Nowy numer 28/2020 Archiwum

Komputerowy potwór w drodze na ołtarze

– Jestem przeznaczony na śmierć – mówi nastoletni chłopak, patrząc prosto w kamerę. Dziwny jest nie tylko ton, jakim mówi o tym, że umrze, ale i moment, w którym nagrał film.

Wcześnie osiągnąwszy dojrzałość, w niczym innym szczęścia nie upatrywał, jak tylko w Eucharystii i adoracji Najświętszego Sakramentu. Codziennie przyjmował Komunię św. i co tydzień się spowiadał, nawet powszednie grzechy uważając za ciężar duszy. Wobec postronnych – równych wiekiem, ale młodszych wiarą – wielokrotnie dawał świadectwo niezachwianej pewności prawd, które wyznawał. W wieku, w którym chłopcy skłaniają się ku błahym światowym historiom, on czytał dzieła o czyśćcu i modlitwy swoje ofiarował za cierpiące tam dusze. Choć pochodził z zamożnej rodziny, nigdy się nie wywyższał nad innych i nie było równego mu w dbałości o los najbiedniejszych. Jeśli kiedykolwiek wpadał w gniew, to tylko wówczas, gdy rodzice kupowali mu kolejne stroje, zamiast oddać pieniądze potrzebującym. Od najmłodszych lat przejawiał szczególne nabożeństwo do Maryi, radząc wszystkim, by każdego dnia odmawiali Różaniec. Mając lat 15, nagle zachorował. Całe swoje cierpienie ofiarował za Kościół i Ojca Świętego. Zaledwie 3 dni później oddał ducha Bogu.

Mniej więcej tak musiałaby brzmieć historia sługi Bożego Carla Acutisa, gdyby spisywał ją któryś z autorów klasycznych hagiografii. 24 listopada kard. Angelo Scola z Mediolanu uroczyście zakończył etap diecezjalny procesu beatyfikacyjnego Carla. To oznacza, że sprawa trafi do Rzymu, a zmarły młodo Włoch być może zostanie ogłoszony błogosławionym.

Do hagiografii można by jeszcze dodać, że Carlo, widząc w stworzeniu odblask miłości Boga do człowieka, zachwycał się pięknem natury. Dał temu wyraz m.in. w umieszczonym na YouTubie nagraniu z wycieczki jachtem, do którego podpłynęło kilka delfinów.

Ćwierć Polaka

Carlo urodził się w 1991 r. w Londynie. Jego rodzice są Włochami, a w stolicy Wielkiej Brytanii mieszkali przez pewien czas z powodu pracy. Matka Antonia, córka niewierzącego intelektualisty, nie była zbyt gorliwą katoliczką. – Byłam na Mszy podczas Pierwszej Komunii, bierzmowania i ślubu – mówi „Gościowi”.

Ojciec Andrea, syn Polki, pojawiał się w kościele częściej, ale dużo pracował, więc nie miał zbyt wiele czasu dla syna. Dlaczego w takim razie Carlo zwrócił się ku Bogu? – To tajemnica – odpowiada Antonia Acutis. – Był taki już jako 3-, 4-latek. Był tak zdolny, inteligentny i zadawał tak głębokie pytania, że sama poczułam pragnienie, żeby pogłębić moją wiarę. Mogę powiedzieć, że Carlo był dla mnie małym zbawicielem, bo dzięki niemu przybliżyłam się do Boga.

On sam powiedziałby pewnie, że jego matka po prostu spojrzała w innym kierunku niż wcześniej. „Nawrócenie jest niczym innym jak podniesieniem wzroku ku górze. Wystarczy mały ruch oczu” – stwierdził kiedyś.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama