Nowy numer 46/2019 Archiwum

O czym ćwierkają rosyjskie wróble

Ambasada Rosji w Polsce prowadzi na Twitterze mało dyplomatyczną politykę historyczną. W publikowanych tweetach (ćwierkach) trudno odróżnić świadome prowokacje od tego, w co rzeczywiście Rosjanie wierzą.

W przeddzień kolejnej rocznicy sowieckiej agresji na Polskę na Twitterze rosyjskiej ambasady ukazał się taki oto wpis: „17 września 1939 r. jednostki Armii Czerwonej przekroczyły granicę Rzeczypospolitej Polskiej. To wydarzenie wywołuje ostre dyskusje”.

Różnica z Niemcami

Ten lakoniczny w formie (choć wystarczająco mocny w treści) tweet, opublikowany w języku polskim, wydawał się nieprawdopodobny nawet jak na rosyjską narrację historyczną i cynizm w przekręcaniu podstawowych faktów. Nazwanie zbrojnej agresji, będącej konsekwencją tajnego paktu Ribbentrop–Mołotow, „przekroczeniem granicy” oraz refleksja, że wywołuje to „ostre dyskusje”, brzmiało jeszcze bardziej bezczelnie (biorąc pod uwagę, że żyjemy już w roku 2017) niż komunikaty sowieckiej propagandy, tłumaczącej aneksję ziem wschodnich RP troską o obywateli ZSRR. Początkowo sądziłem nawet, że to fałszywe konto ambasady utworzone na Twitterze przez jakiegoś prowokatora. Po sprawdzeniu nie tylko okazało się, że tweet pochodzi z oficjalnego konta Ambasady Rosji w Polsce, ale że jest to… najbardziej dyplomatyczny z serii wpisów dotyczących historii.

Prześledziłem tweety tylko z ostatnich 6 miesięcy. Wyłania się z nich obraz systematycznie sączonej propagandy, która jest zaledwie wycinkiem tego, czym rosyjskie media karmią Rosjan i co otrzymują na Zachodzie widzowie anglojęzycznej telewizji RT (Russia Today). O ile jednak media „mogą sobie pozwolić” na podobne treści, udając niezależne od Kremla środowisko opiniotwórcze, to w przypadku oficjalnego organu państwowego, jakim jest placówka dyplomatyczna, jest to zjawisko niespotykane. Można na przykład wiele mówić o polityce historycznej Niemiec, ale nie sposób wyobrazić sobie, by 1 września niemiecka ambasada w Polsce opublikowała tweet o treści: „W tym dniu wojska Wehrmachtu przekroczyły granicę RP. Do dziś wydarzenie to wywołuje kontrowersje”. Przeciwnie, ambasador Niemiec w Polsce Rolf Nikel napisał na Twitterze: „Obchodzimy dziś rocznicę zbrodniczej napaści na Polskę – dokonanej z premedytacją z rąk Niemców i w imieniu Niemiec”. Rosyjska ambasada nie tylko nie mówi o sowieckiej napaści na Polskę. W serii skandalicznych tweetów zupełnie pomija podstawowe fakty z historii najnowszej, cofając narrację historyczną w czasy stalinowskie. I robi to oficjalnie, adresując przekaz m.in. do polskiego odbiorcy. Warto przyjrzeć się temu bliżej, by zrozumieć, jaka jest perspektywa Rosjan i dlaczego nie ma żadnego punktu, w którym można się spotkać i rozmawiać. Spotkanie i rozmowa są możliwe przy pewnym minimum uczciwości i poszanowania drugiego. W agresywnej propagandzie rosyjskiego MSZ (którego ramieniem jest ambasada rosyjska) nie widać ani jednego, ani drugiego.

Przykrywanie agresji

Zacznijmy od tweetów, które były ewidentnie przygotowaniem do „obchodów” kolejnej rocznicy „przekroczenia granicy” RP przez Armię Czerwoną. Ich wysyp w dniach 14–17 września wskazywał na programową wręcz próbę odwrócenia uwagi od tego, co było rzeczywistym IV rozbiorem Polski. Oto bowiem 14 września rosyjska ambasada opublikowała tweet z linkiem, pod którym znajdujemy… stanowisko rządu ZSRR skierowane do rządu RP 23 września 1938 roku w związku z koncentracją polskiej armii pod granicą z Czechosłowacją i planowanym „przekroczeniem granicy” z naszym południowym sąsiadem. Stanowisko Moskwy jest pełne oburzenia w związku z planami polskich władz „zajęcia części Czechosłowacji z użyciem siły”. Radziecka nota dyplomatyczna zawiera pogróżkę, że odmowa wycofania się z tych planów może skutkować wypowiedzeniem paktu o nieagresji między ZSRR a Polską. Znamienne, że rok później, 23 sierpnia 1939 roku, zostaje podpisany tajny protokół między ZSRR a III Rzeszą, znany jako pakt Ribbentrop–Mołotow, o którym jednak w kontekście „przekroczenia granicy” 17 września w tweetach ambasady rosyjskiej nie przeczytamy.

Przywoływanie przykładu Czechosłowacji, owszem, haniebnej karty w naszej historii, przy okazji rocznicy sowieckiej agresji na Polskę jest o tyle chybione, że nikt w Polsce dzisiaj temu faktowi nie zaprzecza, a prezydent Lech Kaczyński miał odwagę nawet nazwać zajęcie Zaolzia grzechem (czego nigdy nie zrobiły Francja i Wielka Brytania, które w układzie monachijskim oddały Czechosłowację na pastwę Hitlera).

Wyzwolenie Polski

Uwagę przykuwają również tweety dotyczące przebiegu i skutków II wojny światowej. Są tutaj zarówno krótkie, acz treściwe wpisy ze zdjęciami radzieckiej armii wkraczającej do Warszawy i napisami po angielsku (komunikat ewidentnie skierowany do całego świata): „Wyzwolenie Polski”, a także bardziej agresywne, jak zdjęcie stawianej na budynku radzieckiej flagi w miejsce hitlerowskiej z ironicznym komentarzem: „Od faszyzmu Polskę wyzwolili kosmici” z 4 maja tego roku. Generalnie najwięcej tweetów dotyczy szeroko rozumianej polityki historycznej i polskiej „niewdzięczności” za wyzwolenie od nazistowskich Niemiec. Ambasada niemal codziennie w ostatnich miesiącach publikowała wpisy z linkami, w których można było przeczytać stanowisko rosyjskiego MSZ lub rosyjskich ekspertów m.in. w sprawie ustawy dekomunizacyjnej i traktowania tzw. pomników pamięci. Wszystko sprowadza się do kwestionowania zbrodniczego charakteru najpierw radzieckiej agresji, a następnie narzucenia komunistycznego reżimu i zbrodni kolejnych jego odmian, jest za to zarzucanie Polakom niewdzięczności, a IPN nazywany jest „tak zwanym Instytutem Pamięci Narodowej”. „Ministerstwo Obrony Rosji (…) będzie kontynuowało publikowanie dokumentów historycznych (…), żeby pozbawić rusofobów z obecnych »instytutów« obskurantyzmu i kontuzji historycznej w Polsce, na Ukrainie i w innych państwach »nowoeuropejskich« możliwości dalszego okłamywania własnych narodów przez fałszowanie historii Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej” (to z oficjalnego komentarza przedstawiciela rosyjskiego MON gen. Igora Konashenkova, do którego rosyjska ambasada zamieściła link właśnie na Twitterze).

„Osamotniony ZSRR”

Twitter Ambasady Rosji w Polsce reaguje niemal natychmiast po wszelkich wypowiedziach polskich władz dotyczących radzieckiej współodpowiedzialności za wybuch II wojny światowej. Jeden z ostatnich tweetów zawierał link do stanowiska rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zakharowej. Są tam m.in. takie zdania: „W całym okresie lat 1930 ZSSR zajmował zdecydowane stanowisko przeciwnika faszyzmu”, tak jakby sowiecki komunizm był błogosławioną alternatywą. I są zdania obciążające Polskę za wybuch wojny z racji odrzucenia przez nią „paktu wschodniego” i partycypowania w układzie monachijskim. Czytamy: „W nowych warunkach geopolitycznych ZSSR znalazł się sam na sam przed zagrożeniem wojny na dwa fronty, w związku z czym był zmuszony [sic! – J.Dz.] do zaakceptowania propozycji Berlina o zawarciu paktu o nieagresji. Teraz próby uniknięcia konfliktu lub chociażby odwleczenia jego początku próbuje się przedstawić nam jako dowód na »współudział« w realizacji zaborczych planów hitlerowskich Niemiec. Wywołuje wielkie ubolewanie, że próbując uniewinnić swój rewizjonizm historyczny, negujący bohaterski czyn Armii Czerwonej i jej wyzwoleńczą misję w Europie, polscy mężowie stanu są gotowi do bezpośredniego fałszerstwa, pozwalają sobie na obelżywe repliki. Prawdopodobnie, w takiej atmosferze prościej przekonywać własne społeczeństwo o konieczności niszczenia radzieckich pomników jako tak zwanych »śladów okupacji« Polski. Jednak wszelka wynalazczość w dziedzinie historii wcześniej czy później wraca jak bumerang i bije samych autorów”, pisze całkiem serio rzeczniczka rosyjskiego MSZ, równie serio tweetowana przez rosyjską ambasadę w Polsce. Ani słowa o tajnym protokole, w którym „zmuszony” do paktu z Hitlerem Stalin przypieczętował IV rozbiór Polski.

Jeszcze bardziej bulwersujący jest tweet, w którym rosyjska ambasada linkuje komentarz służb prasowych Kremla (z 18 lipca tego roku) w sprawie ustawy zakazującej propagowanie komunizmu: „Pomniki wdzięczności Armii Czerwonej i radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli przypominają o tym, że dzięki Zwycięstwu nad faszyzmem, w które decydujący wkład wniósł Związek Radziecki, Polska zachowała się jako państwo, a polski naród nie został unicestwiony lub wygnany, lecz pozostał na swej ziemi”, czytamy. I kończy się tradycyjną groźbą: „Tym niemniej władze w Warszawie świadomie idą na tę oburzającą prowokację. Zrozumiałe, że ona nie pozostanie bez konsekwencji”.

Powrót Krymu i inne bajki

Wszystkie inne tweety, zarówno same w sobie, a więc liczące maksymalnie 140 znaków, jak i te linkujące strony z dłuższymi treściami często ocierają się o groteskę, choć przestają być śmieszne, gdy uświadomimy sobie, że Rosjanie rzeczywiście tak myślą, jak piszą. Tweet z 16 marca tego roku, opublikowany po polsku: „Obchodzimy 3. rocznicę powrotu Krymu do Rosji: przyszłość dowiodła legitymności decyzji Krymian o zjednoczeniu z Rosją” (pisownia oryginalna). Ani słowa, rzecz jasna, o sposobie, w jaki Krym „powrócił” do Rosji. Dzień wcześniej tweet ze zdaniem szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa: „Współpracujemy z byłymi republikami Radzieckimi na zasadach równości i wzajemnego uwzględniania interesów” (pisownia oryginalna). Kraje bałtyckie wielokrotnie podkreślały, by nie nazywać ich „byłymi republikami radzieckimi”. Stosowanie tej nomenklatury przez Ławrowa z pewnością nie jest przypadkowe. A w kontekście zainteresowania Polską prawdziwym hitem Twittera rosyjskiej ambasady stał się opublikowany ponad rok temu i powtórzony niedawno plakat ze zdjęciem Mateusza Piskorskiego (byłego działacza Samoobrony, później założyciela jawnie prorosyjskiej partii Zmiana, aresztowanego przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji), z graficznym przedstawieniem drutów kolczastych i napisem: „Pierwszy więzień polityczny w Polsce”…

Jak widać, nie tylko mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej sprawia, że trudno znaleźć płaszczyznę do rozmowy z Rosją. Mit, będący w Rosji największą świętością, jest jednak wyjątkowo silny w przekazie propagandowym. Rosja ma oczywiście prawo do swojej propagandy i swojej polityki (a)historycznej. Polska jednak również ma prawo nazywać to po imieniu. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji