Nowy numer 42/2019 Archiwum

W tym szaleństwie jest metoda

Nie chodzi o to, by raz na jakiś czas młodzi spotkali się z papieżem. Chodzi o to, by spotkali się ze sobą. Światowe Dni Młodzieży to czas, gdy Kościół wylega na ulice i choć przez lata dorabia się mu gębę, okazuje się, że ma młodą, uśmiechniętą i całkiem sympatyczną twarz.

Morze flag, tańce, ostre gitarowe riffy obok chorału gregoriańskiego, radosne śpiewy we wszystkich językach świata. W tym szaleństwie jest metoda.

Młodzi muszą zobaczyć modlących się rówieśników. Tak to działa w praniu (wiem, bo sprawdziłem w domowej pralce). Dlatego Jan Paweł II zaprosił ich na Światowe Dni Młodzieży.

Tę ideę zrozumiałem w Niemczech. I wcale nie na gigantycznym spotkaniu w Kolonii. Rozmawiałem z katechetami, którzy uczą młodzież za zachodnią granicą. – Moi uczniowie są w swej wierze bardzo samotni – opowiadali. – Są mniejszością. I dlatego muszą od czasu do czasu zobaczyć tłum rówieśników, którzy uwielbiają Boga. Muszą zobaczyć, że nie są jedyni, nie są dziwakami. Każdego dnia walczą. Dlatego zabieram ich na tak wielkie spotkania. Ostatnio usłyszałem: „Wie ksiądz, zauważyłem, że to tam, a nie u mnie w klasie, jest normalna młodzież”.

Doskonale rozumiał to Jan Paweł II. Wiedział, że wiara wyssana z mlekiem matki (coraz rzadsze zjawisko) w pewnym momencie musi zostać poddana oczyszczeniu, a nawet zanegowaniu. To czas, gdy młodzi chodzą z wypisaną na czołach dewizą „grunt to bunt” i zaczynają omijać kościoły szerokim łukiem. Co może ich przyciągnąć do Kościoła lub utwierdzić w przeżywaniu wiary? Spotkanie modlących się rówieśników.

Rekord Guinnessa

– Dlatego robiłem przez lata Lednicę – opowiadał mi Jan Góra, który znakomicie rozumiał się z papieżem Polakiem. – Jedyne, co musisz znaleźć, to czas dla młodych. Przed laty pewien biskup zobaczył, że młodzież uciekała z lekcji religii do mnie, i wezwał mnie do siebie. Zapytał, co ja takiego robię, i strasznie się zdenerwował, gdy powiedziałem, że ja właśnie nic nie robię, tylko siedzę i mam dla nich trochę czasu.

Jan Paweł II miał dla młodych czas. Zapraszał ich regularnie na Światowe Dni Młodzieży, a oni odpowiadali.

Oficjalnie za datę ustanowienia ŚDM uznaje się 20 grudnia 1985 r., gdy papież na spotkaniu opłatkowym wyraził pragnienie, by Światowe Dni Młodzieży odbywały się regularnie co roku na poziomie diecezji w Niedzielę Palmową, a co dwa lub trzy lata w wyznaczonym przez niego miejscu jako spotkanie międzynarodowe.

Pierwsza międzynarodowa edycja ŚDM zorganizowana została w Buenos Aires, a dwa lata później w Santiago de Compostela. Niebawem spotkania przerosły swym rozmachem wyobrażenia samych organizatorów.

Pamiętam naklejki z 1991 roku: „Młodzi i papież. Razem” (spotkanie odbyło się w Częstochowie).

„Czy potrafisz kochać? Jeśli tak, to Kościół i społeczeństwo mogą oczekiwać od ciebie wielkich rzeczy” – wołał papież w 1995 roku na spotkaniu w Manili na Filipinach. Słuchało go wówczas… pięć milionów młodych. Zanotowano to w „Księdze rekordów Guinnessa” jako największe zgromadzenie w historii.

Doskonale pamiętam medialny klimat przed wydarzeniami w Paryżu w roku 1997. Spotkaniu pod wieżą Eiffla wieszczono spektakularną klapę. Pojawiały się nawet głosy, że będzie to stypa po pogrzebie katolickiej Francji. Liczono na przyjazd góra 300 tysięcy młodych. Zjawił się milionowy tłum. Dwa razy więcej młodych przyjechało natomiast trzy lata później na spalone słońcem Tor Vergata (zanotowano wówczas rekordową, ponad 15-kilometrową pieszą drogę dojścia do miejsca celebry).

Krakanie

„To się nie uda!” – ten refren powtarzał się niemal przed każdym spotkaniem młodych. Denver, Toronto (kto w Stanach czy Kanadzie przyjedzie spotkać się z „katolickim papieżem”?), Kolonia. Wszędzie place miały świecić pustkami. Okazywało się, że w spotkaniach uczestniczyło dwa razy więcej młodych, niż planowali organizatorzy. W całonocnym czuwaniu w Madrycie modliło się około 2 mln osób.

Organizatorzy spotkania w Rio byli zdumieni, gdy na plaży Copacabana zjawiło się 4,2 mln ludzi ze 192 krajów świata. Nie spodziewali się takiego tłumu. Zadziałał sprawdzający się od lat mechanizm: młodzi zobaczyli w telewizji i internecie to, co działo się w dniach poprzednich, i tłumnie ruszyli na spotkanie z papieżem. To w Rio zaplanowano o rok wcześniej niż zazwyczaj, by uniknąć konfliktu z Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej, w które zaangażowało się 12 brazylijskich miast.

Benedykt XVI krytykował postrzeganie Światowych Dni Młodzieży jako rodzaju festiwalu rockowego, podkreślając, że wydarzenie nie powinno być uważane za „odmianę współczesnej kultury młodzieżowej”, ale jako owoc „długiej, zewnętrznej i wewnętrznej drogi”.

Młodzi od lat modlą się pod prostym drewnianym krzyżem. 25 marca 1983 roku w kościele Sancti Stephani Aethiopum w ogrodach Watykanu Jan Paweł II spotkał się z kardynałami, biskupami i księżmi zaangażowanymi w duszpasterstwo młodych. Młodzież z Centrum San Lorenzo przyniosła z sobą niczym nie udekorowany drewniany krzyż. Niesiono go na przedzie procesji pokutnej, która ruszyła w stronę bazyliki św. Piotra. O 17.30 Jan Paweł II uderzył trzy razy ozdobnym młotkiem w Święte Drzwi, dokonując otwarcia Roku Świętego. Do bazyliki wniesiono drewniany krzyż. Postawiono go w pobliżu ołtarza konfesji św. Piotra. Wierni modlili się przed nim przez 394 dni. W Wielkanoc 1984 roku papież po uroczystym zamknięciu Świętych Drzwi przekazał ten krzyż młodzieży. – Ponieście go na cały świat jako znak miłości, którą Pan Jezus umiłował ludzkość, i głoście wszystkim, że tylko w Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym jest ratunek i odkupienie – powiedział.

Posłuchali. Krzyż – odtąd nierozerwalnie związany ze Światowymi Dniami Młodzieży – ruszył w świat. Wędrował po Europie, dotarł do obu Ameryk, Azji, Afryki i Australii. Był obecny podczas wszystkich Światowych Dni Młodzieży.

Ostatnie ŚDM

• 1993 – Denver • 1995 – Manila • 1997 – Paryż • 2000 – Rzym • 2002 – Toronto • 2005 – Kolonia • 2008 – Sydney • 2011 – Madryt • 2013 – Rio de Janeiro • 2016 – Kraków

Co pozostało?

Gdy przed czterema laty pisałem, że organizacja Euro nad Wisłą przy tym, co wydarzy się w Polsce w 2016 r., była jak „101 dalmatyńczyków” przy megaprojekcji pełnej, reżyserskiej wersji „Władcy pierścieni”, niektórzy zarzucali mi, że przesadzam. Na piłkarskie święto zjechali kibice z 16 krajów Starego Kontynentu, a w mistrzostwa zaangażowane były jedynie cztery miasta Polski. Już w pierwszym tygodniu ŚDM goście z niemal 200 krajów świata trafili do wszystkich polskich diecezji. Kościół zdał organizacyjny egzamin, a dewiza „czym chata bogata” nie pozostała jedynie zakurzoną ludową maksymą. Uczestnicy ŚDM w pierwszym tygodniu pobytu spali przede wszystkim u polskich rodzin.

Czuwanie w Brzegach zgromadziło dwumilionowy tłum, a koncert uwielbienia, na którym cześć Bogu oddawała pierwsza liga artystów, okazał się największym tego typu wydarzeniem w Europie.

Jakie są owoce modlitewnego szturmu nad Wisłą? Czy można je już odnaleźć i opisać? Duchowe owoce dojrzewają powoli, pamiętajmy o tym.

Zdumiewało mnie to, że dwa tygodnie, w czasie których do Polski zjeżdżali katolicy ze wszystkich kontynentów, były czasem, gdy o Kościele nie pisało się źle. Nawet znane dotąd z czarnowidztwa portale zamilkły i zajęły się relacją z tego święta radości. Tylu pięknych, młodych zakonnic nie pokazywała dotąd żadna telewizja.

Hasło o wstaniu z wygodnej kanapy stało się już duszpasterskim programem pracy z młodymi. Jak zadziałało w życiu?

– Wszystkie dzieła, które powstają po spotkaniu, są wprost proporcjonalne do pracy, jaką wykonały diecezje na etapie przygotowań – nie ma wątpliwości ks. Grzegorz Suchodolski, były dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży, a dziś proboszcz siedleckiej katedry. – Niektóre wykonały kapitalną robotę: duszpasterzom na poziomie dekanatów czy parafii udało się zebrać młodzież, przyciągnąć ją, zapalić. Teraz to owocuje. Ziarno zostało zasiane, teraz musi zacząć kiełkować. Mamy kilka lat, by to zweryfikować.

ŚDM były zapalnikiem, bodźcem dla wielu ewangelizacyjnych inicjatyw. – Zaczęło się od Światowych Dni Młodzieży. Wtedy wyszyliśmy na ulice po raz pierwszy. Miałem poczucie, że jeśli po ŚDM schowamy się do kościoła, przegramy czas, który dał nam Pan Bóg – opowiada ks. Waldemar Maciejewski, moderator diecezjalny Ruchu Światło–Życie w archidiecezji katowickiej. – Pierwsze odkrycie? Ludzie chcą słuchać. Naprawdę. Mamy w głowie gotowe scenariusze: wyjdziemy, a ludzie będą nas obojętnie mijali. Nic podobnego! Mam doświadczenie, że chcą słuchać o tym, że są kochani przez Boga. Widzę to za każdym razem, a na ulice wychodzimy regularnie.

Paraliżujący lęk

Radosne święto młodzieży nad Wisłą było wydarzeniem kruszącym paraliżujący lęk. Pamiętacie psychozę, jaka towarzyszyła imprezie? Napędzała ją medialna histeria. Nic dziwnego: 26 lipca zamordowano we Francji ks. Jacques’a Hamela.

– Po ŚDM rozmawiałem z grupą Włochów. Zdziwiłem się, gdy opowiadali, że pierwszymi zdjęciami, które wysyłali do domu po przylocie, nie były ani fotografie Wawelu, ani Łagiewnik, tylko selfie z patrolami policji, a fotki były podpisane: „Mamo, jestem bezpieczna”. To pokazuje, jaki panował klimat, jak trudne decyzje zapadały w domach tych młodych – wspomina ks. Suchodolski. – Dzięki Bogu okazało się, że było to bardzo bezpieczne spotkanie. Ufaliśmy partnerom ze strony rządowej i państwowej.

– Dopadł mnie Bóg i pozwolił realizować najskrytsze pragnienia. Dzięki pracy nad hymnem ŚDM odkryłem swoje powołanie. Zrezygnowałem z pracy w kancelarii notarialnej i zakładania własnej. Skupiłem się na muzyce – opowiadał przed trzema laty Kuba Blycharz. Dziś nikomu nie trzeba przedstawiać jego znakomitego projektu niemaGOtu. Zespół jest nieustannie w trasie.

Na trwającym właśnie spotkaniu w Panamie Polacy są najliczniej reprezentowanym narodem Europy. Za ocean poleciało ok. 3,5 tys. pielgrzymów z Polski, w tym niemal 100 wolontariuszy. A wyjazd był naprawdę drogi, bo szacunkowy koszt udziału w spotkaniu młodych wraz z lotem za ocean wynosił ok. 8,5 tys. zł. Krajowe biuro ŚDM dba o zapewnienie młodym znad Wisły bezpiecznego pobytu i ściśle współpracuje z Ministerstwem Spraw Zagranicznych oraz Ambasadą RP w Panamie. Organizatorzy spodziewają się, że w wydarzeniach centralnych młodym będzie towarzyszyć ok. 900 biskupów i 200 kardynałów z całego świata. Spotkanie relacjonowane jest przez ok. 4 tys. dziennikarzy.

Po wielu latach organizacji Światowych Dni Młodzieży okazało się, że są one nie tylko gigantyczną akcją promocyjną (z danych Hiszpańskiej Izby Turystyki wynikało, że aż połowa uczestników spotkania w Madrycie deklarowała, iż niebawem wróci do stolicy Hiszpanii), ale przede wszystkim wydarzeniem duchowym budzącym z letargu gospodarza imprezy.

– Każde Światowe Dni Młodzieży to szczególna okazja, byśmy mogli doświadczyć tajemnicy Kościoła powszechnego, uczyli się dzielić wiarą – podsumowuje bp Henryk Tomasik, przez lata zaangażowany w przygotowanie tych gigantycznych międzynarodowych spotkań. – To zresztą klucz do zrozumienia Jana Pawła II, który uczył, że wiara mnoży się, wzrasta, gdy dzielimy się nią z innymi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji