Nowy Numer 26/2019 Archiwum

Takich dwóch jak nas trzech

Świat nie jest i nigdy nie był dwubiegunowy. Polsce trudno odnaleźć się w rzeczywistości, w której „przyjaciele” okazują się również (a nieraz bardziej) „przyjaciółmi” naszych przeciwników.

Wyznawana przez Winstona Churchilla zasada, wyrażona w słynnym zdaniu: „Wielka Brytania nie ma przyjaciół, tylko interesy”, jest de facto zasadą, jaką rządzi się zdecydowana większość państw i bloków na świecie. To zasada, w której nie ma miejsca na sentymenty, jeśli kłóci się z nimi interes państwa. Najmniej tę regułę stosunków międzynarodowych przyswoiła sobie chyba Polska. Co świadczy o nas i dobrze, i źle.

Dobrze, bo trudno zgodzić się bez zastrzeżeń na tak cyniczne w swej istocie założenie, że relacjami między narodami rządzą wyłącznie interesy. Bo co z naturalną sympatią, jaka rodzi się między zwykłymi ludźmi, a nawet między przywódcami, co z całą siecią kontaktów, powiązań, wymiany doświadczeń, wszelkich form wsparcia itd.? Jeśli więc polskie elity polityczne – niezależnie od opcji aktualnie rządzącej – mają na uwadze również te ludzkie czynniki, to nie ma się czego wstydzić.

Źle, bo można odnieść wrażenie, że w tym „czynniku ludzkim” za dużo momentami klasycznego polskiego romantyzmu, który przysłania trochę ogląd sytuacji i nie pozwala w pełni ogarnąć, kto z nami, a kto przeciwko nam. A w konsekwencji – utrudnia skuteczne pilnowanie swoich interesów, które siłą rzeczy nie zawsze (a w naszym położeniu geopolitycznym szczególnie) idą w parze z interesami innych.

Z pewnością wydarzenia dyplomatyczne ostatnich niespełna dwóch lat, w tym niedawny szczyt bliskowschodni w Warszawie, pomogły nagle „odkryć”, że Ameryka, owszem, naszym sojusznikiem jest, ale pod warunkiem, że jej interesy u nas są niezagrożone (czego przykładem jest nadaktywność amerykańskiej ambasador, dyktującej praktycznie treści ustaw i rozporządzeń). I pod warunkiem – to kolejne „odkrycie” wielu osób w Polsce – że nie wchodzimy w kolizję z innym sojusznikiem Ameryki, w tym wypadku Izraelem.

Idźmy dalej: ta wiara w dwubiegunowy, czarno-biały układ sił na świecie nie pozwala nam dostrzegać pewnych niuansów, od których zależy przyjęcie odpowiedniej strategii. I tak jeszcze niedawno przez długie miesiące prawa strona polskiej sceny politycznej i medialnej cieszyła się z tego, że szefem Pentagonu został gen. James Mattis (odszedł ze stanowiska pod koniec ubiegłego roku). Powodem radości miały być jego zdecydowanie antyrosyjskie poglądy. A skoro on taki racjonalny w ocenie Putina – cieszono się nad Wisłą – to nam szybko załatwi stałe amerykańskie bazy. Mało kto zdawał sobie sprawę, że gen. Mattis był jednym z głównych przeciwników takiego wzmocnienia obecności U.S. Army w Polsce. Bo myślał tylko jak wojskowy – strategicznie – a nie jak polityk, który rozumie także funkcję odstraszającą rozlokowania swoich wojsk.

Jeszcze bardziej gubimy się ze swoim dwubiegunowym romantyzmem, gdy nagle okazuje się, że Ameryka może przestać być naszym sojusznikiem na przykład w walce z gazociągiem Nord Stream 2. Wprawdzie oficjalnie Stany grożą ciągle sankcjami firmom, które realizują ten projekt, ale wystarczył mały sygnał ze strony Angeli Merkel, że Niemcy mogą zacząć sprowadzać gaz również z USA (oczywiście w zamian za obietnicę, że sankcji nie będzie), by strona amerykańska zaczęła się poważnie nad tą ofertą zastanawiać.

Szkołą pragmatyzmu w polityce międzynarodowej (graniczącego już mocno z cynicznym wyrachowaniem) jest z pewnością postawa Victora Orbana. Obwołany sojusznikiem w walce z unijną biurokracją i ideologizacją „zaskoczył” wszystkich nad Wisłą, gdy okazał się jednocześnie przyjacielem Władimira Putina. To kto on w końcu: przyjaciel czy przeciwnik? Jeszcze mocniej to pytanie wybrzmiało, gdy ten sam Orban, wraz z kolegami z Czech i Słowacji, poleciał jednak do Izraela na spotkanie z premierem Netanjahu, gdy polski premier odwołał swój udział w szczycie V4.

A skoro przy Izraelu jesteśmy, to już zupełnie gubimy się, gdy ten sam premier Netanjahu kolejny raz gości na Kremlu z serdeczną wizytą u głowy państwa, które przecież na co dzień stoi ramię w ramię z Iranem, uznawanym przez Izrael za swojego największego wroga i uznawanym przez niego odpowiedzialnym za całe zło na Bliskim Wschodzie (co zresztą jest mocną przesadą).

A gdzie w tym wszystkim Polska? Chyba dopiero zaczynamy przechodzić przyspieszony kurs pragmatyzmu w polityce międzynarodowej. W naszym położeniu to wyjątkowo trudne. Bo z jednej strony doświadczenie uczy, że romantyzm i sentymenty „nie zwracają się”. Z drugiej strony – całkowity pragmatyzm, graniczący z cynizmem, też będzie czymś obcym naszej tradycji. Czy jest w ogóle jakaś „trzecia droga”?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • Seitz
    28.02.2019 20:40
    Oczywiście, że wszystkie narody czasem kłamią. Ale tylko w Rosji szczerych uważa się za głupców.

    Iwan Turgieniew (pisarz rosyjski): „Rosjanin jest najwiekszym i najbardziej bezczelnym klamca na swiecie”.
    Theodore Roosevelt: „Nie moge zrozumiec charakteru rosyjskiego. Rosjanin klamie patrzac w twoje oczy, i wiedzac, ze widzisz to klamstwo, on wcale sie nie wstydzi”. Wydaje mi sie, ze Rosjanin w ogóle nie wie, co to wstyd.
    Astolphe de Custine (francuski pisarz i podróznik): „W Rosji, szczerość uwazają za szaleństwo. Kłamstwo za rozsądek. Przeciez cale rosyjskie życie we wszystkich sferach — to nieustanny zamach na prawde. Dla Rosjan zdrajcą jest ten, kto nie klamie. Odrzucenie klamstwa traktowane jest jako zdrada państwa”.
  • Rafaello
    28.02.2019 21:31
    Przejawiamy romantyzm powiązany z zapatrzeniem w siebie. To się objawia na przykład tym, że zamiast słuchać, jak inni nas widzą, my sami chcemy innym narzucić jak mają nas widzieć. To nie sprzyja budowaniu relacji, zaufania. Przeciwnie, skazujemy siebie na izolację.

    Nie jest to tak, że inni kierują się tylko pragmatyzmem. Owszem, nie jest to spójna polityka, ale taka jest właściwość rządów demokratycznych, gdzie mieszają się ideologie różnych partii z opinią publiczną i jeszcze z twardą rzeczywistością.
    doceń 4
  • HtN
    01.03.2019 10:49
    Problemem w Polsce jest inteligencja, która jest formacją przesiąkniętą romantyzmem. Na Węgrzech ani w Izraelu nie rządzi inteligencja tylko normalni ludzie.
  • LazC
    01.03.2019 15:35
    Jest błąd na początku. Powinno być: "tej reguły nie przyswoiła sobie Polska." I odpowiedź powinna być jasna: źle. Państwa to nie są pojedyncze osoby, które mogą ze sobą egzystować na poziomie emocjonalnym. Państwa muszą kierować się skutecznością i wie to każdy odpowiedzialny człowiek. Oczywiście istnieją sentymenty w polityce (jak UK i USA), ale trzeba rozumieć, że są one instrumentem pomagającym w interesach. A nie odwrotnie: wartością dla której się poświęca interesy.
    I nie zgodzę się, że Ameryka jest naszym sojusznikiem pod warunkiem, że jej interesy są niezagrożone. Właśnie przeciwnie. To wtedy, kiedy jej interesy są zagrożone, musi zabiegać o nasze względy (co oczywiście nie jest drogie z ich punktu widzenia, ale nadal). To właśnie w sytuacji, kiedy Ameryka ma wszystko i nie ma żadnych szans na straty, może sobie pozwolić na pomiatanie nami, wycieranie nami podłogi i plucie nam w twarz, jak niedawno.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.