Nowy numer 3/2021 Archiwum

Zdążyć przed Trybunałem

W pośpiechu, nocą, lekceważąc zasady dobrej legislacji oraz obyczaje parlamentarne, PiS uchwalił kolejną nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym. Celem było domknięcie reform sądownictwa, zanim wypowie się o nich Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Przystępując do pospiesznej nowelizacji przegłosowanej zaledwie kilka miesięcy temu uchwały o Sądzie Najwyższym (dalej SN), PiS chciał na ostatnim przed wakacyjną przerwą posiedzeniu Sejmu przeprowadzić zmiany, które umożliwią szybkie uzupełnienie składu SN, a w konsekwencji wybór nowego I prezesa tego sądu. Profesor Małgorzata Gersdorf przerwała urlop i twierdzi, że na mocy kadencji, którą gwarantuje jej konstytucja, nadal jest I prezesem SN. Wspiera ją w tym przekonaniu obecny skład członkowski SN, który w czerwcu br. podjął uchwałę uznającą, że kadencja I prezesa SN trwa sześć lat, a więc w jej przypadku zakończyć się powinna w 2020 r. Pełniący obowiązki I prezesa SN sędzia Józef Iwulski, który miał być bytem pośrednim, akceptowanym czasowo zarówno przez prof. Gersdorf, jak i prezydenta Andrzeja Dudę, przestał być wartościowym substytutem w momencie, kiedy okazało się, że w stanie wojennym skazywał działaczy opozycji; na dodatek ma wyraźne kłopoty z pamięcią. Aby więc przyspieszyć wybór nowego I prezesa SN, PiS musiał dokonać zmian w ustawie. I takie jest polityczne źródło obecnych zmian.

Nie mniej ważne są zewnętrzne uwarunkowania. 2 lipca Komisja Europejska potwierdziła, że zamierza oskarżyć Polskę przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu w związku z ustawowym obniżeniem wieku przechodzenia w stan spoczynku sędziów SN. To jest dopiero otwarcie procedury, która trwać będzie jakiś czas, ale PiS chodziło o to, aby zmian w składzie tego Sądu dokonać, zanim Trybunał orzeknie o ich zgodności z prawem europejskim. Pytanie, na ile wystąpienie Komisji Europejskiej w tej sprawie zostało wymuszone naciskami opozycji z Polski, pozostaje otwarte. Faktem jest, że w tych dniach do Brukseli trafił list byłych polskich prezydentów i premierów domagających się od Komisji stanowczych działań w sprawie zmian w Sądzie Najwyższym. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i obywatele Polski mają prawo odwoływać się do instytucji unijnych w sytuacji, kiedy w ich przekonaniu prawo w Polsce, a więc kraju członkowskim, jest łamane. Jeśli jednak takie działania nagminnie podejmuje opozycja oraz byli najwyżsi przedstawiciele władzy państwowej, trudno uznać je za zgodne z polską racją stanu. To fatalny obyczaj polityczny, wyraz mentalnej niesuwerenności, który autorom takich kroków nie podniesie autorytetu w kraju.

Jakie zmiany?

Zmiany zaproponowane przez PiS mają charakter techniczny, ale w kontekście sporu o reformę sądownictwa ich wymiar polityczny jest oczywisty. Zmiana zaproponowana przez PiS obniża kworum, gdyż przewiduje, że wybór I prezesa będzie możliwy niezwłocznie po obsadzeniu 2/3 stanowisk sędziów SN. Co to oznacza w praktyce? Zgodnie z rozporządzeniem prezydenta z marca 2018 r. liczba stanowisk sędziowskich w SN wynosi 120. Obecnie ustawa o SN stanowi, że Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN wybiera i przedstawia prezydentowi kandydatów na stanowisko I prezesa spośród sędziów SN w stanie czynnym niezwłocznie po obsadzeniu 110 stanowisk sędziów Sądu Najwyższego. Po zmianie do takiego wyboru będzie potrzebnych jedynie 80 sędziów zasiadających w SN.

Projekt zakłada również zmiany w procedurze obsadzania stanowisk sędziowskich w SN przez Krajową Radę Sądowniczą. KRS będzie miała uproszczoną procedurę weryfikacji kandydatów na sędziów oraz przedstawionych przez nich dokumentów. Zaniżono także kryteria, które muszą spełniać kandydaci do Sądu Najwyższego. Dzięki temu w ciągu dwóch miesięcy będzie możliwe zapełnienie większości wakatów w Sądzie Najwyższym oraz przystąpienie do wyłaniania kandydata na I prezesa. Pytanie, czy za pomocą tej procedury uda się wyłonić kandydatów lepszych.

Przewidując obstrukcję

W tle nowych przepisów są próby obstrukcji wyboru I prezesa SN, zapowiadane przez opozycję i sędziów nieakceptujących obecnych rozwiązań. Proponowali oni, aby wydłużyć procedurę wyłaniania nowych sędziów przez zgłaszanie wielkiej liczby kandydatów na to stanowisko, a jednocześnie korzystać z różnych kruczków przewidzianych w procedurze odwoławczej. Plan opozycji był jasny: zasypujemy KRS setkami podań, których rozpatrzenie zajmie mnóstwo czasu, wydłużanego przez procedury odwoławcze. Dzięki temu będzie można twierdzić, że prezes Gersdorf nadal jest I prezesem SN, o czym są przekonani zarówno ona, jak i sędziowie tworzący SN. PiS natomiast zależy, aby Sąd Najwyższy miał jak najszybciej nowego I prezesa, który zajmie gabinet prezes Gersdorf i zakończy stan swoistej dwuwładzy, jaki się w tej chwili utrzymuje. Dlatego nowe przepisy umożliwiają KRS błyskawiczne rozprawienie się z ewentualnym nadmiarem kandydatur sędziowskich oraz jak najszybsze wybranie składu umożliwiającego wyłonienie kandydata na I prezesa SN. Obie strony konfliktu mają na względzie racje polityczne, a nie merytoryczne. W tle jest stabilność wszystkich zmian dokonanych dotąd w polskim sądownictwie.

Międzynarodowe reperkusje

Istotne będą nie tylko krajowe, ale i międzynarodowe skutki wprowadzanych obecnie zmian. Jeśli dojdzie do postępowania przeciwko Polsce przed Trybunałem w Luksemburgu w sprawie nowelizacji ustaw o SN, można się spodziewać, że przynajmniej w jednej kwestii – skrócenia gwarantowanej przez konstytucję kadencji I prezesa SN – wyrok będzie niepomyślny dla strony polskiej. A to może oznaczać poważne perturbacje dla całego wymiaru sprawiedliwości. Co się stanie, jeśli Trybunał orzeknie, że kadencja prezes Gersdorf nie wygasła, a Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN wybierze w międzyczasie kandydata na nowego I prezesa, którego prezydent Duda nominuje? Istnieje także zagrożenie prawomocności orzeczeń Sądu Najwyższego wydawanych w nowym składzie.

W drugiej sprawie – możliwości określenia przez krajowego ustawodawcę wieku emerytalnego pozostałych sędziów SN – wyrok Trybunału w Luksemburgu powinien być pomyślniejszy. Znane są już bowiem wyroki tego organu w sprawie procedowania podobnych rozwiązań na Węgrzech, gdzie pretekstem do ingerencji Komisji było nie tyle obniżenie wieku odchodzenia w stan spoczynku, ile występujące w tej kwestii nierówności wobec kobiet i mężczyzn.

Większe zewnętrzne zagrożenie widzę ze strony tzw. pytań prejudycjalnych, a więc zapytań kierowanych przez sądy poszczególnych krajów Unii do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dotyczących wykładni prawa wspólnotowego. Pierwszym takim przypadkiem było pytanie prejudycjalne zadane przez Wyższy Sąd Apelacyjny w Irlandii Trybunałowi, dotyczące możliwości odmowy wydania do Polski w ramach procedury europejskiego nakazu aresztowania. Sprawa dotyczy mężczyzny podejrzanego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Według sądu z Irlandii ostatnie reformy sądownictwa tak bardzo mogą ograniczać niezależność sądownictwa, że podejrzany może nie mieć możliwości skorzystania w pełni z prawa do rzetelnego procesu. A szykują się kolejne zapytania do Trybunału. O ile w przypadku pytania irlandzkiego, dotyczącego kwestii prawa karnego, można się spodziewać orzeczenia dla nas korzystnego, o tyle w przypadku kwestii rozstrzyganych na gruncie prawa cywilnego sprawa nie jest już taka oczywista. Ewentualny negatywny wyrok miałby katastrofalne znaczenie dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, gdyż w praktyce oznaczałby, że wyroki polskich sądów mogą nie być uznawane na forum międzynarodowym. W każdym indywidualnym przypadku wymagać będą potwierdzenia w drodze odrębnej procedury. To oznaczać będzie nie tylko problemy w sprawach indywidualnych, np. rozstrzygnięć dotyczących rozwodów czy alimentów, ale także spraw gospodarczych. W takim stanie rzeczy podmioty zagraniczne będą się zabezpieczać, wpisując do umów klauzulę, że kwestie sporne będą rozstrzygane przed sądami międzynarodowymi, a nie polskimi. Stawiałoby to polskie podmioty gospodarcze na zdecydowanie gorszej pozycji oraz narażało je na dodatkowe koszty i perturbacje sądowe.

Nie ulega wątpliwości, że kolejna nowelizacja ustawy o SN ma znaczenie dużo głębsze aniżeli materia spraw, które formalnie reguluje. Zamyka się bowiem procesy, które mogą być interpretowane jako podporządkowanie sądownictwa władzy wykonawczej. Dokona się radykalna wymiana kadr, ale nie usprawni to i nie przyspieszy procedur sądowych, a to jest jedna z głównych bolączek polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Z drugiej strony brak jakichkolwiek reform – a do tego w istocie sprowadza się postawa opozycji oraz znacznej części środowiska sądowniczego – oznaczałby tkwienie w systemie, który stracił poparcie społeczne i wymagał zmian. O nowelizacji ustawy wypowie się teraz Senat, a przede wszystkim prezydent Duda, który powinien wyważyć wszystkie racje, podejmując decyzję, czy znowelizowaną ustawę w tym kształcie podpisze.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama