Nowy numer 30/2021 Archiwum

Droga do wyzwolenia

W dzieciństwie często doświadczamy zranień, które rzutują na całe nasze życie. Historia św. Teresy pokazuje, że głęboka wiara może nam pomóc na nowo poczuć się kochanym.

Zdarza się, że nawet w przepełnionych miłością rodzinach są popełniane mniejsze lub większe błędy w wychowaniu. Ich konsekwencją są ograniczenia, które utrudniają wchodzącym w dorosłość ludziom budowanie zdrowych relacji.

Jak pokonać lęk, odzyskać poczucie własnej wartości i znaleźć miłość? Odpowiedź we współczesnych czasach wydaje się oczywista: trzeba spędzić co najmniej kilkadziesiąt godzin na lekarskiej kozetce. W książce „Uzdrowienie zranień z dzieciństwa ze św. Teresą z Lisieux” Bernard Dubois zauważa jednak, że obecnie zbyt często lekarska terapia zastępuje modlitwę i regularne przystępowanie do spowiedzi. Rany niszczą bowiem nie tylko psychikę, ale także duchową konstrukcję człowieka. Historia cierpiącej na depresję św. Teresy pokazuje, że to właśnie Boża interwencja może prawdziwie odmienić życie człowieka, któremu wydaje się, że stracił już wszystko. Pierwszym krokiem na drodze do wewnętrznego uzdrowienia jest pocieszenie, które w trudnych chwilach otrzymywała od Boga francuska święta.

Bagaż doświadczeń

Ból i cierpienie w życiu przyszłej świętej pojawiły się jeszcze przed jej narodzinami. Kiedy mama była w ciąży, przeżywała żałobę po stracie czwórki dzieci. Urodzona w 1873 r. Teresa otrzymała imię po zmarłej dwa lata wcześniej dwumiesięcznej siostrze. Dziewczynka wychowywała się w przekonaniu o potrzebie zrekompensowania rodzicom utraty potomstwa – czuła, że jest dzieckiem zastępczym. Sytuację dodatkowo komplikowała choroba matki i związany z nią brak pokarmu dla kilkudniowej córki. Mama postanowiła na jakiś czas oddać ją pod opiekę innej kobiecie, która mogła wykarmić dziecko. Rozłąka mocno odbiła się na psychice dziewczynki.

Trudne dzieciństwo świętej przeanalizował po latach dr Gayral. Psychiatra z uniwersytetu w Tuluzie zauważył, że takie przypadki mają następstwa przede wszystkim w charakterze. W 1959 r. pisał: „Dzieci po takich przejściach są wrażliwsze i trudniej znoszą zaburzenia uczuciowe”. Dorastająca Teresa często płakała i trudno znosiła nawet krótkie rozstania z najbliższymi. Chociaż rodzice starali się dać swojemu dziecku jak najwięcej miłości, nie byli w stanie uchronić go przed kolejnymi zranieniami. W wieku 4 lat przyszła karmelitanka utraciła matkę. Wstrząsem było dla niej także wstąpienie do zakonu starszej siostry, przez kilka lat opiekującej się dziewczynką. Po serii nieszczęśliwych zdarzeń lekarze stwierdzili u Teresy objawy charakterystyczne dla depresji dziecięcej: niepokój, apatię, drażliwość i obniżenie poczucia własnej wartości. Po ludzku nie widzieli dla niej ratunku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama