Nowy numer 30/2021 Archiwum

Szopki wokół szopki

Święta pochodzą od świętości, więc sens mają, gdy uświęcają.

Francuska Rada Stanu zezwoliła niedawno na urządzanie w obiektach publicznych bożonarodzeniowych szopek, ale pod warunkiem, że będą… niereligijne. „Nie można ustawiać szopki, chyba że szczególne okoliczności wskazują, że instalacja taka ma charakter kulturowy, artystyczny lub świąteczny” – brzmiało orzeczenie.

Czyli, po prawdzie, rada zakazała stawiać bożonarodzeniową szopkę, bo jak ona nie będzie religijna, to nie będzie bożonarodzeniowa.

To jakby ktoś zezwolił na przyjęcie z okazji urodzin, ale pod warunkiem, że goście nawet słowem nie wspomną o solenizancie. Urodziny te w „cywilizowanym świecie” stają się z każdym rokiem huczniejsze. Ludzie wydają na nie majątek, a dekoracje z tej okazji wiszą już niemal na każdym drzewie. Tyle że i one milczą o solenizancie.

Parę dni temu znajoma z Niemiec prosiła mnie o zakup i przesłanie jej kartki świątecznej z Dzieciątkiem Jezus, bo ona chciałaby komuś taką wysłać, a nie mogła kupić. Bo wszędzie tylko bombki, choinki, śnieżek, gwiazdeczki, bałwanki, Mikołaje-krasnale. Czyli rzeczy „neutralne”, takie „tolerancyjne”, bez znaków szczególnych, gadżety, które nikomu nie wadzą – ani muzułmaninowi, ani buddyście, Żydowi, masonowi i cykliście. Nikogo to nie poruszy, nikogo nie wzruszy, nie rozgniewa to nikogo i nikomu nic nie powie.

Wydawałoby się, że na świecie tak już musi być i będzie tylko gorzej. A jednak przyznać trzeba, że przynajmniej u nas coś się w tej kwestii zmieniło. Nie tylko kartki ze Świętą Rodziną łatwo w Polsce kupić. Niejeden „człowiek znany z telewizora” nie ma oporów, żeby przed kamerami wymówić to zakazane słowo: Jezus. I czuje się, że wie, o Kim mówi. Przedstawiciele polityki, kultury i nauki częściej niż kiedyś łamią się opłatkiem jak najbardziej bożonarodzeniowym, na tle całkowicie religijnej stajenki i nie tłumaczą wstydliwie, że to tylko „element tradycji”.

Ktoś powie, że to pod publiczkę, bo teraz u nas wiatr wieje od katolickiej strony.

A jeśli nawet – to dlaczego tak wieje? Wszystko przecież szło w kierunku „niereligijnej szopki”, a tu nagle buch! – i stajenka z Panem Jezusem.

Co się więc stało? Ano, to był cały ciąg zdarzeń, których ważnym podsumowaniem było to, że Polacy w znacznej liczbie przyjęli Jezusa jako swojego Króla i Pana. A więc tym razem „swoi Go przyjęli” – chciałoby się sparafrazować słowa Ewangelii. I choć ci „swoi” zapełniają stajenkę nie tylko w charakterze aniołków, to nawet gdy są osłami, nie twierdzą, że przyszli tam na Święto Żłobu. To wiele zmienia. Społeczne przyjęcie Tego, który przychodzi, ma i będzie miało swoje konsekwencje. Da Bóg – nie tylko dla nas.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także