Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Czy w Polsce są jeszcze zwolennicy euro?

Niespodziewanie kwestia euro stała się tematem kampanii wyborczej. A przecież ponad 2/3 Polaków jest przeciwnych rezygnacji ze złotówki.

O euro powiedziano chyba już wszystko. Przytoczono opinie ekspertów, wytłumaczono źródła kryzysu, policzono rzeczywiste i potencjalne straty. Dlaczego więc ten temat pojawił się w kampanii? I jakie mogą być tego konsekwencje?

Straszenie polexitem, straszenie euro

Powtarzanie, że elektorat w Polsce jest mocno podzielony, jest truizmem. Wielu wyborców głosuje przeciw PiS albo przeciw antypisowej opozycji. Stosunek do konkretnych rozwiązań politycznych jest często związany ze stosunkiem do jednej ze stron sceny politycznej. Czyli jeżeli przeciwko czemuś jest PiS, to zwolennicy opozycji będą to rozwiązanie popierać. Na takie zjawisko liczy pewnie Jarosław Kaczyński.

Skoro więc prezes PiS powiedział, że jest przeciwko euro i ciągle to powtarza, to wielu polityków i zwolenników antyPiSowej opozycji zaczyna głośno popierać przyjęcie wspólnej waluty. Problem dla opozycji jest w tym, że wyborcy popierający euro i tak na nich zagłosują. Wyborcy niezdecydowani raczej zasilają szeregi przeciwników wstępowania do strefy euro. I na nich liczy partia rządząca.

Kto chce euro w Polsce?

Liczba zwolenników przyjęcia wspólnej waluty ostatnio wzrosła. Kiedyś było ich mniej niż 20 proc. Teraz jest ich około 30 proc. Trudno jednak znaleźć obiektywny fakt, który mógłby skłonić do takiej zmiany. Strefa euro notuje niższy wzrost gospodarczy niż Polska. Wiele krajów używających wspólnej waluty jeszcze nie wyszła z kryzysu. Co więcej, na znaczeniu zaczyna tracić praktyczny argument za euro, czyli wymiana pieniędzy. W dobie dominacji transakcji bezgotówkowych taka czynność przestaje być uciążliwa.

Zwolenników przyjęcia euro w Polsce jest mniej więcej tyle, co twardych zwolenników opozycji liberalnej (PO+Nowoczesna). Poparcie dla euro może więc być deklaracją nie związaną z poglądami ekonomicznymi, ale kulturowymi. Poparcie dla integracji europejskiej jest bardzo silnym czynnikiem łączącym liberalnych polityków i wyborców. Potrzeba wstąpienia do strefy euro może więc wynikać nie z kalkulacji zysków i strat, ale z potrzeby bardzo mocnego zacieśniania więzów z Zachodnią Europą.

Polacy to „niedzielni Europejczycy”

Z faktu, że większość Polaków generalnie lubi Unię Europejską, nie wynika, że są wobec niej bezkrytyczni. I to właśnie widać w sondażach na temat euro. Polacy rozumieją problemy związane ze wspólną walutą. I generalnie nie chcą brać na swoje barki tych problemów. Poczucie bycia „w głównym nurcie europejskim” jest dla nich mniej ważne niż poczucie ciężaru portfela w kieszeni.

Część polityków opozycji może oskarżać Polaków przeciwnych europejskiej walucie o bycie „niedzielnymi Europejczykami”. Ale PiS tylko na to liczy. Szantaż często w polityce działa w sposób odwrotny do zamierzonego. Koalicja Europejska może dać się zamknąć w getcie około 30 proc. skrajnie proeuropejskich wyborców. Reszta za głosuje na „niedzielnoeuropejskie” partie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • GOŚĆ
    23.04.2019 18:55
    Trafne spostrzeżenia Autora. Przyjęcie euro spowoduje spowolnienie wzrostu gospodarczego, co potwierdzają większość ekspertów. Największe zyski z rozszerzenia strefy euro będą miały Niemcy. Obniżenie wartości euro poprzez przyjęcie słabszych gospodarek powoduje wzrost niemieckiego eksportu, oraz obniżenie eksportu krajów przyjmujących euro. Wszystkie kraje mające euro poza tymi najmniejszymi (Łotwa, Malta, Estonia, Czarnogóra, Słowenia) bardzo mocno na tym tracą. Polska więc też na tym straci tak jak Włochy, Hiszpania, Portugalia, Słowacja czy Grecja.
  • KSIęGOWY
    24.04.2019 00:04
    W sprawie przyjęcia euro pytanie jest raczej "kiedy", ale nie "czy" (przynajmniej dopóki Polska chce należeć do UE).
    Za euro są zwykle przedsiębiorcy handlujący z UE oraz Polacy wyjeżdżający za granicę (np. choćby na wakacje na południe Europy). Im więcej Polska handluje przez granicę, a Polacy wyjeżdżają tym więcej zwolenników euro. Nawet w dobie transakcji bezgotówkowych za wiele z nich pobierana jest znacząca prowizja (przewalutowanie!).
    Tym którzy siedzą w domu, a zakupy robią w sklepie za rogiem to euro nie jest zwyczajnie potrzebne.

    Siła strachu wobec euro jest przeraźliwa - co bardzo dobrze widać w treści artykułu.
    A to nie jest kwestia polityki, PiS czy PO. Ani jedni ani drudzy nie chcą euro szybko.
    Jeśli jedni chcą euro np. za 20-60 lat, a drudzy za 15-30 lat - to co to za różnica?
    Prezes PiS nie powiedział przecież że jest przeciwko euro, jest za, ale dopiero wtedy gdy "Polska gospodarczo będzie na poziomie największych krajów UE" (cytat z deklaracji z 17 kwietnia 2019 r.) - a kiedy to nastąpi? Za 20, 40, czy 60 lat? To nie jest nawet tak ważne - istota polega na tym, aby gospodarczo być silnym, aby nie dusić obywateli podatkami, aby dług publiczny był na kontrolowalnym poziomie.

    W roku 2017 wyższy wzrost PKB niż Polska miały np. Irlandia, Malta, Słowenia, czy Estonia (wszystkie mają euro) oraz Rumunia (jedyny bez euro).
    A problemy ze wzrostem miały przede wszystkim te państwa, które były (są) nadmiernie obciążone długiem (np. Grecja - ok. 170% PKB, Włochy - ok. 130% PKB, Portugalia - ok. 120%, Francja, Hiszpania po ok. 100% PKB) - obsługa takiego długu to ogromne koszty dla gospodarek.
    Do tego tylko najlepsi potrafią skutecznie ten dług redukować (w ciągu ostatnich 5 lat średnio w UE zredukowano dług o 7% w stosunku do PKB, w strefie euro o prawie 8%, przy czym np. w Niemczech o ok. 16%, Czechy i Węgry o 12%, ale Polska tylko o 1%).

    I dlatego nie da się wprowadzić euro w Polsce za rok, czy dwa.
    Na pytanie "kiedy" też nie ma sensu na razie odpowiadać.
    Najpierw strefa euro musi uporządkować swoje sprawy (np. z tzw. krajami PIGS), a w Polsce nawet jeśli ktoś tego będzie chciał to i tak potrwa to długie lata.
  • Jan
    24.04.2019 08:50
    To nie strefa euro rozwija się wolniej. To najbardziej zadłużone państwa rozwijają się wolniej i to dotyczy tak samo państw z jak i bez euro. Niestety z takim tempem rozdawnictwa jakie zamierza fundować nam PiS będziemy wkrótce jak Grecja i bez euro.
    doceń 14
  • Seitz
    26.04.2019 08:59
    Wspólna waluta w odrębnch gospodarkach musiała skończyć się wielką klapą. Tutaj jest to szczegółowo wyjaśnione gosc.pl/doc/5391860.Euro-utopia

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.