Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zadyszka 
na ostatniej prostej

W kluczowym momencie kampanii prezydenckiej w USA dotychczas zdecydowanie prowadząca w sondażach 
Hillary Clinton boryka się z poważnymi problemami zdrowotnymi i ogromnym spadkiem zaufania wyborców.

WNowym Jorku 11 września upamiętniano 15. rocznicę ataku na World Trade Center. W obchodach wzięli udział zarówno Donald Trump, jak i Hillary Clinton. Kandydatka demokratów po półtorej godziny nagle opuściła spotkanie. Sprawę próbowano utrzymać w dyskrecji, ale nagranie przypadkowego widza uchwyciło moment, w którym Clinton mdleje i bezwładnie wciągana jest do samochodu. Jak się później okazało, kandydatka na prezydenta od kilku dni cierpiała na ostre zapalenie płuc.

Niecałe dwa miesiące przed wyborami pojawiło się poważne pytanie: czy dojdzie do bezprecedensowego przypadku wycofania się kandydata? Była sekretarz stanu wróciła do rywalizacji 15 września, zapewniając, że czuje się świetnie. Jednakże powtarzane od lat plotki o skrzętnie ukrywanym złym stanie zdrowia powróciły ze zdwojoną siłą, a w szeregach demokratów rozpoczęła się dyskusja nad sensem poszukiwania zastępczego kandydata. Fatalne przedstawienie w mediach kwestii choroby oraz niefortunne wypowiedzi na ostatnich mitingach wyborczych poważnie nadwyrężyły zaufanie wyborców do Clinton. W rezultacie niedawno dołujący w sondażach Trump już odrobił straty.

„To nic wielkiego”

Choroba Hillary Clinton sama w sobie nie byłaby wielkim problemem. Wielu doradców wizerunkowych wspominało nawet, że sytuacja mogłaby wzbudzić więcej pozytywnych emocji wyborców względem zimnej i zdystansowanej kandydatki. Szanse zostały jednak zaprzepaszczone przez byłą sekretarz stanu, która swoim zachowaniem potwierdziła największe zarzuty kierowane względem niej i męża Billa przez Donalda Trumpa – nieszczerość, ukrywanie poważnych problemów przed opinią publiczną oraz mało transparentna kampania wyborcza.

Po kilku dniach od choroby wyraźnie widać, jak błędna była kolejność działań podjętych przez Hillary. Zaraz po omdleniu
11 września kandydatka demokratów uparcie zapewniała, że „to nic wielkiego”, a po krótkim pobycie w mieszkaniu córki powiedziała, iż „czuje się już o wiele lepiej”. Na Twitterze zaprzeczała nawet, że straciła przytomność. „Zakręciło mi się w głowie i na chwilę straciłam równowagę, ale gdy ochłonęłam i napiłam się wody, natychmiast poczułam się lepiej” – napisała. Tłumaczenia okazały się nieprawdziwe, gdyż tego samego dnia wieczorem ogłoszono zawieszenie kampanii na cztery dni i odwołanie bardzo ważnego wyjazdu do Nevady i Kalifornii. Hillary Clinton musiała się w końcu przyznać do tego, że już dwa dni przed incydentem lekarz poinformował ją o zapaleniu płuc i kategorycznie zalecił przerwanie kampanii.

Clinton pokonała już chorobę, lecz teraz zbiera konsekwencje zamiatania problemów pod dywan. Amerykańska opinia publiczna wątpi w jej powrót do formy. Przeprowadzony po 11 września sondaż YouGov pokazał, że większość ankietowanych (45 do 46 proc.) nie wierzy oficjalnym zapewnieniom o dobrym stanie zdrowia Hillary. Co więcej, gazety całkiem na poważnie zaczęły badać temat, czy po zasłabnięciu i zawiezieniu do mieszkania córki nie wyszedł stamtąd sobowtór. Media analizują zdjęcia i wskazują na rzekome różnice w wyglądzie szyi oraz dłoni.

Błędne koło

Kłopoty zdrowotne kandydatki demokratów wywołały spekulacje, które do niedawna rozpatrywano wyłącznie w kategorii political fiction, czy ktoś mógłby zastąpić Hillary Clinton na ostatniej prostej? Sprawa jest skomplikowana i z pewnością wywołałaby kryzys polityczny w USA na bezprecedensową skalę. Nigdy wcześniej nie doszło do podobnej sytuacji. Tylko dwa razy pod koniec kampanii wymieniono kandydata na wiceprezydenta (ostatni raz w 1972 r. ustąpił demokrata Thomas Eagleton, startujący w parze z Georgem McGovernem, który i tak przegrał z Richardem Nixonem).

Ewentualna roszada oznaczałaby ogromne tarcia w Krajowym Komitecie Partii Demokratycznej. Na nim spoczywałby obowiązek wskazania nowego kandydata. Teoretycznie drugim w kolejce do nominacji powinien być Bernie Sanders, który do końca toczył zaciętą rywalizację w prawyborach. Z powodu mocno lewicowych poglądów i programowej anty-establishmentowości nie cieszy się on jednak zaufaniem w partyjnym kierownictwie. Tim Kaine, potencjalny wiceprezydent u boku Hillary Clinton, sam nie stanowi znaczącej figury politycznej. Nieoczekiwanie na giełdzie nazwisk pojawił się Joe Biden, obecny zastępca Baracka Obamy. Naturalność oraz zdolność zjednywania ludzi czyni go pozytywnym przeciwieństwem Hillary Clinton. Lecz Biden ma prawie 74 lata i nie chce podejmować już tak wielkiego wyzwania.

Zmiany byłyby niezwykle trudne do przeprowadzenia także z technicznego punktu widzenia. W wielu stanach właśnie zakończono drukowanie kart do głosowania, a w dodatku w poszczególnych częściach USA obowiązuje różne prawo wyborcze, wyjaśniające, jak postępować w takich przypadkach. Możliwe, że sytuację musiałby zinterpretować sąd najwyższy, ale po śmierci sędziego Antonia Scaglii jest on w głębokim klinczu. Kryzys może zakończyć dopiero nominowanie następcy Scaglii przez... kolejnego prezydenta. Stany Zjednoczone pogrążyłyby się w trudnym do przerwania błędnym kole, trudno więc uwierzyć, by demokraci zdecydowali się na wymianę kandydata.

„Godni pożałowania” wyborcy

Ostatnie dni były fatalne dla Hillary Clinton nie tylko ze względu na chorobę. 9 września na spotkaniu wyborczym zanotowała największą dotychczas gafę w kampanii. Powiedziała wówczas, że „połowa wyborców Trumpa to ludzie godni pożałowania”. Była sekretarz stanu złamała ważną zasadę: można atakować rywala (w tych wyborach wzajemne ataki bywają wyjątkowo ostre), ale obrażanie sympatyków przeciwnika nigdy nie przyniesie korzyści. Sztabowcy kandydatki szybko zdali sobie sprawę z błędu i już kilka godzin po niefortunnym wystąpieniu Clinton tłumaczyła się, że była to fraza „zbyt generalizująca”.

Wpadkę bardzo łatwo wykorzystał sztab Trumpa. Przedstawił ją jako atak odrealnionej od codziennych problemów przedstawicielki elit na zwykłych, ciężko pracujących Amerykanów. Jeżeli wyborcy kupią tę narrację, demokraci mogą mieć poważne problemy. Według prognoz decydujące dla wyniku elekcji mogą być rezultaty w Ohio, Michigan czy Pensylwanii – robotniczych stanach dotkniętych wysokim bezrobociem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama