Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Nie zapominamy o mniejszych uczelniach

Na krytykę projektu tzw. Konstytucji dla Nauki odpowiada Piotr Müller, wiceminister w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Maciej Kalbarczyk: Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej twierdzi, że konsultacje dotyczące reformy szkolnictwa wyższego były fikcją. Aleksander Temkin powiedział, że Konstytucja dla Nauki to „brudny deal Gowina z rektorami”. Miał rację?

Piotr Müller: Ten zarzut jest absurdalny. Proces konsultacji społecznych prowadzimy już prawie od dwóch lat. Zorganizowaliśmy otwarty konkurs, do którego zgłosiło się 15 zespołów. Następnie eksperci wybrali trzy, które rozpoczęły prace nad założeniami do reformy. W ciągu ostatnich miesięcy zorganizowaliśmy 9 konferencji programowych, w których wzięli udział studenci i profesorowie, przedstawiciele humanistyki i nauk ścisłych, w sumie ponad 5,5 tys. osób. Wspólnie omówiliśmy m.in. kwestie finansowania, ścieżek kariery naukowej i modeli kształcenia doktorantów. Efektem każdej z tych konferencji był pakiet rozwiązań, które później przekuliśmy na konkretne przepisy prawa. We wrześniu zeszłego roku przedstawiliśmy projekt ustawy, a przez kolejne trzy miesiące odbywały się konsultacje społeczne. Po uwzględnieniu uwag 22 stycznia przedstawiliśmy skorygowany projekt. Wpłynęło do nas bardzo dużo uwag. Wiele z nich przyjęliśmy, z części musieliśmy zrezygnować. Jedni chcieli likwidacji habilitacji, drudzy jej zachowania, niektórzy wprowadzenia jednolitych studiów, inni pozostawienia dwustopniowych. Nie dało się uwzględnić sprzecznych ze sobą postulatów.

Krytycy ustawy twierdzą, że nie wzięto pod uwagę oczekiwań mniejszych ośrodków akademickich. Podobno to ich kosztem ma odbyć się zwiększenie szans dużych uczelni w wyścigu ze światowymi gigantami.

Kolejny absurd. Konferencja Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych oraz Sieć Małych i Średnich Publicznych Uczelni Akademickich poparły reformę wicepremiera Gowina. Rektorzy 23 z 25 uczelni zrzeszonych w drugiej z wymienionych organizacji przekazali nam pełne poparcie, postulując wprowadzenie drobnych zmian na dalszym etapie prac legislacyjnych. Jednocześnie stwierdzili, że rozwiązania, które zaproponowaliśmy, pozwolą wcielić w życie zasadę zrównoważonego rozwoju. Jeśli szkoły zawodowe oraz małe i średnie uczelnie akademickie miałyby stracić na tej ustawie, na pewno by jej nie poparły. W czasie konsultacji byliśmy otwarci na ich oczekiwania. Dokonaliśmy korekty projektu, tworząc pakiet rozwiązań dla mniejszych uczelni.

Ma Pan na myśli dodatkowe 100 mln zł rocznie w ramach regionalnych inicjatyw doskonałości?

Nie tylko, ale rzeczywiście ten program zagwarantuje środki finansowe tym placówkom, które nie będą starały się o status uczelni badawczej. Wspomniana przez pana kwota zostanie równo podzielona na 12 makroregionów. Duże szanse na otrzymanie czteroletniego dofinansowania mają uczelnie, które mogą pochwalić się wysokim poziomem badań w konkretnych dyscyplinach. Dla wyższych szkół zawodowych przygotowaliśmy z kolei dydaktyczną inicjatywę doskonałości: 1 mln zł rocznie dla 15 placówek. Te pieniądze zostaną przeznaczone na kształcenie studentów.

KKHP twierdzi, że to niewielka rekompensata za to, co zostanie odebrane mniejszym uczelniom.

To nieprawda. W tym roku wydamy blisko miliard złotych więcej na naukę. Dodatkowo skierujemy środki z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju: w latach 2018–2019 to ponad 2,5 miliarda złotych, w tym ok. 2 miliardy dla uczelni regionalnych. Koszty wprowadzenia nowych rozwiązań chcemy pokryć m.in. z tych środków. Być może niektórym uczelniom nie uda się zdobyć dodatkowego wsparcia, ale tak jak dotychczas zagwarantujemy im podstawowe finansowanie. Na reformie mogą tylko zyskać. Premiowane będą placówki stawiające na rozwój, badania naukowe i podnoszenie jakości kształcenia. Nie może być tak, że pieniądze podatników popłyną szerszym strumieniem niezależnie od efektów. Pragnę jednak podkreślić, że zdajemy sobie sprawę ze społecznej i kulturotwórczej roli, którą odgrywają mniejsze ośrodki akademickie. Dlatego na razie zrezygnowaliśmy z wyśrubowanych wymogów, które musiałyby spełniać, aby np. dalej nadawać stopień doktora. Dajemy słabszym uczelniom trzy lata na podniesienie poziomu kształcenia. Wycofaliśmy się także z pomysłu tworzenia i likwidowania uczelni akademickich w drodze rozporządzenia.

Z krytyką części środowiska akademickiego spotkała się nie tylko kwestia finansowania uczelni, ale także zarządzania nimi. Jaką rolę mają odgrywać powołane na mocy ustawy Rady Uczelni?

Biorąc pod uwagę doświadczenia niemieckie i skandynawskie, a także zalecenia Komisji Europejskiej, doszliśmy do wniosku, że uczelnie muszą nawiązać bliższe kontakty ze swoim otoczeniem społeczno-gospodarczym. Chodzi o otwartość na sugestie i głosy krytyki płynące z zewnątrz. Zadaniem Rady Uczelni będzie m.in. monitorowanie gospodarki finansowej oraz wskazanie kandydatów na rektora. Maksymalnie dziewięcioosobowy skład tego organu wybierze wspólnota akademicka. Może wybrać, kogo chce, stawiamy tylko jeden warunek: ponad 50 proc. członków musi pochodzić spoza uczelni.

Czy to dobry pomysł, aby osoby z zewnątrz miały tzw. pakiet kontrolny?

Gdybyśmy nie wprowadzili takiego przepisu, nic by się nie zmieniło: koledzy wybieraliby kolegów. A uczelnie to nie wieże z kości słoniowej, nie są niepodległymi państwami. Musimy wpuścić tam trochę świeżego powietrza, jednocześnie zachowując ich autonomię. Większość decyzji nadal będą podejmować organy złożone w 100 proc. z członków wspólnoty akademickiej. Rada pozwoli jednak krytycznie spojrzeć na pewne kwestie. Gdyby to ode mnie zależało, do jej składu wybrałbym naukowca z szerokimi kontaktami międzynarodowymi, doświadczonego przedsiębiorcę i np. przedstawiciela organizacji pozarządowej. Naszym zdaniem to powinny być osoby, które pomogą nawiązać uczelni nowe kontakty i usprawnią sposób jej funkcjonowania.

Senat może jednak wybrać także takie osoby, które doprowadzą do jej upolitycznienia...

Równie dobrze osoby powiązane ze światem polityki mogą wejść w skład samego senatu uczelni. Zgodnie z dotychczasowymi regulacjami rektorem może zostać także czynny polityk, tak jak chociażby senator PO prof. Marek Rocki, zarządzający SGH. Czy to jest dobre? Niech zdecyduje wspólnota akademicka. Uważam, że nie powinniśmy tego ustawowo zakazywać. Może to jednak zrobić uczelnia, tworząc odpowiednie regulacje kwalifikacyjne.

Konstytucja dla Nauki daje mocną pozycję rektorowi. Czy władza na uczelni musi być skupiona w rękach jednej osoby?

KKHP twierdzi, że na uczelni musi panować absolutna demokracja i każda, nawet najmniejsza decyzja powinna być podejmowana wspólnie. Tak nie da się jednak zarządzać żadną poważną strukturą. Część decyzji rzeczywiście jest podejmowana przez rektora, ale nie brakuje także tych podejmowanych przez organy kolegialne. Przykładem jest uchwalanie kluczowego dokumentu na uczelni – statutu. Chodzi o zachowanie pewnego balansu: jeśli organ jednoosobowy robi coś niewłaściwego, organ kolegialny może go odwołać. Natomiast jeżeli rektor rażąco naruszyłby prawo, może go odwołać – w ściśle określonej procedurze – nawet sam minister. Podobne rozwiązania są stosowane na całym świecie.

Reformę skrytykowali niektórzy posłowie PiS-u. Czy w obozie rządzącym nadal jest wola polityczna, żeby wprowadzić ją w życie?

Media ekscytują się każdym negatywnym komentarzem. Od dwóch lat prowadzimy dialog na temat tej ustawy i nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli go przerwać na takim etapie. Ten projekt do końca będzie prowadzony właśnie w ten sposób: jesteśmy otwarci na wszelkie uwagi, sugestie udoskonalenia Konstytucji dla Nauki. Na tapie sejmowym będziemy wnioskować o wysłuchanie publiczne, każdy poseł będzie mógł zgłosić swoje poprawki podczas posiedzeń komisji. Jeśli ich celem będzie podniesienie jakości kształcenia i badań naukowych, na pewno z radością je przyjmiemy.

Co zmieni się w polskiej nauce po uchwaleniu ustawy?

To zmiany ewolucyjne, ale bardzo głębokie. Ich efekty będą widoczne za ok. 5–10 lat. Po pierwsze, zależy nam na tym, aby najzdolniejsi Polacy nie wyjeżdżali za granicę ze względu na to, że w naszym kraju nadal mamy feudalną strukturę awansu zawodowego. Dlatego zniesiemy obowiązek habilitacji – profesorem uczelni będzie mógł zostać każdy doktor, który pochwali się wysokimi osiągnięciami naukowymi. Otwieramy drzwi dla młodych, którzy są często dużo zdolniejsi i lepiej wykształceni od starszych naukowców. Doktoranci dostaną wyższe stypendia i urlopy rodzicielskie, będą mogli skupić się na rozwoju. To bardzo ważne: ci ludzie stworzą elitę naszego państwa. Po drugie, zadbamy o pozycję Polski w rankingach. Wszyscy je atakują, ale kiedy studenci i naukowcy szukają zagranicznej uczelni do prowadzenia badań, zawsze zaglądają do różnego rodzaju zestawień. W rankingu szanghajskim najlepsza polska uczelnia, czyli Uniwersytet Warszawski, zajmuje dopiero 312. miejsce. Utworzenie uczelni badawczych pomoże nam to zmienić. Po trzecie, nie zapomnimy o Polsce lokalnej. Damy mniejszym uczelniom możliwość łączenia się w federacje, a pod warunkiem podniesienia poziomu nauczania skierujemy do nich szerszy strumień pieniędzy. Będziemy rozliczać z efektów.

Nie obawiają się Państwo protestów części środowiska akademickiego?

Oczywiste jest, że każda zmiana ma również swoich krytyków. W szczególności, gdy jej celem jest podwyższenie niektórych standardów i wymagań lub rezygnacja z nieuzasadnionych przywilejów. Ważne jest jednak, żeby krytyka była powiązana z propozycją konstruktywnych alternatywnych rozwiązań. W takich rozmowach na pewno nie pomagają skrajnie nieuczciwe określenia, jak „brudne deale z rektorami” i „zwijanie Polski”. To nie jest język debaty akademickiej. Cieszę się jednak, że tylko niewielka grupa używa tego typu języka. •

Piotr Müller

jest prawnikiem. Jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego odpowiada za sprawy prawno-legislacyjne, studenckie oraz działania promocyjno-informacyjne.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji