Nowy numer 41/2019 Archiwum

Kościół nie jest prywatny

Lewica buduje obraz Kościoła na podstawie stereotypów, stąd jest on daleki od rzeczywistości.

Środowiska lewicowe w Polsce stawiają Kościołowi katolickiemu szereg poważnych zarzutów. Reakcją na te oskarżenia jest najczęściej ich odrzucenie bez odniesienia się do warstwy merytorycznej, przy odgórnym założeniu, że ich celem jest zniszczenie Kościoła. Choć byłoby naiwnością twierdzić, że nie jest tak zbyt często, powinniśmy podejmować trud zrozumienia ich sposobu myślenia, dialog i dyskusję. Wynika to z ewangelicznego przykazania miłości, a także z nadziei, że być może będziemy w stanie przekonać oponentów do swoich racji, ale też zrozumieć ich punkt widzenia.

Okazją do takiego dialogu była konferencja „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?”, którą zorganizowała w Warszawie Fundacja Służby Rzeczpospolitej. Po wysłuchaniu jej rodzi się kilka refleksji.

W świecie stereotypów

Lewica buduje obraz Kościoła w Polsce na podstawie fałszywych przesłanek. Reprezentatywne dla tego zjawiska są poglądy, jakie podczas dyskusji wyrażało dwóch przedstawicieli lewicy: red. Adam Szostkiewicz z tygodnika „Polityka” oraz red. Jakub Bierzyński z domu mediowego OMD, doradca Roberta Biedronia.

Uważają oni, że Kościół w Polsce dąży do stworzenia państwa wyznaniowego, wykorzystując do tego prawicowy rząd. Doszło wręcz do „sojuszu tronu i ołtarza”, w którym za poparcie obecnej władzy Kościół dostaje pieniądze i uprzywilejowaną pozycję w państwie. Padła nawet kwota 2,5 mld złotych z budżetu dla instytucji kościelnych. Kościół, wykorzystując państwo, próbuje narzucić swoje wartości niekatolikom, stosując do tego przemoc w sferze symbolicznej – chodzi o symbole religijne w przestrzeni publicznej.

Stawiając zarzut, że Kościół popiera obecny układ rządzący, lewica – i szerzej: opozycja – wprost domaga się od biskupów, aby zajęli stanowisko w sporach politycznych, krytykując obóz władzy. I tak na przykład przedstawiciele lewicy obecni na konferencji postulowali, aby Kościół wystąpił w obronie demokracji i praworządności, która jest według nich zagrożona, a nawet bronił europejskich wartości, którym aktualna władza ma się sprzeniewierzać, i wypowiedział się na temat konieczności obecności Polski w UE.

Porozmawiajmy o faktach

Paradoksalnie zjawiska w relacjach państwo–Kościół, które krytykują środowiska lewicowe, występują, tyle że ich interpretacja jest nietrafiona.

To prawda, że duchowni często pochlebnie wyrażają się o obecnej władzy. Jednak twierdzenie, że wynika to ze wsparcia materialnego, jakie od obozu rządzącego otrzymują, jest trywialne. Owszem, są przypadki, gdy taki proces ma miejsce, jednak relacje Kościoła katolickiego z polskim państwem w żadnym razie nie sprowadzają się do bezkrytycznego wspierania za pieniądze.

Jeśli prześledzimy wypowiedzi biskupów w sprawach społecznych, zauważymy, że bardzo pozytywnie odnoszą się oni do tych działań władzy, które są realizacją moralnego i społecznego nauczania Kościoła. Przede wszystkim chodzi o opiekę nad dziećmi, rodziną, walkę z biedą i niesprawiedliwościami społecznymi. Jednocześnie episkopat krytykuje obecny rząd za odmowę przyjęcia imigrantów. Niemalże w każdym komunikacie z zebrania plenarnego twardo upomina się, aby obóz rządzący zakazał aborcji. Przewodniczący episkopatu poparł weta prezydenta wobec ustaw sądowych, uznając, że proponowane rozwiązania naruszają zasadę trójpodziału władzy, która jest wartością popieraną przez katolicką naukę społeczną. Rzecznik episkopatu skrytykował też nową ordynację wyborczą do Parlamentu Europejskiego przygotowaną przez obecny rząd.

Podawane przez lewicę kwoty środków publicznych, które otrzymuje Kościół, są niewiarygodne i nie wiadomo, na podstawie jakich danych zostały obliczone. Z raportu KAI, która przeprowadziła szczegółową analizę, wynika, że można mówić o 500 mln zł rocznie i każda złotówka z tego podlega rozliczeniu. Do tego działalność instytucji kościelnych na rzecz społeczeństwa można by oszacować na kilka miliardów złotych. Warto też mieć świadomość, że środki z budżetu państwa były przeznaczane dla podmiotów kościelnych także za innych rządów, z poprzednim obozem władzy na czele. Modne jest odwoływanie się do standardów europejskich. Uczestniczący w debacie prof. Sławomir Sowiński podkreślił, że Kościół w Polsce otrzymuje jedną z najmniejszych dotacji państwowych w krajach unijnych, a w niektórych z nich księża dostają od państwa nawet pensje.

Oczywiście naiwnością byłoby twierdzenie, że duchowni nie mają sympatii partyjnych i czasem właśnie ze względu na nie, a nie na nauczanie Kościoła, wzywają wiernych do głosowania na konkretne ugrupowanie. Tyle że taka postawa jest coraz bardziej marginalna i księża są za nią przez przełożonych upominani.

Nie bądźmy naiwni

Wysuwając postulaty na temat obecności Kościoła w polityce, lewica i część opozycji popadają w sprzeczność. Z jednej strony za skandal uważają wypowiedzi duchownych chwalące jakieś działania obecnego rządu, z drugiej chcą, aby episkopat poparł ich postulaty. Takie oczekiwania przeciwników rządu ujawniają, że nie chodzi im o nieupolitycznianie Kościoła, lecz krytykują go, ponieważ nie popiera ich postulatów.

Biskupi nie działają w próżni. Doskonale zdają sobie sprawę z ostrego sporu cywilizacyjnego, jaki toczą z Kościołem lewica i liberałowie. Polska też jest areną tego sporu. Dlatego trudno oczekiwać, aby w imię wyimaginowanej sterylności w relacjach państwo–Kościół, która dla lewicy oznacza wykluczenie głosu Kościoła z życia publicznego, atakował on rząd, który w tym sporze stoi po stronie wartości chrześcijańskich, nawet jeśli często tylko deklaratywnie. Warto sobie uświadomić, że kolejne siły polityczne, które mają szanse na zdobycie władzy, otwarcie deklarują, że po objęciu rządów wyrugują Kościół ze sfery publicznej.

Wśród oczekiwań wobec Kościoła, jakie padały na konferencji, pojawił się postulat, aby zajął on stanowisko w sprawie naszej obecności w UE i jej przyszłości. Jak najbardziej jest on godny poparcia. W obecnej sytuacji, gdy UE odchodzi od wartości, które ją tworzyły, łamie podstawowe zasady konstytuujące ją, np. swobodny przepływ usług, a przede wszystkim gdy odrzuca chrześcijańskie wartości, na jakich starali się ją ustanowić jej ojcowie założyciele, głos Kościoła byłby bardzo ważny.

Kościół w przestrzeni publicznej

Rodzi się pytanie, czy w ogóle jest możliwe znalezienie jakiegoś kompromisu z lewicą w kwestii obecności Kościoła w życiu publicznym. Odpowiedź jest prosta, ten kompromis został zapisany w naszej konstytucji i konkordacie. Wbrew twierdzeniom lewicy Kościół go respektuje. Na marginesie warto zwrócić uwagę, że ci, którzy domagają się wypowiedzenia konkordatu, jednocześnie są wielkimi obrońcami konstytucji, choć oba dokumenty w identyczny sposób opisują relacje państwo–Kościół.

Uwzględniając jednak lewicową wrażliwość, a nie dążenia do zniszczenia Kościoła, należy zauważyć, że część ich postulatów zasługuje na uwagę. Na przykład oczekiwanie, aby Kościół łagodził obecny spór, przeciwstawiał się agresji, stwarzał przestrzeń do dialogu.

Wątek ten rozwinęła była premier i ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Hanna Suchocka. Podkreśliła konieczność wskazania aktualnych sfer dobra wspólnego i dyskusji na najważniejsze dla Polski tematy. W takiej debacie Kościół ma do odegrania zasadniczą rolę, choć lewica stara się jego autorytet podważyć. Wśród tych sfer dobra wspólnego Hanna Suchocka wymieniła na przykład problem praworządności. Choć jej zdaniem działania obecnego rządu podkopują państwo prawa, uważa, że debata z politykami, według których to brak reform wymiaru sprawiedliwości jest powodem kryzysu państwa, byłaby jak najbardziej pożądana. Kościół na pewno jest tą instytucją, która może stworzyć dla takiej debaty przestrzeń. Tyle tylko, że główni aktorzy sceny politycznej nie są taką formułą zainteresowani, dominuje bowiem logika partyjnego sporu, w którym nie ma miejsca na pojednawczą rolę Kościoła. Nie jest to jednak jego wina.

W jaki sposób więc Kościół ma być obecny w przestrzeni publicznej? Jasno wyłożył to podczas konferencji ­prof. ­George Weigel, wybitny amerykański teolog. Powołując się na nauczanie Jana Pawła II, stwierdził, że Kościół XXI wieku nie może być Kościołem prywatnym, który wycofuje się z przestrzeni publicznej. Takie żądanie „jest niedemokratyczne, ponieważ odmawia wielu obywatelom prawa wniesienia do życia publicznego najgłębszego źródła ich przekonań moralnych”. Nieśmy więc wiarę w życie publiczne.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL