Reklama

    Nowy numer 42/2019 Archiwum

Słowo namaszczone Duchem

Słychać zewsząd narzekania na zbyt długie homilie w kościele. Jakiś synod diecezjalny przyjął za ideał kazanko 7-minutowe.

Jak to jest, że nasze kapłańskie homilie często nużą, podczas gdy wystąpienia katechistów i innych ewangelizatorów, trwające nieraz w nieskończoność, elektryzują słuchaczy? Myślę, że fenomen ten można wytłumaczyć w dwojaki sposób. Atrakcyjne są przemówienia, podczas których głosi się Chrystusa, oraz wygłaszane z pozycji świadka. Przepowiadanie Chrystusa i Jego zwycięstwa nad naszym grzechem i duchową śmiercią to nie to samo co rozwodzenie się nad wartościami ewangelicznymi i walorami humanizmu. Nawet najwspanialsza wartość nie wyrwie człowieka z depresji. Tymczasem Osoba Kogoś, kto wygrał ze śmiercią i właśnie wraca z cmentarza, owszem. Ksiądz Józef Tischner lubił powtarzać, że gdybyśmy głosili Chrystusa jak należy, nie ma siły: musiałoby zadziałać. Co znaczy głosić Go „jak należy”? Wystarczy spojrzeć na apostoła Piotra. Sprawę Jezusa w domu poganina Korneliusza wyłuszczył on w „dłuższym wywodzie”. Żadne „siedem minut”. W tym momencie przekazywane jest ludziom życie, i to życie Zmartwychwstałego. Na coś takiego warto stracić czas. Za możliwość spotkania się z miłością Boga żywego niejeden byłby gotowy oddać sporą sumę. Zwłaszcza gdy czyni to świadek. Jeszcze nie tak dawno płakał, czując gorycz zdrady. Jeszcze do niedawna żył, pogrążony w bezsensie rozczarowania samym sobą. Chrystus przyszedł do niego, odnalazł go w jego bólu i smutku i zapytał: Piotrze, kochasz Mnie bardziej niż ci? Piotr poczuł, jak smakuje nowe życie, przekonał się, jak słodkie jest przebaczenie.

Słowo Piotra jest skuteczne, zmienia ich egzystencję. Dlaczego? Bo Chrystusa, którego głosi Piotr, „Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą”. Tu nie chodzi o triumfalne moralizatorstwo, suchą indoktrynację. Tutaj wybrzmiewa słowo Zmartwychwstałego namaszczone Duchem Świętym. Szybko o tym przekonali się wszyscy tam obecni. Gdy Piotr przepowiadał Jezusa, Duch Święty zstępował jak rosa na słuchających, przenikając ich serca i umysły, wolę i wyobraźnię. Na tym polega moc głoszenia kerygmatu. Jest on, jak mówi papież Franciszek, „ogniem Ducha udzielającego się pod postacią języków, który budzi w nas wiarę w Jezusa Chrystusa”. Cała formacja chrześcijańska jest przede wszystkim pogłębieniem kerygmatu (EG 165). Bóg postanowił wydarzenie Chrystusowego zwycięstwa na krzyżu zawrzeć w kruchym słowie. Jeśli któregoś dnia to głoszenie, czynione z pozycji świadka, zniknie z ust pasterzy i ewangelizatorów, Kościół przestanie być Kościołem, a zamieni się w dyskusyjny klub religijny. Wielkanoc zaś przeobrazi się w święto zajączka, zdziwionego, jakim cudem stał się obiektem zainteresowania ludzi, którzy na co dzień wolą żywić się świniną. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..