Reklama

    Nowy numer 43/2019 Archiwum

Pięć tygodni z Apokalipsą

Od tej niedzieli przez miesiąc liturgia mszalna w drugim czytaniu będzie korzystać ze skarbca jednej z najbardziej tajemniczych, ale i głębokich ksiąg biblijnych – Apokalipsy, zwanej także Objawieniem św. Jana.

Jedno z najbardziej rozpowszechnionych, ale niestety błędnych przekonań o tej księdze mówi, że jest to pismo wieszczące nieszczęścia, klęskę i totalny upadek. Nawet przymiotnik „apokaliptyczny” czy rzeczownik „apokalipsa” w potocznym znaczeniu oznacza coś budzącego strach.

A w istocie apokalipsa (to znaczy objawienie) jest gatunkiem literackim, ale także pewną forma filozofii, która zrodziła się w świecie żydowskim w II w. przed Chr. i trwała przez około 400 lat; jest to pisanie i myślenie „ku pokrzepieniu serc”. Apokalipsy, bo poza Biblią znamy ich sporą liczbę, powstawały w okresie zagrożeń i prześladowań, zarówno Żydów, jak i chrześcijan. Mamy więc np. żydowską Apokalipsę Eliasza czy Apokalipsę Abrahama, i mamy chrześcijańskie apokalipsy Piotra czy Jakuba. Pisma te, choć opisują nieszczęścia i klęski, kończą się happy endem, bo ich fundamentalnym przekonaniem jest to, że nie siły zła władają dziejami, ale Pan Bóg, który jest Panem historii i ostatnie słowo – słowo zwycięskie – należy do Niego.

Kończąca kanon Nowego Testamentu Księga Apokalipsy pochodzi z końca I w., a inspiracją do jej powstania stało się prześladowanie chrześcijan, jakie rozpętał cesarz Domicjan. Owe siedem Kościołów, do których autor ma posłać swą księgę, to wspólnoty, które doświadczyły tego prześladowania. Tradycja kościelna powszechnie przyjmuje, że autorem księgi jest św. Jan Apostoł, choć nie brak stanowisk podważających takie przekonanie. Charakter pisma, wewnętrzna analiza treści, tematów teologicznych pokazują jednak bliską łączność z Ewangelią św. Jana. Nawet jeśli ostatecznym redaktorem Apokalipsy nie byłby św. Jan Apostoł, to bez wątpienia jest nim jego uczeń, który opisał wizje wielkiego apostoła.

Apokalipsa jako gatunek literacki wymaga wielkiej cierpliwości przy lekturze. Co rusz każe się zatrzymać, by szukać odpowiedzi na pytania o symbole, znaki, aluzje i nawiązania w odniesieniu na przykład do obficie cytowanego Starego Testamentu. W księdze, która liczy 22 rozdziały, 500 razy trzeba się zatrzymać, zajrzeć w pisma, które powstały przed Chrystusem, i tam szukać pełni treści. A do tego np. symbolika kolorów, świata zwierząt i stworzeń fantastycznych, świata związanego z działalnością człowieka, i wreszcie symbolika liczb, przez niektórych traktowana nawet jako mistyka. To wszystko pozwala zakładać, że księgę czytano we wspólnocie, „kropla po kropli” odczytując znaczenia i szukając nadziei. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..