Nowy numer 3/2021 Archiwum

Cuda trenera Santosa

Byliśmy niewinni jak gołębie i roztropni jak węże – stwierdził po zakończeniu Euro 2016 trener Portugalii Fernando Santos. Biblijna aluzja w jego wykonaniu nie powinna nikogo dziwić. Santos to człowiek, który doświadczył w życiu kilku cudów. Nie tylko sportowych.

– Bardzo mnie to dotknęło. Jak mogłem być tak rozgoryczony z powodu wyrzucenia z Estorilu, skoro miałem żonę, dzieci, dom, pracę i wszyscy mieli się dobrze? I mam kogoś, kto jest w bardzo trudnej sytuacji i dzwoni do mnie tylko po to, żeby powiedzieć, że jest ze mną – wyznaje dziś Santos.

Jak się okazało, nie był to koniec mocnych przeżyć. Tego samego dnia Santosów odwiedziło znajome małżeństwo, Beatriz i Miguel, które od dłuższego czasu próbowało zaprosić Fernanda na rekolekcje. Teraz powiedzieli, że katechezy właśnie się zaczynają. Fernando wcześniej oponował, ale teraz się zgodził. – To zmieniło mój sposób myślenia o życiu. Dlatego mówię, że to, co się dzieje, może przynieść dobre skutki, nawet jeśli takie się nie wydaje – opowiada.

Z mlekiem matki

Fernando miał 40 dni, kiedy rodzice po raz pierwszy zabrali go na mecz. Oboje byli fanami Benfiki Lizbona. Gdy miał 2 lub 3 miesiące, matka przestała go karmić piersią, bo zmarzła podczas meczu ze Sportingiem Covilhã i zachorowała. Mały Fernando z zapałem kopał futbolówkę w klubach, ale gdy miał 17 lat, złożył dokumenty na wydziale inżynierii. W tym samym czasie wypatrzyli go na boisku ludzie z Benfiki i zaproponowali grę w lizbońskiej drużynie. Chłopak był zachwycony, kiedy trenował razem ze słynnym Eusébio, zwanym Czarną Perłą z Mozambiku, ale ojciec kazał mu studiować. Być może dałoby się połączyć jedno i drugie, ale kłopoty organizacyjne sprawiły, że Fernando nie zagrzał miejsca w sławnym klubie. Zamiast tego trafił do trzecioligowego Estorilu. Później przeniósł się na Maderę, do ekipy Marítimo. Ożenił się, doczekał pierwszej córki, ale przeżył też rodzinną tragedię. Podczas pobytu w Hiszpanii matka Fernanda została napadnięta i trafiona kamieniem. Z powodu traumy potrzebowała później pomocy psychiatry. Aby jej pomóc, Fernando wrócił do Lizbony i znowu zaczął grać w Estorilu. Klub nie płacił, więc młody piłkarz inżynier podjął pracę w hotelu.

Opłacalne ryzyko

Wyrzucenie z Estorilu w 1994 r. okazało się zawodową szansą. Santos trafił najpierw do słabej Estreli da Amadora, ale 4 lata później – do FC Porto. Ze słynnym klubem, w którym występował wówczas Grzegorz Mielcarski, Fernando Santos od razu zdobył mistrzostwo i superpuchar kraju. Rok później jego piłkarze sięgnęli po puchar Portugalii i doszli do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W 2001 r. Santos przeniósł się do Grecji. Z AEK Ateny zdobył puchar kraju. Potem trenował Panathinaikos, gdzie w ataku grał Krzysztof Warzycha.

Santos krążył między Grecją a Portugalią, trenując kolejno Sporting Lizbona, AEK Ateny, Benfikę Lizbona, PAOK Saloniki i reprezentację Grecji. Po kiepskim występie na mistrzostwach świata w 2014 r. (Grecy po rzutach karnych ulegli Kostaryce), musiał szukać nowego zajęcia. Portugalska federacja piłkarska zaufała mu i powierzyła kierowanie kadrą. Było to zaskakujące, wiedziano bowiem, że 8 pierwszych meczów o punkty trener obejrzy z trybun – podczas spotkania z Kostaryką Santos kłócił się z sędzią i został zawieszony. Euro 2016 pokazało, że ryzykowna decyzja się opłaciła. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama