doprowadziło go do konwersji na katolicyzm.

Decyzja ta wyzwoliła w Johnie niesamowitą wprost twórczą wenę poetycką. Nie bez słuszności uważany jest dzisiaj za jednego z najbardziej płodnych angielskich poetów. Pisał wiersze na każdym skrawku papieru, który znajdował. Teksty te odnajdujemy w listach do matki i przyjaciół. Korespondencję często rozpoczynał prozą, która nagle przeradzała się w poezję. Poezja Bradburne’a pełna jest kalamburów i gier słownych, a głęboka duchowość miesza się z obserwacją codzienności.

Profesor David Crystal, pierwszy wydawca poezji Bradburne’a, zauważył, że jego wiersze dotykają właściwie jednego tylko tematu: prawdziwej natury Boga objawionego w Jezusie narodzonym z Maryi. Z tego tematu wywodzą się wszystkie pozostałe wątki, czyli boski plan historii ludzkiej, zbawienia, miłości i misji. Bradburne stara się zbliżyć do poznania Boga poprzez postać Maryi. Widzi siebie poprzez relację z Matką Chrystusa. To od niej pochodzą wszystkie jego poetyckie wizje i obrazy.

Męczennik

Bradburne wielokrotnie próbował zostać zakonnikiem. Najpierw w zakonie kartuzów, później trapistów w Jerozolimie, a następnie u benedyktynów w Anglii. Nigdzie jednak na zagrzał miejsca na długo. Powierzył swoje życie Bogu i w końcu rozpoczął życie „bożego wagabundy”. Przez jakiś czas był zakrystianem we Włoszech, dozorcą w domu kardynała, a nawet ulicznym śpiewakiem w Londynie. Ostatecznie wstąpił do III Zakonu św. Franciszka, wybierając życie na wzór Biedaczyny z Asyżu. Tu skrystalizowało się jego powołanie. 6 lat później w liście do swojego długoletniego przyjaciela o. Johna Dove’a, misjonarza w Zimbabwe (ówczesnej Rodezji), napisał, że chciałby znaleźć swoją „jaskinię”, w której mógłby zamieszkać i się modlić. Ojciec Dove zaprosił go do siebie, by John realizował swoje powołanie w charakterze świeckiego misjonarza. Afryka była ostatnim etapem jego duchowej i życiowej podróży. Tam wreszcie odnalazł swój dom. Został opiekunem kolonii trędowatych w Mutemwa.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL