Nowy numer 50/2018 Archiwum

Dar z kuferka

Choroba alkoholowa zabija. Ale jest ratunek. Na biesiadzie jest też i bigos, i nadzieja, że można z nałogu wyjść.

Piotr Kisielewicz wydaje dyspozycje, działa i biega. Jest w kilku miejscach jednocześnie, dowodzi zgraną grupą przyjaciół, w tym swoich synów. Nikt by chyba nie powiedział, patrząc na niego z boku, że ma poważne problemy kardiologiczne i kilka razy sprawną reanimacją darowano mu życie. To już ósmy raz, gdy Podlaska Biesiada Trzeźwości jest organizowana na terenie wasilkowskiej parafii NMP Matki Miłosierdzia. Jednak historia podlaskich spotkań trzeźwych alkoholików ma już ze dwadzieścia lat, prawie tyle, ile pan Piotr żyje nowym życiem. Bez alkoholu.

Początki

– Kiedy już przestałem pić, jeździliśmy z żoną i dziećmi modlić się do Lichenia, do Częstochowy… – opowiada pan Piotr z podlaskim zaśpiewem; nikt by nie uwierzył, że pochodzi z południa. Na Podlasiu mieszka od lat 80. zeszłego wieku. – Gdy już trzeźwiałem, zacząłem poważnie chorować. Byłem zmartwiony, że nie będę mógł daleko jeździć. Pomyśleliśmy z żoną, że może by zorganizować coś trzeźwościowego na miejscu? I tak to się zaczęło.

Napisał do burmistrza Wasilkowa. Ten się zgodził. Miejscowy proboszcz – również. Podczas dwóch dni biesiady jest czas na modlitwę, na spotkania z przyjaciółmi, na zabawę, na dobre jedzenie – w tym bigos podlaski, chleb na zakwasie i grochówkę, a także czas na refleksję, świadectwa, historie trzeźwienia, czyli zmiany całego życia. Bo trzeźwienie to totalna odmiana życia, zmiana myślenia, postrzegania siebie i świata. A nie tylko brak alkoholu.

– Myślę, że Pan Bóg, tam, na górze, miał mnie już dość. I zrobił ze mną fikołka – lekko uśmiecha się korpulentny pan Piotr, współzałożyciel Ruchu Abstynenckiego „Próg nadziei”. – Ja piłem latami. Próbowałem przestawać, a potem znów piłem. W tym czasie moja żona i dzieciaki, a mam ich sześcioro, próbowały mnie ratować. Prośbą, tłumaczeniem, nakłanianiem do terapii, modlitwą. Dzieci z żoną chodziły na pielgrzymki, Drogi Krzyżowe. W mojej intencji nosiły ze sobą kamyczki. Oj, góra tych kamyków się uskładała… Doprowadziłem się do stanu niemal agonalnego. Piłem, żeby się zapić. Dno dna. W tym strasznym stanie, gdy zabrakło alkoholu, zwlokłem się na nogi, żeby iść na melinę, kupić butelkę. W sieni spotkałem żonę… To było jak jakieś dziwne przebudzenie, jakby Ktoś to spotkanie wyreżyserował. Nie kłóciliśmy się. Nie krzyczeliśmy ani nawet nie milczeliśmy. Za to rozmawialiśmy ze sobą jak nigdy przedtem i nigdy chyba potem. Jakby nie było między nami bólu, mojego pohańbienia, jej rozpaczy, płaczu dzieci. Rozmawialiśmy w spokoju. Po tej rozmowie coś się przełamało. Poszedłem na leczenie. Nie wiedziałem jeszcze, że żona wtedy była na skraju. I zamiast ze mną rozmawiać, chciała mnie… zabić.

Góra z kamieni

Krystyna Kisielewicz – delikatna, subtelna, ale i konkretna. Wychowała sześcioro dzieci w czasach, gdy trudno było o wszystko. Musiała pracować zawodowo, bo mąż…

– Raz pracował, raz nie. Zresztą właśnie w zakładzie pracy się rozpił. Takie były wtedy realia, że wódka była do wszystkiego, od rana – mówi smutno. – Myślę, że gdyby nie modlitwa i Różaniec, nie wytrzymałabym tego. Miałam poczucie, że Ktoś jednak nad tym czuwa, że Ktoś ze mną jest. I lżej się od razu robiło, nawet w najtrudniejszych chwilach.

Pani Krystyna mówi z mocą, że gdy się ludzkimi sposobami walczy o trzeźwość, to po ludzku opadają ręce. Gdy się Bogu zawierzy, wszystko zaczyna się układać. Powoli, ale skutecznie.

– Przyszedł moment zupełnego załamania, gdy mąż pił na umór, a ja przestałam chyba już mieć nadzieję. Naprawdę chciałam wziąć nóż i go zabić… Żeby to jakoś przerwać.

Ale Ktoś był z nimi i czuwał. To wtedy spotkali się w tej sieni i zaczęli rozmawiać. Jakby między nimi nie było złego, tylko miłość. – Mąż poszedł na detoks. Przełomowa sprawa. A potem przeszedł terapię. Pojechaliśmy też do Matki Bożej Licheńskiej. I od tamtej pory nie wypił ani kieliszka – mówi pani Krystyna. – Zresztą tam, przed Jej obliczem, płakał jak dziecko. Wiedział jednak, że potrzebuje wsparcia w trzeźwym życiu: terapii, ludzi, którzy go wesprą. I wszystko to otrzymał.

Trzeba mieć odwagę

– Do tego, by w swoim miejscu zamieszkania mówić o tak trudnych doświadczeniach życiowych i dawać świadectwo, trzeba mieć wielką odwagę – mówi proboszcz wasilkowskiej wspólnoty ks. Zdzisław Karabowicz. – Zgodziłem się, by na terenie parafii odbywała się coroczna biesiada, bo widzę, że zawsze trzeba dać szansę człowiekowi, a to dobra inicjatywa i naprawdę zmienia serca. Przyjeżdżają do nas ludzie z całej Polski, chociaż oczywiście najwięcej osób z Podlasia. Modlą się, słuchają, otrzymują pomoc psychologa, terapeuty uzależnień.

Współuzależnieni też w Wasilkowie otrzymują wszechstronną pomoc. Po takim spotkaniu naprawdę można przemyśleć życie, pozbyć się balastu, odważyć się na terapię. Gdy obok są ludzie, którzy przeszli i przechodzą podobną drogę, łatwiej się otworzyć. Łatwiej porozmawiać też z miłą panią psycholog nie w czterech ścianach gabinetu, ale pod rozłożystym, obsypanym owocami drzewem mirabelki… Od takich rozmów często zaczyna się przemiana i właściwa praca.

– Piją niestety i młodzi – opowiada proboszcz. – Sięgają po alkohol, bo jest dostępny i modny. A imprezy tylko z piwem. Ale tego piwa leje się bardzo, bardzo dużo… Dlatego trzeba mówić młodym o szkodliwości picia. To taka nasza wspólna walka o przyszłość…

Na Drogę Krzyżową prowadzoną przez trzeźwych alkoholików przychodzą też osoby, które nigdy nie sięgnęły po kieliszek. Bo w ten sposób, modlitwą, jedni drugiego brzemiona niosą…

Trzeba mieć też odwagę, by powiedzieć: „Jestem trzeźwym księdzem alkoholikiem. Piłem. Doświadczyłem dna. Nawróciłem się. Walczę”. Taką odwagę ma ks. Leszek Marciniak, który na biesiadę, wraz z grupą trzeźwych alkoholików, przyjechał aż z diecezji gnieźnieńskiej. Podczas spotkania w Wasilkowie prowadził m.in. Drogę Krzyżową w kościele. Mocna modlitwa, mocne rozważania. O miłości małżeńskiej mimo wszystko. O walce o męża czy też o żonę. Bo przecież kobiety również piją. Może jest ich mniej, może bardziej się kryją. Ale też piją i bywa, że trudniej im z tego wyjść…

– Nie piję kilka lat, przeszedłem terapię – mówi ks. Marciniak. – Myślę, że o alkoholizmie wśród księży trzeba mówić otwarcie i nie zamiatać problemu pod dywan. A problem istnieje. Sam piłem ze swoimi parafianami albo i samotnie. O tak, samotność, brak wsparcia… To czynniki, które u księży wywołują chęć sięgania po kieliszek.

Decyzję, by ks. Leszek podjął leczenie, wymusiła na nim kuria. Jak dziś mówi – stracił parafię, zyskał trzeźwe życie i nawrócenie. I jest swojemu biskupowi bardzo wdzięczny. – Swoje nawrócenie i trzeźwienie zawdzięczam też wstawiennictwu ks. Jerzego Popiełuszki. To on mi pomógł w najtrudniejszych chwilach.

Dziś ks. Leszek posługuje nie tylko w Markowicach, ale też w przestrzeni wirtualnej. Codziennie rozmawia z alkoholikami i trzeźwiejącymi alkoholikami przez internet. Modli się za nich, błogosławi, odprawia Msze Święte. I dzieli się swoim doświadczeniem trzeźwienia z tymi, którzy są na początku drogi. Nikt nie zrozumie alkoholika tak, jak trzeźwy alkoholik…

Nie ogarniam

Na scenę wchodzi grupa muzyków. Przyjechali aż z Wielkopolski. Śpiewają o nadziei, o walce. O Bożej miłości. Lider grupy otwarcie przyznaje: piłem. Jestem trzeźwy. Można? Można. Z ludzką i Bożą pomocą.

Rozpoczyna się wspólny śpiew. I taniec jak modlitwa – w kręgu przyjaciół. Pan Piotr nadal dogląda wszystkiego. W biegu dodaje: – Ja tyle otrzymałem, że dla siebie o nic już nie proszę. Nie ogarniam tego, co od Boga dostałem. Nie ogarniam, dlaczego postanowił mnie ratować i dać nam szczęście. Mogę tylko dziękować i nieść to dalej… Kiedy jeden z lekarzy odratował mnie (po kolejnej reanimacji), powiedział: „Panie Piotrze, widać, że tu jeszcze ma pan coś do zrobienia”. No i mam!

Pani Krystyna kiwa głową: – Jesteś Bogu i ludziom winien, żeby ten dar, który dostałeś, oddać, dalej ponieść innym. Nie można takiego daru – trzeźwości, dobra ludzkiego, przebaczenia i miłości – zamknąć w kuferku. Nie można…•

« 1 »
oceń artykuł
  • w potrzebie....
    12.09.2018 21:53
    Proszę Was wszystkich o modlitwę. Mój tata pije na umór, brat też. Pomóżcie..... Dziękuję za piękne świadectwa i pocieszający artykuł.
    doceń 3
  • katolik
    17.09.2018 15:35
    Św. Piotr, pierwszy papież przestrzega:
    Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!!! 1P 5.8
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji