GN 45/2018 Archiwum

Politycy zapominają o Opatrzności

O relacji Kościoła do Prawa i Sprawiedliwości, totalnej opozycji i instrukcji polskich biskupów do adhortacji Amoris laetitia mówi abp Marek Jędraszewski.

Bogumił Łoziński: Czy, jak twierdzi opozycja, Kościół zapisał się do PiS-u?

Abp Marek Jędraszewski: Nie słyszałem jeszcze tego sformułowania, ale wyobrażam sobie, że takie oskarżenia mogą się pojawiać. One biorą się stąd, że Kościół głosi obiektywne wartości moralne, zwłaszcza jeśli chodzi o małżeństwo, koncepcję rodziny. Podkreśla też znaczenie miłości do ojczyzny, patriotyzmu, tego, „żeby Polska była Polską”, a program PiS w wielu punktach jest z tym nauczaniem zbieżny. Jednakże to nie Kościół wpisuje się w PiS, ale katolicka nauka społeczna znajduje wyraźne odzwierciedlenie w wielu punktach programu obozu rządzącego, czego nie można powiedzieć o innych partiach, które znajdują się w większej lub mniejszej opozycji wobec świata wartości głoszonych przez Kościół.

Jakie elementy programu PiS są realizacją katolickiej nauki społecznej?

Na pewno jest to ochrona i podkreślanie wartości małżeństwa i rodziny. Także polityka prospołeczna, zdecydowane przeciwstawienie się procesowi, w którym ubodzy stawali się coraz bardziej ubodzy, a bogaci coraz bogatsi. PiS jest wrażliwy na wiele problemów społecznych, czego wyrazem jest m.in. program 500+. Kiedy niedawno uczestniczyłem w obradach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, zwróciłem uwagę na istniejące ciągle jeszcze problemy społeczne. Po raz pierwszy od bardzo wielu lat przedstawiciele rządu nie zareagowali tak, jak to było dotychczas – negatywnie, kiedy ciągle twierdzono, że pewnych spraw państwo nie może podjąć, ponieważ nie ma na to pieniędzy. Tymczasem to, co od lat postulował Kościół w odniesieniu do problemów społecznych, jest obecnie realizowane. Nie oznacza to jednak, że obecny obóz rządzący uwzględnia wszystko, co Kościół głosi.

W jakich sprawach są rozbieżności?

W sprawie położenia kresu aborcji, zwłaszcza eugenicznej. Projekt zakazujący zabijania nienarodzonych dzieci z powodu ich choroby spotkał się z olbrzymim poparciem społecznym, podpisało się pod nim ponad 800 tys. osób. Jednak nie jest on uchwalany, prace w sejmowych komisjach nie postępują tak szybko, jak byśmy oczekiwali. Kościół zawsze będzie się upominał o obronę ludzkiego życia, ponieważ jest ono darem samego Boga. Niedawno papież Franciszek podkreślił, że pozbawianie życia dzieci nienarodzonych z powodu choroby lub wady było praktyką stosowaną kilkadziesiąt lat temu przez niemieckich nazistów, zdecydowanie potępianą przez wszystkich. Dziś robi się to samo, ale w białych rękawiczkach, i paradoksalnie lansuje się to jako przejaw z jednej strony postępu, a z drugiej – jako wymóg humanitaryzmu. Kościół w tej sprawie nie pójdzie na żadne ustępstwa, bo nie ma kompromisu w kwestii konieczności obrony życia dzieci nienarodzonych.

Politycy PiS argumentują, że jeśli ograniczą prawo do aborcji, to mogą utracić władzę, a przecież, jak Ksiądz Arcybiskup sam zauważył, w wielu innych sprawach realizują program bliski społecznej nauce Kościoła. Nawet niektórzy katolicy zastanawiają się, czy nie lepiej nie ruszać kwestii zmiany prawa aborcyjnego, bo utrata władzy przez PiS może oznaczać zdobycie większości przez ugrupowania zapowiadające lewicową rewolucję obyczajową. Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia takie kalkulacje?

Jest to myślenie w kategoriach pewnego rachunku politycznego. Politykom nie można odmówić prawa do takiej refleksji. Św. Jan Paweł II zwracał uwagę, że ludzie odpowiedzialni za kształt życia politycznego muszą nieraz podejmować niełatwe decyzje, bojąc się większego zła. Ale jednocześnie niektórzy posłowie PiS mówią mi, jak ważne jest to, aby Kościół ciągle przypominał swoją naukę w kwestii aborcji. Okazuje się więc, że w ramach obecnego obozu rządzącego są różne podejścia do tego problemu. Jednakże w przeciwieństwie do polityków Kościół nie może myśleć o piątym przykazaniu w kategoriach kalkulacji politycznej. Zakaz zabijania jest jednoznaczny i trzeba go za wszelką cenę bronić. Poza tym w polityce nie wszystko da się do końca przewidzieć i nie wszystko można mierzyć słupkami poparcia. Wierzący politycy powinni brać pod uwagę, że istnieje Boża opatrzność, a myślenie tylko w kategoriach zysków i strat może ich zawieść.

Polacy są obecnie głęboko podzieleni w wielu kwestiach, głównie politycznych. Ze strony środowisk totalnej opozycji pojawiają się wezwania, aby Kościół zaangażował się w rozwiązywanie różnych sporów. To dobra propozycja?

Zacznę od sformułowania „totalna opozycja”, które pojawiło się stosunkowo niedawno. Ono absolutnie nie wpisuje się w to, co dotychczas rozumieliśmy jako system demokratyczny. Polega on przecież na tym, że do władzy dochodzi partia wygrywająca wybory, natomiast partie przegrywające przechodzą do opozycji. W ramach debaty parlamentarnej opozycja może i powinna proponować swoje pomysły na rozwiązanie konkretnych problemów społecznych i państwowych. Natomiast w przypadku opozycji totalnej mamy do czynienia z postawą „nie, bo nie”. Przy takiej postawie kończy się demokracja, a zaczyna się to, co jest bardzo niebezpieczne – „ulica i zagranica”. A przecież demokracja jest właśnie po to, aby „ulica” nie dyktowała warunków i sposobów uprawiania polityki. Poza tym „zagranica” jednoznacznie kojarzy się nam z Targowicą. O tym, zwłaszcza w kontekście 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, nie wolno nam zapominać. Targowica wystąpiła przeciwko Konstytucji 3 maja i ówczesnemu rządowi w imię obrony wolności, której klejnotem było zniesione przez Konstytucję 3 maja liberum veto. Wiemy, do czego to ostatecznie doprowadziło: na bardzo długi czas Polska została wymazana z map politycznych Europy. Trzeba mieć świadomość tych uwarunkowań, gdy środowiska opozycji wzywają Kościół, aby zaangażował się w rozwiązywanie konfliktów politycznych. Zadziwiające jest przy tym to, że gdy Kościół zabiera głos w ważnych sprawach życia społecznego, np. aborcji, jest oskarżany o mieszanie się do polityki, ale gdy wzywa się go, aby zabrał głos w sprawie zmian w systemie sądowniczym, to już nie jest polityka. Przecież w gruncie rzeczy jest to próba wciągnięcia Kościoła w bieżącą grę polityczną, co jest swego rodzaju cynizmem. Biskupi nie powinni wypowiadać się w sprawach pewnych niuansów prawnych, natomiast Kościół zawsze będzie dbał o to, aby życie społeczne odbywało się z poszanowaniem praw i godności każdej osoby ludzkiej.

Czy Ksiądz Arcybiskup zdaje sobie sprawę z tego, że po tych opiniach zostanie przez opozycję natychmiast okrzyknięty PiS-owskim biskupem?

Już niejednokrotnie byłem o to oskarżany. Tymczasem każdy, kto z uczciwością i rzetelnym namysłem podejdzie do moich wypowiedzi, bez większego trudu stwierdzi, że tego rodzaju zarzuty są po prostu bezpodstawne. Niestety, współczesne życie społeczne i polityczne charakteryzuje ucieczka od obiektywnej prawdy. Tworzy się nacechowane niekiedy skrajnym subiektywizmem narracje, rozprzestrzenia się fake newsy, rozbudza emocje, budzi lęki. Wystarczy rzucić jakieś hasło, umieścić je w tytule lub wyeksponować w artykule, by zostało z niego ukute całkowicie fałszywe przesłanie na temat jakiejś sprawy lub jakiejś osoby, w tym także odnośnie do głoszonych przeze mnie opinii. Proszę mi pokazać wypowiedź, w której byłbym rzecznikiem wymienionej przez pana partii. Ani razu coś takiego nie padło z moich ust. Natomiast zawsze dbam o to, aby znaleźć się w wielkiej tradycji nauczania prymasa Wyszyńskiego i kard. Wojtyły – potem papieża Jana Pawła II, w której sprawy obiektywnych wartości, w tym także ojczyzny, stawiane są na właściwym miejscu. Dokładnie 40 lat temu, zaledwie na pięć miesięcy przed swym wyborem na papieża, kard. Wojtyła powiedział na Świętej Górze koło Gostynia coś niezwykle ważnego, gdy chodzi o specyfikę duchową Polaków. Według niego, „w każdej polskiej duszy [żyją] te największe wartości: miłość Chrystusa i miłość Ojczyzny, miłość Kościoła i miłość Narodu. (…) Tak jesteśmy ukształtowani, takie jest nasze dziedzictwo”. Nie wolno nam zapomnieć, czy też – co byłoby jeszcze gorsze – wyprzeć się tego dziedzictwa. Dlatego zawsze będę starał się tkwić w tym nakreślonym przez kard. Wyszyńskiego i kard. Wojtyłę nurcie, niezależnie od łatek, jakie mi przypisuje ta czy inna strona toczonego aktualnie sporu politycznego.

Prezydent ogłosił wstępne pytania do referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji. Jakie według Kościoła zapisy powinny znaleźć się w nowej lub znowelizowanej ustawie zasadniczej?

Na pewno zapis, że państwo bierze pod ochronę prawną życie każdego obywatela od chwili poczęcia do naturalnej śmierci. W preambule należy ponadto umieścić invocatio Dei – odwołanie wprost do Boga. Potrzebny jest też zapis, że pewne sprawy nie mogą podlegać referendum, na przykład: czy może być aborcja, czy nie. Przecież najbardziej podstawowe zasady moralne nie podlegają dyskusji czy głosowaniu. My nie jesteśmy twórcami moralności, jako rozumne istoty odczytujemy jej zasady przez wsłuchiwanie się w głos własnego sumienia.

W lipcu minie 20 lat od ratyfikacji konkordatu. Czy jego zapisy sprawdziły się w praktyce?

Głównym celem konkordatów jest zagwarantowanie Kościołowi w danym państwie możliwości głoszenia Ewangelii w sposób całkowicie wolny. W Polsce zostało to zasadniczo spełnione. Mamy gwarancje prawne, żeby móc głosić Ewangelię, jest możliwość nauczania religii w szkołach, prowadzenia posługi duszpasterskiej w szpitalach, w wojsku, czy więzieniach. Istnieje więc zagwarantowana konkordatem przestrzeń do tego, aby Kościół mógł w Polsce spełniać swoją misję. Natomiast zdajemy sobie sprawę z tego, że zachodzą pewne zmiany polityczne w Polsce i w Europie, które wymagają odpowiednich korekt w niektórych prawnych sformułowaniach. Z drugiej strony, zarówno ze strony rządu, jak i Kościoła, panuje przekonanie, żeby zapisów konkordatowych zasadniczo nie zmieniać, a jedynie tam, gdzie trzeba, załączać pewne aneksy czy noty interpretacyjne.

« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji