Nowy numer 42/2019 Archiwum

Przepustka do USA

Zniesienie obowiązku wizowego dla Polaków to nie tylko kwestia amerykańskiego prawa. To także problem woli politycznej Waszyngtonu.

Właściwie należałoby zacząć od tego, że zajmowanie się tym tematem jeszcze w roku 2019 jest dość upokarzające. 30 lat od upadku komunizmu, blisko 20 lat od rozpoczęcia u boku Amerykanów nie naszych wojen, nie w naszym interesie (Afganistan, Irak), ponad dekada od włączenia w program bezwizowy paru krajów naszego regionu, a my ciągle pozostajemy „jednym z najbliższych sojuszników USA” i zarazem jednym z ostatnich krajów w Europie, którego obywatele muszą posiadać wizę, by wjechać na teren USA.

Amerykanie są „zmuszeni”

Z jednej strony mamy powtarzany od lat argument: sami jesteśmy sobie winni, bo w kolejce do ambasady i konsulatu amerykańskiego ustawia się ciągle zbyt duża liczba osób, które zdobycie 90-dniowej wizy turystycznej chcą wykorzystać jako okazję, by pozostać w USA dłużej lub na stałe nielegalnie. A to „zmusza” Amerykanów do wydawania decyzji negatywnych i tym samym liczba odmów ciągle przekracza 3 proc. – a dopiero zejście poniżej tego progu otwiera drogę do programu bezwizowego. Problem w tym, że wszystko opiera się na podejrzeniu czy intuicji urzędników. Osobiście znam przypadki osób, które z całą pewnością nie zamierzały w Stanach zostawać, miały dobrą pracę w Europie, a mimo to spotkały się z odmową przyznania wizy. Ile podobnych przypadków mogło przez lata sztucznie podbijać odsetek odmów? Z drugiej strony Polska już od co najmniej 2 lat ma niższy odsetek odmów niż Litwa, Łotwa i Węgry miały w 2008 r., gdy zostały włączone do amerykańskiego programu bezwizowego, omijając wymóg zejścia poniżej progu 3 procent. Dlaczego zatem „jeden z największych sojuszników USA” ciągle musi ustawiać się do okienka w konsulacie i płacić za pozwolenie na wjazd do Stanów Zjednoczonych? I czy ostatnie zapewnienia administracji amerykańskiej o „bardzo bliskim czasie” zniesienia tego obowiązku tym razem można traktować dosłownie?

Nadzieje Trumpa

„Mamy nadzieję, że Polska dołączy do programu bezwizowego bardzo szybko, być może nastąpi to w ciągu najbliższych 90 dni” – te słowa Donalda Trumpa ze wspólnej z Andrzejem Dudą konferencji prasowej w Białym Domu stały się okazją do rozbudzenia nadziei, że „tym razem to już na pewno”. Nadzieje rozbudziły również wcześniejsze deklaracje amerykańskiej ambasador Georgette Mosbacher: „Zachęcamy Polaków, którzy rozważają ubieganie się o wizę lub jej odnowienie, do złożenia wniosku przed końcem września”. Chodzi o to, że jeśli do końca III kwartału wzrośnie liczba zaakceptowanych wniosków o wizę turystyczną lub biznesową B1/B2, Polska może zostać włączona do programu ruchu bezwizowego Visa Waiver (obejmuje tylko podróże w celach turystycznych i biznesowych, bez możliwości osiedlenia się i podjęcia stałej pracy na terenie USA). „Do końca września mamy czas, aby obniżyć procent odmów wizowych, a tym samym, aby Polska dołączyła do programu ruchu bezwizowego. Ale potrzebujemy pomocy Polaków – zróbmy to razem!” – brzmiał jeden z komunikatów ambasady opublikowanych na Twitterze. Apelom takim i polskim nadziejom sprzyja fakt, że odsetek odmów zbliża się do wymaganego progu – w 2017 r. wyniósł 5,92 proc., a w ubiegłym roku 3,99 procent.

Wpuśćcie Polaków

Na naszą korzyść przemawiają również wcześniejsze dane dotyczące liczby odmów wizowych, które dotąd były przeszkodą. Krótko po objęciu urzędu przez prezydenta Trumpa jeden z największych i najbardziej wpływowych konserwatywnych think tanków w Waszyngtonie, ­Heritage ­Foundation, opublikował raport, w którym – powołując się na nieznane wcześniej w Polsce dane amerykańskiego rządu –udowadniał, że Polska spełnia już kryteria włączenia do programu bezwizowego i wzywał prezydenta do nacisku na amerykański Kongres, by zdjął z Polski ten symboliczny, ale jednak uciążliwy obowiązek. Wyjątkowość apelu polegała na tym, że po raz pierwszy to nie polskie lobby w USA starało się wpłynąć na amerykańską administrację w tej sprawie, ale zrobił to ośrodek, z którego analizami i opiniami liczą się amerykańskie elity polityczne. „Włączenie Polski do programu bezwizowego będzie wielkim zwycięstwem dla narodowych interesów USA, włączając w to biznes, turystykę i międzynarodowe bezpieczeństwo” – pisali David Inserra i Riley Walters, autorzy raportu.

Dlaczego wpływowy think tank wzywał swój rząd do zniesienia wiz dla Polaków w czasie, gdy do wymaganego prawem odsetka odmów brakowało jeszcze ok. 3 punktów procentowych? Autorzy zapewne zdawali sobie sprawę z tego, że problem wiz nigdy chyba tak bardzo nie bolał Polaków jak w październiku 2008 r., gdy prezydent George W. Bush ogłosił zniesienie wymogu wizowego dla Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, Czech, Słowacji i Korei Południowej. Poczucie Polaków pozostawania na marginesie narzucało się samo. Tym bardziej że od paru lat Polska była zaangażowana w prowadzone przez Amerykanów wojny w Afganistanie i Iraku, a podkreślanie przez stronę amerykańską, jak ważnym jesteśmy sojusznikiem, budziło uzasadnione nadzieje, że przynajmniej w wymiarze symbolicznym będziemy mieli z tego jakieś profity. Oczywiście sam prezydent Bush nie mógł niczego dla nas załatwić. Jego administracja starała się podobno o to, by program bezwizowy objął większą liczbę krajów, zwłaszcza tzw. strategicznych sojuszników, ale opór napotykała w amerykańskim Kongresie.

Po co zostawać

Przez lata jako głównych „winowajców” odpowiedzialnych za wysoki odsetek odmów wizowych wskazywano mieszkańców trzech województw: podkarpackiego, podlaskiego i małopolskiego. To oni bowiem mają najwięcej krewnych w USA i to te województwa „nabijały” do niedawna niekorzystne dla nas dane: tylko z tych trzech województw pochodziło aż 80 proc. odmów przyznania wiz. O ile jednak parę dekad wcześniej liczba Polaków bezprawnie zostających w Stanach mogła budzić nieufność, to dziś można powiedzieć, że czasy, gdy Ameryka była pożądanym kierunkiem wyjazdu na „zarobek i dorobek”, już dawno minęły – głównie ze względu na bliższy i atrakcyjniejszy rynek pracy w Unii Europejskiej. Pomimo tego jeszcze w 2007 r. aż 25 proc. Polaków starających się o amerykańską wizę spotykało się z decyzją odmowną, choć w 2008 r. było to już tylko 13,8 proc., a w 2009 r. mniej niż 10 procent. To ciągle za dużo, także biorąc pod uwagę dane dotyczące Polaków, którzy zostali w Stanach dłużej, po wygaśnięciu ważności wizy. We wspomnianym raporcie Heritage Foundation zamieszczono dane z amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, które pokazują, że odsetek tzw. overstay, czyli pozostających nielegalnie po wygaśnięciu wizy, w przypadku Polaków w 2016 r. wyniósł zaledwie 1,58 procent! Dla porównania w raporcie pokazano liczby dotyczące m.in. Słowaków, Litwinów i Węgrów przed zdjęciem obowiązku wizowego – odpowiednio: 1,51 proc., 1,22 proc. i 2,23 procent. Nawet Węgrzy, dopóki mieli obowiązek wizowy, częściej pozostawali w USA po wygaśnięciu ważności wizy niż Polacy dzisiaj.

Bonus nie dla sojusznika

W raporcie są jednak jeszcze ciekawsze dane. Okazuje się, że w 2008 r., gdy lista państw włączonych w program bezwizowy wydłużyła się, jego nowi beneficjenci notowali wyższy lub podobny odsetek odmów wizowych niż Polacy w 2016 r. Litwini mieli 9 proc. odmów, Węgrzy – 7,8 proc., Łotwa – 8,3 procent. Polska w 2016 r. miała najmniej odmów przyznania wizy w historii – 5,37 procent. To ciągle więcej niż wymagane przez amerykańskie prawo 3 procent. Kraje, które w 2008 r. zostały włączone do ruchu bezwizowego, również przekraczały ten próg. Dlaczego więc one mogły dołączyć do programu, a Polska nie może do dzisiaj?

W 2008 r. Departament Bezpieczeństwa Krajowego zmodyfikował prawo. Aby dany kraj włączyć do Visa Waiver Program, jego odsetek odmów wizowych mógł wynosić 10, a nie maksymalnie 3 procent. Polska w 2008 r. nie mogła więc z tego skorzystać, bo miała wtedy wprawdzie niższy niż zazwyczaj, ale ciągle za wysoki (13,8 proc.) odsetek odmów. Od paru lat schodzimy poniżej 10 proc., ale podniesienie limitu do 10 proc. było jednorazowe. Co stoi na przeszkodzie, by Departament Bezpieczeństwa Krajowego podniósł ten próg, by włączyć Polaków do programu bezwizowego? Na to pytanie odpowiedzi innej niż polityczna nie ma. Wystarczyłaby wola polityczna, by dla Polski podnieść próg tylko do 5 procent. Tej woli politycznej zabrakło i pozostaje nam czekać na zejście poniżej 3 proc. odmów, a następnie na decyzję Kongresu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji