Nowy numer 29/2019 Archiwum

Europa na bank

Były przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso zaczyna pracę 
dla Goldman Sachs, banku, który zarabia 
na wywoływaniu kryzysów.

Gdyby zrobić listę określeń, którymi europejskie media skwitowały zaskakujące ogłoszenie o zatrudnieniu Barroso przez europejską filię słynnego nowojorskiego banku, trudno byłoby znaleźć jakieś pozytywne. Najczęściej padały: skandal, wstyd, żenada, nieprzyzwoitość… Jednak główny zarzut to „cios wizerunkowy w ideę europejską”, nawet „gorszy od Brexitu”, gdyż przejście Barroso do Goldman Sachs (GS) to „woda na młyn eurosceptyków, zwolenników teorii spiskowych i antysemitów”. Francuski sekretarz stanu ds. europejskich Harlem Desir grzmiał w parlamencie: „Pan Barroso popełnia olbrzymi błąd moralny i polityczny, najgorszą przysługę, jaką były przewodniczący instytucji europejskiej mógł wyświadczyć projektowi europejskiemu, i to w momencie historycznym, w którym – wprost przeciwnie – potrzeba mu wsparcia!”. Inni z kolei zwracają uwagę, że nie było takiego hałasu, kiedy Goldman Sachs zatrudniał niedawnego szefa NATO Andersa Fogha Rasmussena. Przecież ci, którzy znają metody działania tego banku, przyjęli to jako niemal naturalny bieg rzeczy. Problem być może w tym, że były przewodniczący KE (w latach 2004–2014) w wypowiedzi dla „Financial Times” wyjaśnił, co go przyciągnęło do najbardziej kontrowersyjnego banku na świecie: „Wielkie wrażenie zrobiło na mnie zaangażowanie Goldman Sachs na rzecz najwyższych standardów etycznych”… Trudno sobie wyobrazić wyższy szczyt cynizmu.

Dobroczynne kryzysy

Goldman Sachs – na nowojorskiej giełdzie nazywany krótko Firmą – jest jedynym przedsiębiorstwem na świecie, w którym sprzątaczki zarabiają po 150 tys. dolarów rocznie. Więcej niż przeciętny zachodnioeuropejski minister. To oczywiście nie jest zapłata za to, co sprzątaczki robią, ale za to, czego nie robią: nie wynoszą z banku najmniejszego papieru. Lojalność przede wszystkim, tym bardziej że bank i tak regularnie płaci olbrzymie kary za nadużycia i oszustwa finansowe. Nigdy nie został skazany, bo w amerykańskim systemie prawnym można uniknąć procesu, jeśli winowajca „ułoży się” z instytucją nadzorującą. Oczywiście te kary, nawet bardzo wysokie, stanowią znikomy procent zysków i nie stanowią żadnej przeszkody dla działalności banku. Polega ona na wszechstronnej spekulacji, prowadzącej do mniejszych lub większych kryzysów.

Weźmy historię ostatniego wielkiego kryzysu finansowego, tego z 2008 r., którego skutki Stany Zjednoczone i reszta świata odczuwają do dzisiaj. Można go porównać do Wielkiego Kryzysu z lat 30. ub. wieku, do którego zresztą Goldman Sachs, założony w 1869 r. przez dwóch żydowskich imigrantów z Niemiec, znacznie się przyczynił. Amerykę uratował wówczas prezydent Roosevelt, wprowadzając serię ustaw porządkujących sektor bankowy, m.in. prawo zakazujące łączenia zwykłych banków depozytowych z bankami inwestycyjnymi (tj. takimi, których działalność polega na obsłudze wielkich koncernów, fuzji przedsiębiorstw, emisji różnych papierów wartościowych i spekulacji finansowej, jak Goldman Sachs). W latach 90. ub. wieku, kiedy za prezydentury Billa Clintona rządowym sekretarzem skarbu został były wieloletni wiceprezes Goldman Sachs Robert Rubin, tę ustawę zniesiono. Obalenie antykryzysowych przepisów pozwoliło zrobić z banków potężne, nienaruszalne konglomeraty, przed którymi drży dzisiaj każda władza polityczna.

Ówczesny prezes Firmy Henry Paulson od razu na powrót wprowadził bank na giełdę. Kiedy z kolei Paulson został amerykańskim sekretarzem skarbu – w administracji George’a Busha – Goldman Sachs pozbył się swego najważniejszego konkurenta: we wrześniu 2008 r. upadł Lehman Brothers, co zapoczątkowało kryzys światowy. Kiedy ważył się los Lehman Brothers, Paulson odmówił mu pomocy publicznej. „Nie można używać pieniędzy podatników do ratowania banków” – usprawiedliwiał swą postawę. Zmienił zdanie następnego dnia, kiedy Lehman Brothers przestał istnieć. Ogółem amerykańscy podatnicy wpompowali w wielkie banki ponad 700 mld dolarów żywej gotówki (dziesiątki małych upadły). Paulson w ten sposób utrzymał przy życiu giganta ubezpieczeniowego AIG. Gdyby AIG upadł, Goldman Sachs straciłby prawie 13 mld dolarów. Dzięki tej operacji Firma odzyskała wszystkie pieniądze. W tym kryzysowym roku zyski były tak sowite, że przed świętami bank wypłacił swoim pracownikom 11 mld dolarów premii… Zasada „prywatyzacji zysków i uspołecznienia strat” działała bez zarzutu.

W obie strony

W Europie Goldman Sachs jest znany przede wszystkim z tzw. operacji greckiej, której konsekwencje zagroziły i ciągle grożą strefie euro oraz reszcie państw Unii. Od początku wieku specjaliści banku pomagali greckiemu rządowi w makijażu rosnącego deficytu budżetowego, a kiedy dług zaczął osiągać niebezpieczne rozmiary, spekulowali na rynkach światowych przeciw Grecji, znacznie zwiększając ów dług i doprowadzając do sytuacji, w której nawet spłata odsetek stała się problemem. „Wykiwanie” Grecji przyniosło Goldmanowi olbrzymie zyski… To jeszcze nie koniec. Do 2037 r. Grecy muszą co roku spłacać ten bank po 400 mln euro rocznie. Do tego doszło spekulowanie zagrożonym euro i papierami dłużnymi zagrożonych nagle państw, jak Irlandia, Włochy, Hiszpania, Portugalia. Żaden bank nie narobił tylu szkód w Unii.

Goldman Sachs stosuje w Europie swoją wygrywającą metodę przeniesioną z USA. Z jednej strony potrafi umieszczać swoich byłych pracowników w międzynarodowych instytucjach finansowych, bankach centralnych i rządach, z drugiej – stać go na zatrudnianie byłych prezydentów, premierów (np. z Polski przyjął do pracy b. premiera Kazimierza Marcinkiewicza), ministrów i przede wszystkim komisarzy europejskich. Byli politycy pełnią rolę tzw. odźwiernych. „Otwierają polityczne drzwi” bankowcom dzięki swym kontaktom i wpływom. Są źródłem informacji o lokalnych rządach, „układach” personalnych, ewentualnych zmianach prawnych w gospodarce, potrzebach kredytowych. Sami nie mogą podejmować żadnych decyzji finansowych, choćby byli „honorowymi prezesami”, jak Barroso, w oddziale europejskim. Tym zajmują się zawodowcy. Przenikanie się finansów publicznych i prywatnej finansjery jest podstawą sukcesu Goldman Sachs.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Gość
    02.09.2016 10:23
    A czy w Goldman Sachs przypadkiem nie pracował Kazimierz Marcinkiewicz tuż po ustąpieniu z funkcji premiera? Kto mu to załatwił?
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji