Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ciężko zniesławiony ksiądz wolny od zarzutów

Francuski wymiar sprawiedliwości ostatecznie umorzył postępowanie w sprawie 59-letniego ks. Wenceslasa Munyeshyaki, oskarżanego o udział w ludobójstwie w Rwandzie przede 24 laty. Tym samym sąd apelacyjny w Paryżu potwierdził orzeczenie wydane już w 2015 r. przez wydział ds. zbrodni przeciwko ludzkości, od którego strony się odwołały.

Sędziowie śledczy stwierdzili, że pasywność wobec masakr, do jakich doszło w 1994 r. w Rwandzie, gdzie wówczas pracował, nie wystarcza do oskarżenia go o udział w ludobójstwie. Oznacza to zakończenie trwającego 20 lat śledztwa, w którym zebrano setki zeznań i odbyło się kilka konfrontacji, a także wizji lokalnych w Rwandzie.

- To więcej niż umorzenie. To oznacza, że nie ma zarzutów. Oto człowiek oskarżany od 23 lat o bardzo poważne czyny, który uparcie bronił się i zdołał wykazać, że były to kłamliwe oskarżenia - stwierdził adwokat duchownego, pracującego obecnie we Francji, Jean-Yves Dupeux. Dodał, że według niego były to działania „podjęte przez stowarzyszenia zbliżone do władz rwandyjskich i pod stałym naciskiem politycznym”.

Tymczasem Alain Gauthier, przewodniczący Kolektywu Pozwów Cywilnych ws. Rwandy (CPCR), stowarzyszenia, które ściga domniemanych sprawców ludobójstwa, którzy schronili się we Francji, nie wykluczył zaskarżenia wyroku poprzez wniesienie skargi kasacyjnej.

W czasie ludobójstwa w Rwandzie, w którym zginęło 800 tys. ludzi, ks. Munyeshyaka był wikariuszem parafii Świętej Rodziny w Kigali, w której schroniły się tysiące cywilów z plemienia Tutsi. Według zeznań świadków nosił kamizelkę kuloodporną i był uzbrojony. Najczęstszym oskarżeniem wobec niego było to, że nie reagował na dokonywane masakry, których był świadkiem. Natomiast niektóre zeznania mówiły o jego aktywnym działaniu w czasie krwawych najść milicji Hutu na parafię - podkreślili sędziowie w swym wyroku. Duchowny miał pomagać milicjantom Hutu w wybieraniu ofiar spośród kilku tysięcy osób, które się tam znajdowały.

W obronie ks. Munyeshyaki występowali m.in. polscy misjonarze pracujący w Rwandzie. Sekretariat Misyjny Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego oświadczył w 1995 r., że nie tylko nie popełnił on zbrodni, które mu się zarzuca, ale przeciwnie - uratował życie tysiącom ludzi w czasie wojny, m.in. żonie i dzieciom rwandyjskiego ministra zagranicznych, zamordowanego wkrótce po wybuchu wojny domowej.

W 1997 r. bp Jean Bonfils, ordynariusz francuskiej diecezji Viviers, w której wówczas pracował ks. Munyeshyaka, prosił Boga o przebaczenie dla tych, którzy „nie mogąc wymierzyć ks. Wenceslasowi ciosu fizycznego, zniesławili go jako człowieka i kapłana”. Jednocześnie przypomniał, że „przebaczenia udziela się tylko temu, kto naprawia wyrządzoną krzywdę, zwłaszcza gdy jest tak poważna”.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama