Jego rodzice byli animistami z plemienia Koniagi, żyjącymi w małej wiosce Ourous w Gwinei, oddalonej o 500 km od stolicy kraju Konakry. Dzięki francuskim misjonarzom nawrócili się i przyjęli chrzest. Kiedy 11-letni syn Robert zapytał ich, czy może zostać księdzem, zareagowali śmiechem, bo byli przekonani, że kapłanem może zostać tylko biały człowiek. W książce „Bóg albo nic” kard. Sarah wyraża wdzięczność zakonnikom, którzy jego wiosce przynieśli Chrystusa. „Każdego wieczoru ojcowie z Ourous gromadzili dzieci koło wielkiego krzyża postawionego na podwórzu misji, mającego jakby symbolizować serce, centrum wioski. Wokół krzyża odbywała się nasza ludzka i duchowa edukacja” – wspomina. I dodaje: „Dziękuję misjonarzom, którzy mi uświadomili, że krzyż to centrum świata, serce ludzkości i punkt zakotwiczenia naszej stabilności”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








