Nowy numer 43/2020 Archiwum

Czego dowiedzieliśmy się z ujawnionych dziś materiałów nt. katastrofy smoleńskiej?

Zdecydowałem o odtajnieniu i udostępnieniu opinii publicznej materiałów dotyczących katastrofy smoleńskiej - poinformował w czwartek podczas konferencji podkomisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej szef MON Antonii Macierewicz.

Z opublikowanych dziś materiałów wynika, że prace polskiej komisji badającej katastrofę  zostały objęte osobistym nadzorem ówczesnego premiera Donalda Tuska. Tak powiedział wprost szef tej komisji min. Jerzy Miller.

On także apelował w sytuacji, gdy raporty na temat Smoleńsk przygotują cztery instytucje (prokuratury: polska i rosyjska oraz komisje: polska i rosyjska) potrzebny jest „jednolity przekaz”, by uniknąć budowania „mitów i podejrzeń”. – Albo sami ukręcimy bicz na własne plecy – podkreślił min. Miller.

Wiceszef smoleńskiej podkomisji prof. Kazimierz Nowaczyk stwierdził, że w kokpicie Tu-154M nie zidentyfikowano głosu dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika. "Jego głos nie został zidentyfikowany po pierwsze przez żadną z trzech osób dobrze go znających, po drugie przez żadną z dotychczasowych specjalistycznych ekspertyz laboratoryjnych dokonującą wskazania mówców - są to Centralne Laboratorium Kryminalistyki KGP, Instytut Zena, prof. Grażynę Demenko" - powiedział.

Dodał, że z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund zapisu.

Oto jeden z dokumentów ujawnionych na dzisiejszej konferencji (kliknij, by zobaczyć całość):

Czego dowiedzieliśmy się z ujawnionych dziś materiałów nt. katastrofy smoleńskiej?  

Szef podkomisji Wacław Berczyński powiedział, że upublicznione informacje są szokujące. "Wymowa tych materiałów, kiedy minister rządu polskiego, na polecenie polskiego premiera, instruuje komisję jak ma przebiegać badanie wypadku lotniczego - dla mnie jest to szokujące" - powiedział.

"Jeżeli te dwa raporty będą różne, to będzie cała teoria spiskowa" - mówi w nagraniu Miller. "Nasze ustalenia zostaną zderzone z ustaleniami rosyjskimi, (...) i jeżeli te dwa raporty będą różne, to będzie do tego cała teoria spiskowa zbudowana w społeczeństwie, że albo ten ukrył, albo tamten ukrył, ale na pewno prawda jest gdzieś jeszcze indziej" - mówił w upublicznionym nagraniu Miller. "W związku z tym ja też oczekiwałbym, że nasze działanie będzie o tyle niestandardowe, że musi uwzględniać wymogi postępowania przy wypadku cywilnym. I wewnętrzne nasze ustalenia metodologiczne oraz dokumentów kończących muszą być zweryfikowane z punktu widzenia tej okoliczności, co do tego jestem przekonany" - mówił dalej Miller.

"Państwo zdają sobie sprawę, że to nie jest wyłącznie dla ministrów, dla generałów, dla komisji przy ministrze. To będzie potężna dyskusja publiczna z różnymi dla nas nieprzyjemnymi sugestiami. Zaczynamy dotykać istoty problemu. Ja zacząłem od tego, czy wam nie przeszkadza, że zgodziliśmy się, że wypadek miał charakter wypadku cywilnego. I to jest konsekwencja tego przyjęcia. I jeśli ten raport będzie według norm wojskowych i nie będzie przystawał do raportu (...), to będzie właśnie ten dysonans, o którym wspomniałem" - powiedział w nagraniu ówczesny szef MSWiA.

"Ostateczna decyzja należy do premiera; to premier zastrzegł sobie prawo osobistego nadzoru, może to nie jest dobre słowo, ale bieżącego przypatrywania się naszym poczynaniom. A jeśli chodzi o skład osobowy, zastrzegł sobie obowiązek obu ministrów, czyli ministra obrony i ministra spraw wewnętrznych, uzgadniania (...) wszelkich decyzji personalnych ze sobą" - mówił Miller.

Przyczyny katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. badała do lipca 2011 r. Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, którą kierował ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. Antoni Macierewicz, który wcześniej stał na czele parlamentarnego zespołu smoleńskiego, kwestionował jej ustalenia i w lutym powołał podkomisję, która w czwartek przedstawiła swoje pierwsze ustalenia.

Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund - poinformował prof. Nowaczyk.

Podkreślił, że cała tragedia i rozpad samolotu rozpoczął się na dystansie ok. 900 metrów. "Pierwszym wyznacznikiem tego jest działka Bodina, później TAWS-38, ukryty w obu raportach i MAK-u i zespołu polskiego oraz punkt ostatni, tj. zapis komputera pokładowego FMS w momencie jego zamrożenia: 15 metrów nad gruntem" - powiedział.

Poinformował również, że podkomisja odnalazła w materiałach źródłowych Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pełne zapisy polskiej czarnej skrzynki i rosyjskiej. "Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund" - podkreślił.

Dodał, że podkomisja znalazła plik źródłowy z rejestratora, dzięki czemu udało się odszyfrować dodatkowe, brakujące 5 sekund z zapisu. "Jesteśmy w trakcie analizy, która jest bardzo żmudna, ale już znaleźliśmy sygnał niesprawności pierwszego silnika, niesprawność pierwszego generatora, niesprawność obu wysokościomierzy radiowych" - zaznaczył.

"To wszystko się dzieje pomiędzy TAWS-38 a miejscem zamrożenia pamięci FMS, w powietrzu, 15 metrów nad gruntem" - mówił.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze