Nowy numer 8/2021 Archiwum

Obronią niezależność?

Największe w historii Hongkongu protesty spowodowały rzadki w Chinach efekt – władze wycofały się z wprowadzenia kolejnej ustawy demontującej odrębność tego regionu o specjalnym statusie.

Niespokojnie jest w Hongkongu od początku czerwca, gdy Carrie Lam – szef egzekutywy (odpowiednik premiera) – zapowiedziała wprowadzenie ustawy umożliwiającej ekstradycję do Chin obywateli Hongkongu. Mieszkańcy regionu potraktowali to jako zuchwałą próbę naruszenia usankcjonowanej chińsko-brytyjską umową z 1997 r. zasady „jeden kraj – dwa systemy” i odpowiedzieli masowymi protestami. 12 czerwca doszło do ostrych starć z policją. Trzy dni później Carrie Lam ogłosiła „zawieszenie prac nad wprowadzeniem ustawy”. Krok w tył wywołał jednak efekt odwrotny do oczekiwań władz. Protesty stały się liczniejsze, a postulaty bardziej radykalne. Zażądano ustąpienia szefowej egzekutywy, definitywnego usunięcia projektu ustawy oraz pociągnięcia do odpowiedzialności policjantów, którzy strzelali do demonstrantów.

Zbrodnia jako pretekst

Za pretekst do wprowadzenia nowej ustawy posłużyła zbrodnia dokonana w lutym zeszłego roku. 19-letni obywatel Hongkongu Chan-Tong Kai podczas podróży na Tajwan zamordował swoją dziewczynę, ale przed rozwiązaniem sprawy przez lokalną policję zdążył wrócić do domu. Tam odsiaduje jedynie krótki wyrok za używanie kart kredytowych kobiety; w październiku 2019 r. ma wyjść na wolność. Tajwańskie władze kilkakrotnie zwracały się do Hongkongu o ekstradycję mordercy, ale bez odpowiedzi. W tym roku premier Carrie Lam ogłosiła, że należy w końcu uchwalić prawo o ekstradycji, ale nie tylko z Tajwanem, od razu również z Chinami.

Natychmiast wzbudziło to protesty obrońców praw człowieka, obawiają się bowiem zamachu na niezależność regionalnego sądownictwa. Chińskie władze zyskałyby prawo stawiania swoich przeciwników z Hongkongu przed własnymi sądami i zamykania w swoich więzieniach, gdzie nie obowiązują żadne demokratyczne standardy. Prawo miałoby dotyczyć także cudzoziemców.

Brak wiary opozycji w szczerość intencji szefowej egzekutywy wydaje się uzasadniony, gdy prześledzi się historię Hongkongu, od kiedy w 1997 r. zakończyło się brytyjskie panowanie nad nim i region ten został zwrócony Chinom. Teoretycznie przyznano mu szerokie prawa gwarantowane przez tzw. basic law (odpowiednik konstytucji). Hongkong miał zachować klastyczny trójpodział władzy. Rychło okazało się to fikcją. Najbardziej jaskrawym przykładem jest funkcja szefa egzekutywy (Chief Executive). Zgodnie z art. 45. basic law: „metoda wyboru szefa egzekutywy zostanie określona w świetle aktualnej sytuacji w Hongkongu (…) ostatecznym celem jest ustanowienie jego wyboru w powszechnym głosowaniu”. Pekin przez kilkanaście lat grał na zwłokę, premiera nominował tzw. komitet wyborczy złożony z uległych Chinom polityków i przedsiębiorców.

W 2014 r. ogłoszono, że nastanie powszechne głosowanie, ale wybierać będzie można tylko z wąskiego grona kandydatów zatwierdzonych przez Pekin. W odpowiedzi wybuchła tzw. rewolucja parasolek – masowe, ale pokojowe protesty polegające na okupacji centrum miasta. Przez prawie 3 miesiące strajku demonstranci nic jednak nie uzyskali. Lider rewolucji – 18-letni Joshua Wong – trafił do więzienia, a komuniści ostatecznie zrezygnowali z głosowania powszechnego.

Rewolucja nastolatków

Hongkong ma długą tradycję protestów przeciwko działaniom Pekinu. Ale najnowsze demonstracje są wyjątkowe ze względu na ich skalę, gwałtowność, a także grupę społeczną, która im przewodzi. Wszystko zaczęło się od młodych ludzi. Rozmiar ich zaangażowania stanowił niespodziankę. Dotychczas była to grupa bierna politycznie, skupiona na rywalizacji o sukces zawodowy, który jest niezbędny, aby żyć w Hongkongu na godnym poziomie.

Doświadczeniem formacyjnym tamtejszych nastolatków były wydarzenia z 2014 r. – protesty zakończyły się niepowodzeniem, ale skala i długość wystąpień pokazały potencjał społeczeństwa obywatelskiego Hongkongu. W latach 80. XX w. w toku chińsko-brytyjskich negocjacji uzgodniono, że Hongkong będzie miał swoją konstytucję obowiązującą do 2047 r. Wtedy była to bardzo odległa perspektywa. Jednak dzisiejsi nastolatkowie są już pierwszą generacją, która realnie obawia się o swój los, gdy wygaśnie basic law. Biorąc pod uwagę dotychczasową politykę Pekinu, definitywny koniec demokracji w tym regionie wydaje się całkiem realny.

Nastroje protestujących zradykalizowała też ostra reakcja władz. Podczas marszu 12 czerwca policja użyła gumowych kul i gazu łzawiącego, później nastąpiła seria aresztowań w akademikach i wśród rannych, którzy trafili do szpitali. Premier Carrie Lam poparła zastosowanie siły, a strajkujących nazwała „rozpuszczonymi nastolatkami”. Na kolejne demonstracje młodzież przychodziła zaopatrzona w maski przeciwgazowe, zapasy wody, konfrontacyjnie nastawiona do policjantów. Świadomi ogromnej skali inwigilacji we współczesnych Chinach liderzy protestów chodzą zamaskowani, unikają relacjonowania w sieci swoich aktywności, a nawet rezygnują z kupowania przez internet biletów na metro, aby trudniej było wyśledzić ich ruchy.

Taktyczny odwrót

Wystarczyły trzy dni, by premier Carrie Lam zrezygnowała z mówienia o „rozpuszczonych nastolatkach” i twardej obrony prawa o ekstradycji, przechodząc do „wyrażenia głębokiego smutku i żalu” oraz zapowiedzi wstrzymania prac nad ustawą. Nie ma wątpliwości, że za tą zmianą stały instrukcje z Pekinu. Przedłużające się masowe protesty są kłopotem w trudnym momencie napięć na arenie międzynarodowej. Trwa wojna handlowa ze Stanami Zjednoczonymi, które na razie zepchnęły Chiny do defensywy, uderzając w interesy koncernu Huawei. Państwo Środka skrupulatnie przygotowuje się do obrad szczytu G20, który odbędzie się 28 i 29 czerwca w japońskiej Osace. To najważniejszy od lat zjazd światowych przywódców, od którego ustaleń będzie zależała sytuacja w światowej gospodarce. Xi Jinping spotka się wówczas z Donaldem Trumpem i z pewnością chce uniknąć dyskusji o Hongkongu, tymczasem potrzebę rozmowy na ten temat już zasygnalizował sekretarz stanu Mike Pompeo.

Śledząc dotychczasową politykę Chin względem tego regionu o specjalnym statusie, można stwierdzić, że to najpewniej tylko taktyczny odwrót. W 2014 r. władze też grały na zwłokę. Pozorowały chęć dialogu, a w tym czasie szeregi demonstrujących przerzedzały się i nie zostały spełnione żadne ich postulaty. Gdy ustabilizuje się sytuacja międzynarodowa, zapewne powróci temat ustawy o ekstradycji. Stąd Carrie Lam konsekwentnie mówi o zatrzymaniu, a nie zarzuceniu prac nad nowym prawem.

Antychiński Hongkong

Chińskim komunistom do skutecznego rządzenia nie jest potrzebne powszechne zadowolenie obywateli, niemniej jednak wartym odnotowania zjawiskiem jest stałe nasilanie się antychińskich nastrojów w Hongkongu. Po czerwcowych wydarzeniach na pewno one wzrosną. Cytowane przez BBC badania University of Hongkong wskazują, że tylko 15 proc. mieszkańców tego regionu określa siebie mianem „Chińczyków”. W grupie wiekowej 18–29 lat myśli tak o sobie zaledwie 3 proc. ankietowanych. Reakcją na demontaż demokracji jest natomiast rosnąca gotowość do emigracji – taką chęć deklaruje aż 60 proc. młodych ludzi.

Nagminnym zjawiskiem podczas sportowych wydarzeń, szczególnie meczów piłkarskich w Hongkongu, jest wygwizdywanie chińskiego hymnu lub ostentacyjne odwracanie się tyłem. Przypadek ten na tyle zdenerwował chińskie władze, że wymogły one na lokalnym rządzie wprowadzenie prawa przewidującego 3 lata więzienia za znieważanie hymnu. Z kolei próba wprowadzenia „patriotycznego programu” w szkołach hongkońskich (czyli chińskiej propagandy) doprowadziła do gwałtownych protestów i ostatecznie lekcje te mają charakter fakultatywny.

Nie wiadomo, czy próba deeskalacji napięcia przez chińskie władze zakończy się sukcesem. 17 czerwca z więzienia wyszedł Joshua Wong, lider protestów z 2014 r., który zapowiedział, że „dołączy do walki” i „nie pozwoli, by w nowoczesnym centrum finansowym próbowano powtórzyć rozwiązania takie jak masakra na placu Tiananmen”. Być może Pekin będzie musiał poświęcić premier Carrie Lam, której ustąpienie stało się teraz głównym postulatem demonstrantów. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama