Nowy numer 42/2019 Archiwum

Wyjątkowe pokolenie

O wartościach, jakimi kierowali się uczestnicy sierpniowego zrywu, mówi dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski.

Bogumił Łoziński: Mija 75 lat od wybuchu powstania warszawskiego, a pamięć o tym wydarzeniu nie tylko jest żywa, ale wręcz rośnie. Skąd bierze się ten fenomen?

Jan Ołdakowski: To było ostatnie polskie powstanie. Poruszające jest piękno ludzi, którzy wzięli w nim udział. Na materiałach archiwalnych – w kronikach, na fotografiach widać, że od powstańców bije wewnętrzne światło – są rozświetleni poczuciem, że nareszcie żyją w wolnej Polsce, którą codziennie wywalczają. Równie poruszającą kwestią, choć z innej strony, jest realizacja przez Niemców zbrodniczego rozkazu Hitlera dotyczącego całkowitego zniszczenia Warszawy. Nie możemy też zapominać o tym, że wielu powstańców walczących o wolną stolicę zginęło. Ogrom strat nikogo nie pozostawia obojętnym. Kiedy w muzeum spotykaliśmy się z powstańcami i pytaliśmy, co dla nich było wówczas najważniejsze, odpowiadali, że chcieli razem zmieniać świat. Jest w tym poczucie wspólnoty i jednocześnie potrzeba odrzucenia zła. Dziś młodzi ludzie bardzo dobrze rozumieją powstańców warszawskich, deklarują, że mają podobne marzenia. Mimo zatomizowanego społeczeństwa i zanurzenia w internecie chcą wspólnie z rówieśnikami zrobić coś wyjątkowego, coś dobrego.

O jaki świat walczyli powstańcy?

Nad drzwiami Muzeum Powstania Warszawskiego widnieje motto: „Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać”. To cytat Jana Stanisława Jankowskiego „Sobola”, delegata rządu na kraj, który brał udział w walkach i w ten sposób tłumaczył ich sens. Nie wszyscy mają świadomość, że w momencie wybuchu powstania Delegatura Rządu na Kraj, czyli niejako konspiracyjna Rada Ministrów, w dwóch dziennikach ustaw przedstawiła koncepcję państwa, które trwało przez dwa miesiące powstania. To była zupełnie inna Polska niż za przedwojennej sanacji. Bardzo mocno podkreślano w niej konieczność demokracji we wszystkich obszarach. Była to reakcja na nadużywanie władzy w czasach sanacji. Koncepcja ta uwzględniała też kwestie socjalne, na przykład zawierała propozycję reformy rolnej, ale nie było w niej nic z komunizmu. To był model państwa solidarnego, w którym w każdej fabryce działa rada pracownicza odgrywająca istotną rolę. Z tych publikacji wyłaniała się Polska, w której obywatele są współodpowiedzialni za państwo, a władza nie jest w rękach elit. To była zupełnie inna wizja niż przedwojenna czy obecna III Rzeczpospolita.

Szeregowi powstańcy nie znali raczej tej koncepcji. Walczyli o najważniejsze dla nich wartości. Jakie one były?

Wartości, na których opierała się wizja tego państwa, były niejako wszyte w powstanie. Uczestnicy wydarzeń z sierpnia i września 1944 roku odwoływali się do nich i kierowali się nimi. Na pana pytanie najlepszą odpowiedź dał mi kiedyś powstaniec, który 75 lat temu, kilka dni przed rozpoczęciem walk, przeszedł drogę z Białegostoku do Warszawy, aby załatwić tu jakieś swoje sprawy. Pozostał w stolicy i przyłączył się do powstania. Spytałem go, czym ono było dla niego. Odpowiedział, że okupacja to okres, podczas którego nie czuł się człowiekiem. Przepisy Generalnego Gubernatorstwa definiowały go jako nie-człowieka. Kiedy szedł po mieście, poruszał się bardzo czujnie, bo gdy tylko zobaczył umundurowanego Niemca na chodniku, musiał zdjąć czapkę, zejść na bok i stanąć w miejscu, gdzie chodziły i brudziły zwierzęta. Rasistowski projekt III Rzeszy odmawiał mu prawa do bycia człowiekiem. Powstanie warszawskie sprawiło, że ten mężczyzna był u siebie, szedł chodnikiem i czuł się obywatelem. Powstańcy w różny sposób definiują tę wartość, ale wszystko sprowadza się do tego samego – oni poczuli się obywatelami walczącego państwa, poczuli się wolnymi ludźmi. Opowiadają, że byli w stanie euforii, odczuwali ogromną radość z biało-czerwonych flag na ulicach, z tego, że są u siebie i nikt ich już nie traktuje jak podludzi.

Mamy już wolność. Dlaczego więc dla współczesnych młodych postawa powstańców jest tak ważna?

Oczywiście wolność jest istotna, ale są też inne wartości, które reprezentowali powstańcy i które do dziś są aktualne. Powstańcy to pokolenie wyjątkowe, być może jedno z najwybitniejszych w historii Polski. W krótkim momencie wolności pomiędzy wojnami światowymi rodzili się, szli do szkół, byli przygotowywani przez rodzinę, Kościół, organizacje społeczne, różne instytucje do bycia aktywnymi obywatelami. Mieli stać się elitą Polski, która potem narodziła się w powstaniu warszawskim. Problem polega na tym, że ta Polska przegrała – ów projekt państwowy upadł z powodu komunizmu. Wspomniane wezwanie do aktywności jest jednak znakiem szczególnym tego pokolenia.

Muzeum Powstania Warszawskiego co roku przyznaje Nagrodę im. Jana Rodowicza „Anody” w trzech kategoriach: wyjątkowy czyn, wyróżniająca się akcja lub inicjatywa społeczna zakończona sukcesem i całokształt dokonań oraz godna naśladowania postawa życiowa. Wyróżnienie to jest wynikiem wieloletnich rozmów z powstańcami o tym, co było dla nich ważne. Zawsze jako najwybitniejszego przedstawiciela swojego pokolenia wskazywali człowieka, który zginął prawie cztery lata po zakończeniu wojny, podczas śledztwa w siedzibie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Analizując postać Jana Rodowicza „Anody”, bo o nim mowa, zauważyliśmy, że był to człowiek instytucja. W bardzo trudnej powojennej rzeczywistości, w której powstańcy byli podejrzanymi, a nie bohaterami, starał się tych młodych ludzi wyciągać z domu, nie chciał, żeby ogarniała ich rozpacz. Miał potrzebę łączenia ludzi wokół jakichś spraw. Zachęcał do zdawania matury i egzaminów na wyższe uczelnie. Chciał, by prowadzili życie studenckie, pisali wspomnienia. Sam rozpoczął studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, a następnie przeniósł się na Wydział Architektury. Był wszechstronnie utalentowany – szkicował, pisał wiersze. Po powstaniu prowadził akcje przeciwko rządowi komunistycznemu, a po ujawnieniu się sporządzał przy pomocy kolegów z batalionu „Zośka” ewidencję poległych i zaginionych żołnierzy tej jednostki. Przeprowadzał ekshumacje, organizował pogrzeby poległych towarzyszy broni, tworzył kwatery powstańcze. Był inicjatorem utworzenia Archiwum Batalionu „Zośka”. Gdy zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, jego ciało zostało w tajemnicy przewiezione do zakładu pogrzebowego, a następnie anonimowo pochowane. Miejsce pogrzebania zwłok wskazał bliskim grabarz. Ujawnił to, bo znał „Anodę”, który – jak wspomniałem – nadzorował ekshumacje swoich kolegów z powstania. Ten młody człowiek, schorowany, nie w pełni sprawny po ranach, jakie odniósł w powstaniu, był w stanie przekuć swój patriotyzm w codzienne zaangażowanie na rzecz innych. W testamencie powstańców najważniejsze jest właśnie współodczuwanie z innymi oraz przyjaźń i aktywność.

Współcześni młodzi Polacy starają się naśladować taką postawę?

Bycie bohaterem w czasach pokoju jest przyjemne, bo w większości sytuacji, nie narażając własnego życia, można być kimś wyjątkowym. Naśladowanie powstańców jest w sumie bardzo proste – wystarczy być odważnym, heroicznym, rzetelnym, przyjacielskim, tolerancyjnym, pomagać słabszym i potrzebującym. Mówimy o cechach, którymi wykazywali się powstańcy nie tylko podczas wojny, ale też po niej, jak Jan Rodowicz „Anoda”. Żołnierzami stali się z wyroku historii, niejako z przypadku, nie można ograniczać tego wyłącznie do powstania. W każdych czasach byli wyjątkowi i dzięki temu młodzi mogą ich naśladować. Na stronie internetowej naszego muzeum, a także na naszych profilach w mediach społecznościowych, można znaleźć film, w którym powstańcy opisują, co jest dla nich ważne. Opowiadają o potrzebie mówienia prawdy, o byciu patriotą, a więc o podstawowych wartościach, które są związane z zaangażowaniem w sferę publiczną, ze współodczuwaniem z innymi. Gdyby dzisiaj powstaniec zobaczył, że ktoś bije słabszego, na pewno stanąłby w obronie ofiary. Gdyby przenieść w czasie Jana Rodowicza „Anodę”, na pewno byłby dziś kimś wyjątkowym, zapewne nie siedziałby w mediach społecznościowych, lecz coś organizował. Pokolenie powstańców gorączkowo angażowało się w różne sprawy, zresztą oni nadal to robią, nie tylko poprzez prowadzenie wykładów o historii, ale także angażując się w życie lokalnych społeczności czy walcząc o wygląd swojego otoczenia, o jakość edukacji. Ich kalendarze są zapełnione. Zdarza się, że gdy próbuję się z nimi umówić, odpowiadają mi, że pierwszy wolny termin mają za trzy tygodnie. Ludzie, którzy mają ponad 95 lat, są tak aktywni. Oni nas zawstydzają i uczą codziennego zaangażowania. Nie tracą ani chwili, cały czas coś robią, mają cel i go realizują. To dziś pociąga młodych ludzi. Taka postawa jest dla nich wzorem do naśladowania.

Obchody rocznic to jednak warstwa symboliczna – oddanie hołdu powstaniu. Raczej nie przekłada się to na życie społeczne, gdzie u ludzi trudno dostrzec cechy reprezentujące powstańców. Życie polityczne jest wręcz ich zaprzeczeniem.

Powstańcy są źli na polityków za konflikt, który podzielił Polaków. Oni pamiętają, że byli gotowi przelać krew za wolną Polskę. Wiedzieli, że za namalowanie znaku Polski Walczącej na murze mogli trafić na Pawiak i stracić życie. Powstańcy naprawdę wiedzą, jak dużo kosztuje wolność i Polska. Dlatego na przykład są bardzo krytyczni, gdy politycy w zwykłych sprawach uderzają w wysokie tony, używają hiperboli, porównań kompletnie nieadekwatnych do sytuacji.

Nie jest jednak tak, że wszystko idzie w złą stronę. Postawa powstańców częściowo przekłada się na nasze życie społeczne. Jest bardzo dużo młodych ludzi, którzy z wielkim zaangażowaniem naśladują powstańców, walczą ze straszliwą entropią świata. Co roku organizujemy nabór na wolontariuszy i jest tak dużo chętnych, że nie wszystkich jesteśmy w stanie przyjąć. Wybieramy więc według kolejności zgłoszeń 400 osób. W tym roku na czterodniowy zlot harcerski, który będzie zarazem służbą – współorganizowaniem obchodów rocznicy powstania, ale też edukacją poprzez harcerskie gry, zabawę – przybędzie 1400 harcerzy. Przyjeżdżają tutaj złożyć hołd powstańcom, porozmawiać z nimi. Analizując zgłoszenia do Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”, zauważamy, że jest wiele lokalnych społeczności, w których działają ludzie zaangażowani, społecznicy. Wystarczy przywołać tegorocznych laureatów. Na przykład lekarza, który zrezygnował z kariery w Warszawie i założył domowe hospicjum opiekujące się chorymi terminalnie w ich domach – zespół nadzorowany przez doktora Pawła Grabowskiego jeździ po Podlasiu po miejscach, gdzie nie docierają nawet sklepy na kółkach, a stacjonarne już dawno zostały zamknięte, bo są tam tylko starsi ludzie. Doktor Grabowski uczy te osoby, jak mają sobie radzić z chorobami. Spotyka się też ze studentami i zaraża przyszłych lekarzy misją niesienia pomocy nieuleczalnie chorym mieszkającym na ubogich terenach wiejskich. Gdy się rozejrzymy, zauważymy, że jest bardzo dużo ludzi wcielających w życie wartości powstańców, robiących coś istotnego dla innych, otoczenia. Po prostu są dobrzy i tym się dzielą.

Krytycznie mówi Pan o zachowaniach polskich polityków. Czy mógłby Pan wskazać takiego, który stara się realizować testament powstańców?

Jedyny, którego wskażę z imienia i nazwiska, to Lech Kaczyński. Nie tylko dlatego, że podjął decyzję o budowie Muzeum Powstania Warszawskiego. On rozumiał, że oprócz takiej placówki ważne są też obchody kolejnych rocznic powstania, czyli ściągnięcie ludzi, stworzenie wspólnoty. Otwarcie muzeum zmieniło stosunek do powstania, podobnie jak to, że w 2004 roku zorganizowaliśmy uroczystości rocznicowe, za które odpowiedzialni poczuli się również zwykli obywatele, nie tylko urzędnicy czy politycy. Warszawiacy przyszli ze swoimi dziećmi, babciami, dziadkami i wzięli udział w cudownej, świeckiej celebracji patriotycznej rocznicy. Pierwszy raz pojawiły się na ulicach biało-czerwone flagi, co dziś, po 15 latach od tamtych uroczystości, jest normalną sprawą. Piętnaście lat temu publiczne użycie flagi narodowej było zarezerwowane tylko dla wydarzeń o charakterze religijnym lub sportowym. Nie sądzono wtedy, że wspólnotę można budować, bazując na innych elementach tożsamości narodowej. Lech Kaczyński to zmienił. Przeszłość uczynił częścią życia społeczności lokalnej i pokazał, że możemy z niej czerpać inspirację, że jesteśmy dumnymi i mądrymi obywatelami, którzy swoim przodkom, zaangażowanym w walkę o wolność, są coś winni. Dzięki temu, w jaki sposób celebrujemy przeszłość oraz budujemy teraźniejszość, spłacamy ten dług. Nie czcimy klęski, lecz zwycięstwo ludzi wyjątkowych. •

Jan Ołdakowski

jest menedżerem kultury i muzealnikiem. Przez dwie kadencje był posłem. Ukończył studia na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ma 47 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL