Nowy numer 42/2018 Archiwum

Mamy to!

Ebola pojawiła się znowu, teraz w Demokratycznej Republice Konga. Tym razem jednak zabójczemu wirusowi przyszło się zmierzyć w warunkach polowych z eksperymentalną szczepionką. Ta zwyciężyła. Już w połowie czerwca ostatni chorzy zwalczyli wirusa i opuścili szpitale.

O epidemiach gorączek tropikalnych mówiło się przed laty tylko w sezonie ogórkowym, bo mieszkańcy „pierwszego świata” często przejawiają wakacyjną fantazję odwiedzenia „świata trzeciego”. Gorączka krwotoczna wywoływana przez wirusa ebola ma najczęściej przebieg piorunujący i co najmniej w połowie przypadków śmiertelny. W czasach sprzed powstania wielkich metropolii w Afryce Subsaharyjskiej ograniczało to tworzenie się ognisk epidemicznych. Po prostu chory człowiek (który zarażał się np. poprzez konsumpcję skażonego surowego mięsa małpy) umierał w dżungli, zanim dotarł do jakichkolwiek siedzib ludzkich. Epidemia pochłaniała więc kilkadziesiąt ofiar i po kilku dniach znikała z czołówek gazet.

Małpy i nietoperze

Sytuacja zmieniła się, gdy w Afryce Zachodniej w 2014 roku wybuchła epidemia, która pociągnęła za sobą nie kilkadziesiąt ofiar, ale ponad 11 tysięcy zgonów i 28 tysięcy zakażeń. Ludzie na całym świecie wstrzymali oddech. Mimo że wprowadzono restrykcje na wszystkich lotniskach, zdarzały się zachorowania i zgony pochodzącego z Europy personelu medycznego, wystąpiły izolowane przypadki zawleczenia wirusa na terytorium USA, a epidemia szerzyła się dwa lata pomimo zmasowanych wysiłków WHO. Okazało się, że wirus przenoszą nie tylko małpy, chorujące jak ludzie. Są także nosiciele niechorujący. To kilka gatunków nietoperzy odżywiających się owocami.

Nikt chyba nie zapomni widoku kanclerz Angeli Merkel w stroju kosmity, pochylającej się w specjalnej izolatce nad cierpiącą na ebolę niemiecką pielęgniarką sprowadzoną do ojczyzny specjalnym transportem. Nie tylko zatem w murzyńskiej, ale i w globalnej wiosce nikt już nie był bezpieczny.

Najnowsza epidemia gorączki krwotocznej wywołanej przez wirusa ebola zaczęła się izolowanym przypadkiem 4 kwietnia br., by realnie wybuchnąć na początku maja. Do końca czerwca oficjalnie zanotowano ponad 60 przypadków choroby, z czego potwierdzono 53, w tym 29 zgonów. Epidemia szerzyła się w regionie Iboko, Bikoro i Wangata. Zarażeniu uległo 5 osób personelu medycznego, z czego zmarły dwie.

Epidemia znikła jednak tak szybko, jak się pojawiła. Ponad 2 tysiące osób, które kontaktowały się z chorymi, zakończyło już obligatoryjną 21-dniową kwarantannę. Ostatniego dnia czerwca nadal przechodziło ją 179 osób, dziś – już nikt.

Szczepionka w ataku

Nawet Peter Salama, szef programu WHO ds. specjalnych zagrożeń, nie spodziewał się, że tak koszmarnie zapowiadająca się epidemia nagle wygaśnie. Co zadziałało? Czyżby nowa szczepionka? Mowa o preparacie eksperymentalnym o nazwie rVSV-ZEBOV (lub V920). Szczepionkę tę, choć jest jeszcze niezarejestrowana, można stosować w przypadkach uzasadnionych „dla ratowania życia”. Preparat przeszedł już kliniczny chrzest bojowy dwa lata temu. W grudniu 2016 roku, czyli już po wygaszeniu epidemii zachodnioafrykańskiej, WHO ogłosiła wyniki badań klinicznych wykonanych dla tej szczepionki w Gwinei, kilka miesięcy wcześniej, gdy epidemia dogasała. Próby przeprowadzono na 12 tysiącach ochotników. W grupie zaszczepionej (6 tys. osób) nie wystąpiło ani jedno zachorowanie. W grupie kontrolnej, której nie poddano szczepieniu (pozostałe 6 tys. osób), choroba pojawiła się 23 razy.

16 maja br. pierwsze 4 tysiące dawek tej szczepionki wylądowało w Kinszasie. Jak poinformował Tedros Adhanom Ghebreyesus, dyrektor generalny WHO, preparat podano personelowi medycznemu i 382 wtedy zarejestrowanym osobom, które kontaktowały się z zarażonymi. Dlaczego od razu nie zaszczepiono większej grupy osób? Problemem były warunki polowe, z jakimi trzeba było się zmierzyć w Kongu. Samo rozwiezienie szczepionki z Kinszasy do regionów, gdzie zanotowano zakażenia, to jedno. Utrzymanie szczepionki przed podaniem w głębokim zamrożeniu (–60 do –80 st. C), co gwarantuje jej jakość, to drugie właściwie niemożliwe do spełnienia – w warunkach afrykańskiej prowincji – wymaganie. Jeśli jednak mimo tych poważnych problemów szczepionka zadziałała, jest to naprawdę krok milowy w walce z wirusem, który coraz bardziej zagrażał nam wszystkim. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji