Nowy numer 47/2019 Archiwum

Chwila dla demokracji

Ostatni raz na praskich błoniach taki tłum zjawił się 30 lat temu, gdy protestowano przeciwko władzy komunistów. Czy Czechów czekają polityczne zmiany?

Wiec nie był zwołany przez żadną z partii politycznych, ale inicjatywę „Milion chwilek dla demokracji” założoną przez studentów i utrzymującą się z drobnych wpłat. Na jej apel na błonia (Letná) przyszedł ogromny tłum z flagami narodowymi oraz transparentami, na których nazwisko premiera powtarzało się w różnych konfiguracjach, ale zawsze w jednym kontekście – musi odejść. Znana czeska dziennikarka i tłumaczka, w przeszłości dysydentka i więzień polityczny, Petruška Šustrová w rozmowie z GN podkreśla, że wiec na Letnej zgromadził nie tylko, jak to lekceważąco ocenił prezydent Zeman, „praską kawiarnię”, ale przedstawicieli wielu środowisk i regionów. – Ludzie mieli ze sobą transparenty z nazwami miejscowości, z których pochodzą, i można się było zorientować, że przybyli z wielu regionów Czech i Moraw. Jak sądzę, przeważały środowiska inteligenckie, widać było wielu młodych ludzi – mówi Šustrová. Otwarte jednak pozostaje pytanie, czy takie demonstracje będą mieć polityczne konsekwencje. Organizatorzy podkreślali, że ich działania nie są próbą zakwestionowania rezultatów ostatnich wyborów parlamentarnych, ale chęcią wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego. Wiec, a raczej trwający blisko trzy godziny piknik, przerywany muzyką i występami znanych artystów, nie odbywał się według scenariusza politycznego. Co istotne, praktycznie nie dopuszczono do głosu czynnych polityków – posłów czy senatorów opozycji. A może nie brali oni w tym wydarzeniu udziału… Organizatorzy akcji najwyraźniej uznali, że kryzys jest tak wielki, iż tradycyjna polityka nic tutaj nie wskóra i trzeba się odwołać do obywatelskiej aktywności.

Skąd się wziął Babiš?

Rządzący od dwóch lat Republiką Czeską premier Andrej Babiš, lider lewicowo-populistycznego ruchu ANO, jest słowackim biznesmenem, który pierwszych pieniędzy dorobił się w schyłkowym okresie lat 80. XX wieku, działając w handlu zagranicznym. Jak twierdzi słowacki IPN, współpracował wtedy z komunistyczną bezpieką pod pseudonimem Bureš. Po 1989 r. przeniósł się do Czech, gdzie założył wielki koncern Agrofert, zajmujący się m.in. produkcją żywności. Kolejną wielką inwestycją było stworzenie grupy medialnej Mafra, wydającej szereg tytułów prasowych. W biznesie Babišowi powodziło się dobrze, wkrótce stał się jednym z najbogatszych ludzi w Republice Czeskiej. W 2011 r. gospodarkę zamienił na politykę. Wykorzystał kompromitacje zarówno czeskiej prawicy, jak i lewicy, i zaproponował obywatelom alternatywę polityczną w postaci społecznego ruchu ANO, który później biznesmen przekształcił w partię. W ostatnich wyborach w 2017 r. polityk nie zdobył jednak większości głosów. Rządzi wspólnie z Czeską Partią Socjaldemokratyczną (ČSSD), wspierany przez komunistów, którzy jednak do rządu nie weszli. Poparcie jego partii utrzymuje się na poziomie nieco ponad 21 proc. Taki wynik partia ANO zanotowała w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych oraz w maju w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Pozostałe partie lokują się daleko za nią. Prawicowy ODS ledwo przekroczył 10 proc., podobny wynik osiągnęły Partia Piratów oraz ugrupowanie polityka z czesko-japońskim rodowodem Tomio Okamury. Najważniejszym sojusznikiem Babiša jest urzędujący drugą kadencję prezydent Miloš Zeman. Krytykowany przez czeskie elity m.in. za rubaszny styl bycia i nieokrzesany język, znakomicie komunikuje się z tzw. prostym człowiekiem. Dla prezydenta Babiš jest idealnym partnerem, bo mało samodzielnym, przez co rośnie znaczenie urzędu prezydenckiego. Obu polityków łączy niechęć do przyjmowania uchodźców oraz rezerwa wobec Unii Europejskiej.

Co rozjuszyło Czechów?

Skala praskiej demonstracji skłania do pytania, co tak bardzo rozjuszyło Czechów. W kraju nie dzieje się nic złego, gospodarka ma się dobrze, a poziom życia rośnie. Ludzie wyszli na ulicę po informacji o wszczęciu przez prokuraturę śledztwa przeciwko premierowi w sprawie podejrzenia o wyłudzenie przez niego unijnych dotacji, m.in. na budowę dużego ośrodka rekreacyjnego „Bocianie gniazdo”. Chociaż sprawa miała miejsce w czasie, kiedy Babiš nie działał w polityce, zareagował gwałtownie – dymisjonując ministra sprawiedliwości Jana Kněžínka, chociaż wcześniej rekomendował go na to stanowisko. Jego następcą została bliska współpracowniczka prezydenta Zemana, prawniczka, a wcześniej polityk socjaldemokracji Marie Benešová. W odczuciu demonstrujących Benešová została ministrem, aby storpedować dochodzenie przeciwko premierowi. Dlatego jej nazwisko pojawiało się często na transparentach demonstrantów z tym samym oczekiwaniem, które formułowano wobec premiera – aby natychmiast podała się do dymisji. Postulat odwołania premiera wzmocniła ujawniona na początku czerwca wstępna wersja audytu Komisji Europejskiej, w którym podniesiono możliwość konfliktu interesów premiera Babiša – stoi na czele rządu i jednocześnie może wpływać na funkcjonowanie swoich firm, które wraz z objęciem urzędu przekazał w zarządzanie funduszom powierniczym.

Wiec na Letnej próbowała wykorzystać opozycja, przedstawiając wniosek o odwołanie rządu Babiša. Efekt był mizerny. Po długiej, lecz jałowej debacie w parlamencie wniosek upadł. W 200-osobowej Izbie Poselskiej opozycja zgromadziła tylko 85 głosów. Przeciw odwołaniu premiera głosowali posłowie partii ANO i socjaldemokratów, gdyż komuniści, pewni, że rząd przetrwa, nie wzięli udziału w głosowaniu. Co będzie dalej?

Dwa społeczeństwa w jednym

– W Czechach podziały są równie głębokie jak w Polsce, ale nie są tak klarowne – ocenia Šustrová. – Konflikt o premiera Babiša nie jest sporem ideowym pomiędzy konserwatywną prawicą a liberalną lewicą. Żyjemy jednak w rzeczywistości, w której te dwie grupy – zwolenników Babiša i jego przeciwników – nie spotykają się ze sobą, nie rozmawiają, nie przyjmują racjonalnych argumentów drugiej strony. Partia ANO jest bezideowa i kieruje się jedynie doraźnym programem, który w wielu kwestiach odpowiada na rzeczywiste problemy społeczne, zwłaszcza grup biedniejszych, ludzi starszych, rencistów i emerytów – przyznaje Šustrová. – Nie można lekceważyć tych ludzi, jak zdarzało się to poprzednim formacjom politycznym, i wszystko uzasadniać wyłącznie opłacalnością ekonomiczną. Państwo ma obowiązki wobec wszystkich obywateli – podkreśla – a Babiš przynajmniej stara się robić wrażenie, że o tym pamięta. Sprzyja mu niezła koniunktura gospodarcza, co przekłada się na dobrą sytuację materialną ludzi. Istotne jest także to, że opozycji nie udało się przedłożyć argumentów świadczących bezdyskusyjnie o tym, że Babiš złamał prawo, inwestując unijne pieniądze w ośrodek „Bocianie gniazdo”. Wyjaśnienie tej sprawy jest zadaniem prokuratury i trudno przesądzać, czy będzie ona postępowała stronniczo i starała się tuszować sprawę – mówi dziennikarka. – Siłą Babiša jest słabość opozycji parlamentarnej, która nie potrafiła się zmobilizować nawet podczas głosowania w sprawie odwołania rządu. Jest wewnętrznie głęboko podzielona. Nikt sobie nie wyobraża koalicji tradycyjnej prawicy (ODS, TOP 09) z bardzo skrajnym ugrupowaniem Tomio Okamury czy Partią Piratów, chociaż wiele ekologicznych postulatów tej ostatniej jest całkiem rozsądnych. W tej sytuacji wydaje się, że jeśli rząd Babiša nie popełni większych błędów, może przetrwać do końca kadencji w 2021 roku – przewiduje Šustrová.

Organizatorzy demonstracji ogłosili, że powrócą na Letną w listopadzie, w 30. rocznicę aksamitnej rewolucji. Mają nadzieję, że wówczas będzie ich już znacznie więcej. Kariera Babiša zaczęła się, kiedy w 2011 r. założył polityczną inicjatywę, którą nazwał Akcja Niezadowolonych Obywateli – w skrócie ANO. Głosił wówczas, że będzie walczył z korupcją i zabiegał o uzdrowienie systemu politycznego oraz wprowadzi nowe standardy w polityce. Dzisiaj setki tysięcy niezadowolonych z jego rządów obywateli protestuje przeciwko władzy partii, która w nazwie odwołuje się do obywatelskiego niezadowolenia. To jeden z paradoksów postpolitycznej demokracji, w której tradycyjny podział sceny politycznej na lewicę i prawicę przestaje być istotny, a słowa z programów politycznych właściwie nic nie znaczą. W takiej sytuacji rośnie znaczenie inicjatyw obywatelskich. Aktualne jest jednak pytanie, co z wolą tych, którzy na demonstracje nie chodzą, a którzy w sposób demokratyczny wybrali kogoś, kto bardzo nie podoba się aktywnej mniejszości. To dylemat nie tylko czeskiej polityki.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji