Nowy numer 50/2018 Archiwum

Widmo „dobrej zmiany” krąży po świecie?

Może Trump, Kaczyński, Orban, Salvini czy Bolsonaro to nie wypadki przy pracy, ale przedstawiciele głębokiej zmiany w polityce.

Co się stało z Brazylią? To pytanie zadają sobie liberalne elity tego kraju po spektakularnym sukcesie w pierwszej turze wyborów prezydenckich uważanego za populistę Jaira Bolsonaro. Ale podobne pytania – „co się stało z Polską, USA, Włochami, etc.” – można było usłyszeć po sukcesach Kaczyńskiego, Trumpa czy Salviniego. Wygląda na to, że jak huragan przez kolejne państwa demokratyczne przetaczają się lokalne wariacje „dobrej zmiany”. Gdzieniegdzie, jak we Francji czy Niemczech, jeszcze przegrywają wybory. Ale gdzie indziej, jak we Włoszech czy USA, już dzierżą władzę.

Trump, Bolsonaro czy Kaczyński obrzucani są przez przeciwników w swoich krajach podobnym zestawem kalumnii. Populizm, nacjonalizm, rasizm, faszyzm, seksizm czy homofobia. Świadczyć to może o tym, że wszyscy ci politycy, choć bardzo się od siebie różnią, mają ze sobą coś wspólnego. Tym czymś może być np. stawianie interesu swojego kraju na pierwszym miejscu. Hasło „America first” rozbrzmiewa w lokalnych wariantach. Wydaje się chyba oczywiste, że przywódca państwa stawia dobro swoich rodaków na pierwszym miejscu. Ale okazuje się, że za taką postawę można zostać nazwanym faszystą.

Trump czy Kaczyński są określani też mianem "wypadków przy pracy". Mieli oni ze swoimi ideami pozostać na marginesie. A doszli do władzy. I badania opinii społeczeństw przez nich rządzonych wskazują, że mają szanse zostać u władzy całkiem długo. Za to dużo gorzej wśród rodaków wypada ten, który miał być odtrutką na francuską „dobrą zmianę”, czyli Emmanuel Macron. Możliwe, że dzieje się tak dlatego, że Trump czy Kaczyński zrealizowali dużo więcej swoich obietnic niż obecny prezydent Francji.

PiS określił swoje rządy mianem „dobrej zmiany”. I słowo zmiana dobrze opisuje to, co dzieje się teraz w wielu demokracjach na świecie. Oczywiście ta zmiana ma często inny charakter w poszczególnych krajach. Inny jest Trump, inny Orban, inny Kaczyński. Ale tak samo różniły się od siebie lokalne warianty liberalizmu, konserwatyzmu czy socjalizmu. Może w tym właśnie tkwi sukces „dobrych zmian”. Nie ma jednego wzoru rządzenia dla wszystkich narodów, jak by tego chciało wielu liberałów. Jedyną naprawdę dobrą receptą na dobre rządy jest słuchanie rządzonych przez rządzących. Jeśli ludzie uważają, że tak robią Trump czy rząd PiS, ich rządy mogą na trwałe zmienić swoje kraje.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • s
    13.10.2018 17:05
    Szanowny Panie! Proszę nie odwracać kota ogonem. Bo to nie hasło "America first" budzi taki sprzeciw, lecz to, co za nim stoi. I właśnie często nie jest to „interes własnego kraju”, jak to Pan pięknie ujął. Na przykład jedna z najdonioślejszych decyzji owego Prezydenta, podminowywanie ogólnoświatowych traktatów o redukcji CO2, jest zdecydowanie wbrew temu interesowi. (Udało się wypracować porozumienie między wszystkimi krajami, łącznie z ChRL, ale USA po wyborach stanęły okoniem). Służy tylko grupce przedsiębiorców, od lat związanych z Partią Republikańską. Cóż, taki „patriotyzm” i takie „America first”…
    doceń 15
  • 8080
    13.10.2018 18:33
    Wypadek przy pracy? Zdarza się najczęściej z winy nieudolnego, nie przestrzegającego zasad, niesubordynowanego i niekompetentnego pracownika. A także takiego co "kombinuje na lewo", chce coś kosztem firmy "zaoszczędzić" i w portkach wynieść do domu, albo też w strachu przed tak samo pazernym i niefachowym pracodawcą wykonuje jego idiotyczne i prowadzące do katastrofy polecenia. Wypisz wymaluj nasz i "zagramoniczny" ESTABLISZMĘT. Pisownia zamierzona, proszę nie poprawiać. Nagrabili sobie, to niech się nie dziwią. Ludzie nie są tak głupi jak przypuszczali, i swój instynkt zachowawczy też posiadają.
    doceń 2
  • MB
    14.10.2018 09:37
    I tak trzymać brawo jeszcze może świat się otrzasnie
  • Bezimienny
    15.10.2018 17:22
    Zasadniczo się z autorem zgadzam. I z tymi, którzy komentują w ten sposób, że świat zaczyna się otrząsać z głupoty. Tak, też tak sprawy postrzegam. Może mi się ten czy ów przywódca w jakimś konkretnym działaniu nie podobać, ale ci, którzy rządzili dotąd, a społeczeństwa mieli za durniów, nie podobali mi się w wielu sprawach. Nie podoba mi się, kiedy przywódcy kierowani są jakąś "niewidzialną ręką", która za nic ma głos społeczeństwa, a występuje po stronie jakichś marginalnych liczebnie, za to wpływowych lobby.


    Co do komentarza Jurka.... Straszenie narodowym socjalizmem czy faszyzmem ma oczywiście sens, bo historie lubią się powtarzać. Trzeba jednak w końcu zauważyć, że takie postawy nie biorą się znikąd. I że grunt pod ich powstawanie bierze się z przeświadczenia niektórych polityków, że mądrzejsi głupiego ludu nie tylko nie potrzebują słuchać, ale mogą nim gardzić. No i po drugie nie sposób nie zauważyć, że podkreślanie wagi narodu to przeciwwaga dla tych, którzy twierdzą że obyczajami tego narodu można gardzić w imię budowania lepszej, internacjonalistycznej przyszłości.

    Co do komentarza S, o podminowywaniu światowych traktatów... Mam pytanie: jakie limity emisji CO2 mają Niemcy, Jakie Francja, Jakie Hiszpania, a jakie Polska? I jak to wypada w przeliczeniu na jednego mieszkańca? Bo te traktaty dawniej (nie wiem czy ostatnio) były tak konstruowane, że blokowały rozwój krajom mniej rozwiniętym zapewniając dominująca pozycję tych, którzy rozwijali się na żadną emisję CO2 nie zważając. I nie myślę tu o USA, ale o krajach Europy Zachodniej...
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.