Nowy numer 42/2018 Archiwum

Święty, którego roznosiło

Ojciec Kolbe nie znał arabskiego, ale w ciągu dwudniowego pobytu w Port Said znalazł chętnego do kolportowania arabskiej wersji „Rycerza Niepokalanej”. Nie zawracał sobie głowy tym, że takiego pisma jeszcze nie ma.

Świętego Maksymiliana Kolbego dosłownie roznosiła chęć dotarcia ze słowem Bożym do każdego. „Chciałbym zaraz otworzyć silniejszą placówkę w Indiach (dla wszystkich języków Indii) i w Bejrucie dla języka arabskiego (Arabia, Syria, Egipt, Tunis, Marokko: 100.000.000 dusz), tureckiego, perskiego i hebrajskiego – pisał w jednym z listów z Japonii do swojego przełożonego o. Kornela Czupryka. – W ten sposób akcja »Rycerza« i MI [Milicji Niepokalanej – red.] objęłaby ponad miliard ludności (dusz), czyli połowę ludzkości”. Ojciec Kolbe wspominany jest najczęściej jako męczennik, pamięta się też o „Rycerzu Niepokalanej” i misji w Japonii. Podobnych misji było jednak w życiu św. Maksymiliana znacznie więcej. O twórcy Niepokalanowa opowiada biografia autorstwa Tomasza Terlikowskiego, wydana w 100. rocznicę utworzenia przez o. Kolbego Milicji Niepokalanej.

Dobrze, że jest źle

Za swojego życia o. Kolbe zdążył zbudować dwa Niepokalanowy – jeden położony niedaleko Warszawy, a drugi w Nagasaki. Kiedy ten japoński, zwany Mugenzai no Sono (dosłownie: Ogród Niepokalanej), już funkcjonował, o. Czupryk wspomniał w liście, że można by pomyśleć o Indiach. Święty Maksymilian pojechał tam od razu. Przygotowany był jak zwykle: nie miał kontaktów na miejscu ani ludzi do dyspozycji, chorował i modlił się do św. Teresy. W Indiach starał się uruchomić druk „Rycerza Niepokalanej”, rozmawiając z miejscowymi hierarchami katolickimi i syro-malabarskimi. Kiedy wyglądało na to, że misja spełznie na niczym, nagle znaleźli się ludzie gotowi pomóc. Jednak problemy w Japonii sprawiły, że o. Kolbe nie mógł skupić się na indyjskim przedsięwzięciu i Niepokalanów dla Hindusów nie powstał.

Historia wyprawy do Indii to jeden z wielu przykładów pokazujących zaangażowanie polskiego franciszkanina w misje na – dosłownie – całym świecie. Podczas podróży z Japonii o. Kolbe prowadził rozmowy w sprawie utworzenia Niepokalanowa dla ludzi mówiących po malajsku. W listach sugerował też, że możliwość dotarcia do wielu osób umożliwiłaby wydawanie „Rycerza” po angielsku (świadczy to o dużej przenikliwości, bo przed wojną angielski nie był jeszcze tak modny jak dziś). Ojciec Kolbe myślał też o Ameryce Południowej, a ponadto jego wielkim celem pozostawały Chiny. Losy misji pokazywały jednocześnie, że Niepokalana prowadzi całą historię sobie tylko znanymi drogami. Ojcu Kolbemu udawały się projekty, które wydawały się skazane na porażkę, ale zdarzały się i sytuacje odwrotne. Bywało, że największe kłopoty powodowali współbracia zakonni albo księża uważający działania o. Maksymiliana za konkurencję. On sam cieszył się z kłopotów. Skoro wszystko się sypie, a Niepokalanów istnieje, to widocznie Maryja działa – tłumaczył. Czasem zresztą misje mogły istnieć właśnie dzięki trudnościom, czego przykładem losy domu w Nagasaki. Stał on na zboczu góry, po odwrotnej stronie niż centrum miasta. Komplikowało to codzienne życie. Jednak to właśnie ze względu na położenie japoński Niepokalanów w 1945 r. przetrwał atak atomowy.

Masoni, komuniści i inni bliźni

Książka Tomasza Terlikowskiego opowiada całą historię o. Kolbego – zaczynając od pochodzenia rodziców świętego, a na jego śmierci w bunkrze głodowym w Auschwitz kończąc. Robi wrażenie ilość opracowanego materiału, w tym pism i listów pozostawionych przez twórcę „Rycerza Niepokalanej”. Sporo miejsca poświęcono sprawie publicystyki o. Kolbego dotyczącej Żydów. Jak podaje autor, o. Maksymilian wierzył w to, co pisano w „Protokołach mędrców Syjonu”, wytworzonej przez carską Ochranę broszurze rozpowszechniającej informacje o wielkim żydowskim spisku. Dla franciszkańskiego zakonnika tajne knowania nie były jednak powodem do tego, by Żydów nienawidzić, ale by walczyć o ich nawrócenie. W podobny sposób traktował masonów. Podczas kilkuletniego pobytu we Włoszech widział organizowane przez nich antykatolickie demonstracje. Zapewne docierały do niego także informacje o prześladowaniach chrześcijan w Meksyku. Jednak choć ostro pisał o wolnomularstwie, nie przestawał traktować członków tej organizacji jak bliźnich. Charakterystyczny był przypadek Andrzeja Struga, wielkiego mistrza polskiej loży narodowej, który 3 maja 1925 r. został wyróżniony krzyżem komandorskim. „W dniu poświęcenia się kraju Matce Bożej, jako Królowej Polski, otrzymuje odznaczenie... od rządu polskiego... wielki mistrz, wódz wrogów najzaciętszych Kościoła, religii i... Niepokalanej, Królowej Polski. Wstyd!” – komentował to wydarzenie twórca „Rycerza”. Nie przeszkodziło mu to spotkać się 3 lata później z Andrzejem Strugiem i próbować go ewangelizować. Trudno powiedzieć, jakie były tego skutki, ale niedługo później Strug zrezygnował ze swoich masońskich funkcji.

Kolejnym przykładem nienawiści do grzechu, ale nie do grzesznika, było podejście św. Maksymiliana do komunizmu. Polski misjonarz ostro piętnował ideologię Marksa i Lenina. Jednak wyznający ją ludzie byli dla o. Kolbego osobami potrzebującymi pomocy. Mówił to wprost w Polskim Radiu, cytując list od kobiety, która regularnie dostawała „Rycerza”, choć dawno zrezygnowała z prenumeraty. „Należę do organizacji wrogiej Kościołowi, bo jestem zaciętą komunistką – pisała niegdysiejsza czytelniczka. – Niepokalana była kiedyś moją ukochaną Matką, ale od dawna wypadłam z Jej opieki... Zamknęło się dla mnie Jej miłosierdzie”. Zakonnik nie grzmiał i nie potępiał osoby, która pogubiła się w życiu, ale nazywał ją biedną duszą. Szkoda, że nie znamy nazwiska, a więc i późniejszych losów autorki listu. Pismo powstało w 1937 r., czyli dokładnie w czasie zarządzonej przez Stalina czystki w Komunistycznej Partii Polski.

A gdyby tak…

Co by było, gdyby zamiast wracać w 1935 r. do Polski, o. Kolbe pozostał w Azji? Co by było, gdyby udało mu się gdzieś w Polsce przeczekać wojnę w ukryciu? Czy jako przedwojenny antykomunista podzieliłby los zamordowanego na Mokotowie ks. Zygmunta Kaczyńskiego? Pytania o możliwy los św. Maksymiliana kończą książkę Tomasza Terlikowskiego. Oczywiście nie da się na nie odpowiedzieć. Równie trudno ocenić, na ile dzieło twórcy Niepokalanowa jest dziś kontynuowane. „Rycerz Niepokalanej” ukazuje się w 20 językach. Obchodzące 100. rocznicę powstania Rycerstwo Niepokalanej na tle dziesiątków ruchów rozwiniętych po soborze nie rzuca się może w oczy, ale związanych jest z nim ok. 3 mln ludzi na całym świecie. Po śmierci o. Maksymiliana powstał jednak już tylko jeden ośrodek inspirowany jego działalnością. Decyzja o budowie zapadła po beatyfikacji o. Kolbego w 1971 roku. Jardim da Imaculada w brazylijskim stanie Goias działa dziś prężnie. Być może za realizację testamentu św. Maksymiliana można uznać ewangelizację Azji. Jan Paweł II zapowiadał, że to właśnie ten kontynent będzie celem misji w trzecim tysiącleciu chrześcijaństwa. Polski franciszkanin zaczął nieco wcześniej. •

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    18.04.2017 09:01
    Popularyzacja postaci św. Maksymiliana jest na pewno bardzo na czasie. Szkoda tylko, że wziął się za nią Terlikowski, bo nie można oczekiwać od niego obiektywizmu w sprawie Żydów i masonów, a jest to tematyka niesłychanie aktualna ze względu na dzisiejszą sytuację na świecie i wpływowe postacie typu: Rothschildowie, Rockefellerowie, Soros, i im podobni. Także dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji Kościoła, a szczególnie Koscioła polskiego, potrzebne jest bardzo rzetelne przedstawienie tego wątku.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji