Nowy numer 3/2021 Archiwum

Sierpień, który zakończył Wiosnę

50 lat temu wojska Układu Warszawskiego najechały Czechosłowację, zmieniając historię Europy. Świat przekonał się, że komunizm jest systemem niereformowalnym i jedyne, co można zrobić, to go obalić.

Praska Wiosna, jak przyjęło się nazywać okres 7 miesięcy reform i przemian, jakie miały miejsce w Czechosłowacji od stycznia do sierpnia 1968 r., była w istocie spóźnioną destalinizacją, która wymknęła się partyjnemu kierownictwu spod kontroli. Czechosłowacja nie przeszła przełomu w 1956 r. i stalinowska ekipa rządziła tam bez większych zmian do połowy lat 60. Dopiero w końcu 1962 r. usunięto z centrum Pragi ogromny pomnik Stalina. Nikt się jednak nie spodziewał, że wybór nowego I sekretarza Komunistycznej Partii Czechosłowacji (KPCz) będzie miał tak daleko idące konsekwencje. Alexander Dubček, Słowak z komunizującej jeszcze przed wojną rodziny, całe życie był funkcjonariuszem partyjnym. Nie pragnął obalać systemu komunistycznego, a jedynie nadać mu, jak się wyraził, „ludzką twarz”. Zniósł cenzurę, wypuścił więźniów politycznych, wprowadził pewien pluralizm polityczny, dopuścił do rozmów o liberalizacji gospodarki i większym otwarciu się na Zachód. Pojawiła się także szansa na zmianę stalinowskiej polityki wyznaniowej – rozwiązano kontrolowany przez bezpiekę ruch pokojowego duchowieństwa, zezwolono na powrót do diecezji biskupów oraz reaktywowanie kilku zgromadzeń zakonnych. Nie podważano jednak żadnych pryncypiów ustrojowych ani obecności Czechosłowacji w Układzie Warszawskim, co zrobiło węgierskie kierownictwo w 1956 roku.

Jednak dla sowieckiego kierownictwa oraz szefa partii Leo­nida Breżniewa wydarzenia w Czechosłowacji oznaczały bunt. Komunizm z „ludzką twarzą” był dla nich ideową zdradą i kontrrewolucją, której tolerowanie zagrażało spoistości całego bloku wschodniego. Kwestią czasu było więc, kiedy „mróz przyjdzie ze Wschodu”, jak opisał to w pamiętnikach Zdeněk Mlynář, jeden z przywódców Praskiej Wiosny.

Ukraińskie tło

Mało znanym kontekstem decyzji podjętej przez sowieckie kierownictwo w 1968 r. było powiązanie reform w Pradze z wydarzeniami na Ukrainie. Najbardziej prosowiecko nastawionym członkiem władz politycznych Czechosłowacji był Vasil Bil’ak, Rusin ze wschodniej Słowacji, który utrzymywał nieoficjalne kontakty z Petrem Szełestem, I sekretarzem Komunistycznej Partii Ukrainy. Ta dwójka w lipcu 1968 r. zaczęła rozmawiać o „bratniej pomocy” i sposobach jej legalizacji. Bil'ak obiecał Szełestowi, że znajdzie grupę towarzyszy, którzy podpiszą się pod apelem do sowieckiego kierownictwa. Słowa dotrzymał. Tuż przed inwazją w sowieckiej prasie ukazał się niepodpisany list kilku członków kierownictwa KPCz, którzy zwracali się do sowieckiego kierownictwa z prośbą o niezwłoczną pomoc, łącznie z użyciem sił zbrojnych. W liście użyta była formuła o „bratniej pomocy”, którą później posługiwała się propaganda w krajach komunistycznych. Po 1989 r. okazało się, że list podpisało 5 działaczy reprezentujących stalinowskie skrzydło we władzach KPCz, wśród nich Bil’ak. Wszyscy mieli odgrywać także w późniejszych latach ważną rolę polityczną w Czechosłowacji.

Breżniew jednak nadal się wahał. Do użycia siły namawiali go przywódcy Polski i NRD. Władysław Gomułka niedawno uporał się z buntem studenckim i niepokojami w całym kraju, ale wiedział, że nieznani sprawcy piszą na murach „Cała Polska czeka na swego Dubczeka”. Walter Ulbricht, choć zbudował mur, odgradzając Berlin Wschodni od Zachodu, obawiał się, że znaczna część społeczeństwa chętnie poszłaby drogą zaproponowaną przez Pragę. Do wstrzemięźliwości natomiast namawiał Kreml szef węgierskich komunistów János Kádár. Po okresie brutalnych represji i stłumieniu powstania w 1956 r., w latach 60. zmienił kurs, próbując eksperymentów gospodarczych. Przeciwna interwencji była Rumunia. Jej dyktator Nicolae Ceaușescu stawiał wówczas na Zachód i obawiał się, że jego kraj może być kolejnym, któremu Moskwa zechce udzielić „bratniej pomocy”.

W sowieckim kierownictwie do interwencji parł przewodniczący KGB Jurij Andropow. W raportach kreślił wizję kontrrewolucji w Pradze, do której lada moment wejdą amerykańskie wojska. Na interwencję naciskał także Szełest. Sprzyjał wprawdzie renesansowi języka ukraińskiego oraz narodowej kultury, ale obawiał się, że wydarzenia w Czechosłowacji będą inspirować inteligencję ukraińską do stawiania podobnych postulatów. Szczególny niepokój w Kijowie budziły kwestie wyznaniowe. W Czechosłowacji odradzał się Kościół greckokatolicki, brutalnie zniszczony w kwietniu 1950 r. podczas pseudosoboru w Preszowie, który zdecydował o przyłączeniu ponad 300 tys. wiernych tego Kościoła do rosyjskiego prawosławia. 13 czerwca 1968 r. rząd Czechosłowacji zdecydował o legalizacji Kościoła greckokatolickiego, co wywołało krytyczne reakcje w Moskwie i Kijowie. Obawiano się, że z podobnym postulatem wystąpią grekokatolicy na Ukrainie, zdelegalizowani po wojnie. Z pewnością strach przed „ukraińskim nacjonalizmem”, rozbudzonym w wyniku wydarzeń w Czechosłowacji, był jednym z powodów decyzji o siłowym przerwaniu Praskiej Wiosny.

Operacja „Dunaj”

Sowieckie przygotowania do inwazji zakończono w lipcu i wówczas zaczęła się koncentracja wojsk Układu Warszawskiego w pobliżu granic Czechosłowacji. W Warszawie taka decyzja zapadła w połowie sierpnia. W nocy 20 sierpnia 1968 r. o godz. 23. rozpoczęła się operacja „Dunaj”, gdyż taki kryptonim sowieccy sztabowcy nadali agresji na Czechosłowację. Kraj został najechany przez siły liczące ponad 250 tys. żołnierzy oraz 6500 czołgów, głównie sowieckich (25 dywizji) oraz Ludowego Wojska Polskiego (4 dywizje). Łącznie w polskim kontyngencie służyło 25 tys. żołnierzy, dysponował on blisko 650 czołgami. W agresji wzięła udział także dywizja węgierska wspierana przez pułk bułgarski, która zajęła północną Słowację. W ostatniej chwili zatrzymane zostały dwie dywizje pancerne Armii Ludowej NRD, zmierzające w rejon Sudetów, ponieważ uznano to za zbyt jaskrawą paralelę do wydarzeń sprzed 30 lat.

Armia czechosłowacka (liczyła ok. 150 tys. żołnierzy) otrzymała rozkaz, aby nie walczyć z agresorami i pozostała w garnizonach. Jednak w kilku miejscach doszło do starć i walk ulicznych, m.in. w Pradze i Bratysławie, głównie w rejonie rozgłośni radiowych, bronionych przez cywilów, uzbrojonych w koktajle Mołotowa. W ciągu pierwszych trzech dni agresji w starciach zginęło blisko 100 Czechów i Słowaków, a ponad 500 odniosło rany. Zginęło także 11 sowieckich żołnierzy, a 87 było rannych. Straty poniósł także polski kontyngent, w różnych okolicznościach zginęło 10 żołnierzy. Agresję zalegalizowano, porywając do Moskwy kierownictwo polityczne Czechosłowacji. Po serii rozmów na Kremlu przywódcy Czechosłowacji zgodzili się 26 sierpnia 1968 r. podpisać tzw. moskiewski protokół. Wycofali się w nim z wielu kluczowych reform i wyrazili zgodę na stacjonowanie wojsk sowieckich w Czechosłowacji. Kilka miesięcy później Dubček został pozbawiony wszelkich funkcji partyjnych i państwowych. Zastąpił go inny Słowak, Gustáv Husák, człowiek o bogatej biografii politycznej – przedwojenny komunista, po wojnie oprawca stalinowski, a w latach 50. więzień polityczny. Jako prezydent rządził Czechosłowacją do grudnia 1989 r. i odszedł w niesławie. W tym samym czasie Dubček stał się jedną z twarzy wielkich demonstracji, które obaliły komunizm w Czechosłowacji. Zarówno wtedy, jak w 1968 r., tłumy słuchały, jak Marta Kubišová śpiewa „Modlitwę za Martę”, nieformalny hymn Praskiej Wiosny.

Każdy zapłacił swoją cenę

Brutalne zdławienie Praskiej Wiosny zmieniło bieg historii. Największą cenę za to zapłacili Czesi i Słowacy, którzy masowo uciekali na Zachód, porzucając jakąkolwiek nadzieję na zmianę sytuacji w swoim kraju. W kraju tylko nieliczni kontynuowali opór, większość pogodziła się z sytuacją, uciekając w życie prywatne, małą stabilizację i korzystając z poprawy sytuacji materialnej, która nastąpiła w połowie lat 70. Nowe kierownictwo wycofało się ze wszystkich reform, także w polityce wyznaniowej. Jednocześnie zmiany ustrojowe, jakie wówczas się dokonały (Czechosłowacja stała się federacją), uruchomiły procesy odśrodkowe, które po 1989 r. doprowadziły do powstania suwerennych Czech i Słowacji.

Stolica Apostolska miękko protestowała przeciwko agresji. Papież Paweł VI przebywał wówczas w podróży apostolskiej w Kolumbii, a po powrocie starał się jedynie o stworzenie większej przestrzeni wolności dla czeskich i słowackich katolików. Nie przyniosło to większych rezultatów. Zachód szybko pogodził się z faktami i protestował jedynie werbalnie. Ale nawet dla członków bardzo wówczas silnych we Francji i Włoszech partii komunistycznych agresja na Czechosłowację oznaczała kres jakichkolwiek złudzeń, że możliwa jest pokojowa ewolucja komunizmu. Wydarzenia te były także lekcją dla krajów bloku wschodniego. Słowa Breżniewa skierowane do kierownictwa KPCz: „Nie możemy zgodzić się na to, aby wrogie siły zawróciły wasz kraj z drogi socjalizmu i spowodowały niebezpieczeństwo odłączenia się Czechosłowacji od wspólnoty socjalistycznej”, uświadamiały, gdzie kończy się tolerancja Moskwy dla wewnętrznych reform. Pozornie zwycięzcą tego starcia był Związek Sowiecki, faktycznie jednak także ten kraj poniósł konsekwencje zdławienia Praskiej Wiosny. Breżniew, przerażony tym, do czego doprowadziła próba reform w Pradze, wstrzymał wszystkie zmiany u siebie. Związek Sowiecki pogrążył się w zastoju, którego nieudaną próbą przełamania była pieriestrojka Gorbaczowa z finałem w postaci rozkładu komunistycznego imperium.

Wielu obywateli Czechosłowacji za wsparcie Praskiej Wiosny zapłaciło zepchnięciem na margines, przerwaniem karier zawodowych, rozłąką z bliskimi. W różnej formie represjonowano kilkadziesiąt tysięcy ludzi, pozbawiając ich pracy albo zakazując zatrudnienia w dotychczasowym zawodzie. Wśród nich był także Henryk Jasiczek, dziennikarz, poeta i pisarz z Zaolzia, ważny dla środowiska Polaków żyjących w Czechosłowacji. Podobnie jak większość kierownictwa Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego (PZKO) Jasiczek w 1968 r. wsparł nowe kierownictwo KPCz, do której należał od dawna. Udział polskich żołnierzy w stłumieniu Praskiej Wiosny odbierał jako osobistą tragedię i narodową zdradę, przeciwko czemu protestował. Nie zapomniały mu tego komunistyczne władze zarówno w Pradze, jak i w Warszawie. Jasiczek został wyrzucony z pracy, objęty zakazem publikacji w Czechosłowacji i w Polsce. Nie mógł także jeździć do Polski. Zmarł w samotności i opuszczeniu w grudniu 1976 r., a jego pogrzeb stał się milczącą manifestacją pamięci o nim i sprawie, której służył.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się