Nowy numer 50/2018 Archiwum

Kochasz swój kraj, to po nim nie bazgraj

Pod takim hasłem grupa zapaleńców chce walczyć z plagą niszczenia murów polskich miast wulgarnymi napisami.


Kiedyś w kinie byli pogromcy duchów, teraz w miastach karierę robią Pogromcy Bazgrołów. Pierwszy raz pojawili się trzy lata temu na krakowskim os. Kliny. Na początku była to po prostu grupa sąsiadów. Nie mogli znieść widoku wulgarnych napisów szpecących elewacje przy ulicy, którą ich dzieci chodzą do szkoły. Najpierw prosili o pomoc służby miejskie, a potem wzięli sprawy w swoje ręce (a konkretnie: wałki, pędzle, farby). Zamalowali 10 pierwszych bazgrołów. Inicjatywa, niczym pożar po stepie, rozniosła się po mieście i w ślad za wandalami zaczęły pojawiać się grupy ludzi w różnym wieku, którzy usuwali zniszczenia. O ile barbarzyńcy działają zazwyczaj w ukryciu, o tyle „pogromcy” robią swoje z przytupem. Ich akcje często kończą się integracyjnym spotkaniem edukacyjnym, połączonym z piknikiem.

Zgodnie z zasadą: zło dobrem zwyciężaj.
Tym, który rzucił pomysł, był Waldemar Domański, społecznik, „miotacz idei”, m.in. twórca słynnych lekcji śpiewania, założyciel Biblioteki Polskiej Piosenki. Dziś już w Krakowie poważna figura, bo przewodniczący miejskiego zespołu zadaniowego ds. ograniczenia nielegalnego graffiti. W uznaniu zasług dostał skromne (ale jednak!) narzędzia i środki z budżetu obywatelskiego, by spontaniczne akcje zamienić w planowe działania. I tak jeden happening zamienił się w prawdziwy ruch społeczny, który już dawno przekroczył granice Krakowa. Ruch, który obecnie walczy o zmiany w prawie i skuteczniejszą walkę z wandalizmem. Próbuje też przekonać do niej Prezydenta RP, ministra sprawiedliwości i prezesa PZPN. Początki są… trudne.


Kto za tym stoi?


– Pogromcy nie walczą z graffiti, ale z bazgrołami. To istotne uściślenie – mówi W. Domański. Graffiti to uliczna sztuka, ożywiająca monotonię miejskich murów. Artystyczne murale nie szpecą, lecz zdobią. Władze miast czasem nawet same zapraszają ich twórców i udostępniają im ściany bloków albo obskurne elewacje kamienic. Wandale natomiast nie liczą się z niczym. Bazgroły są albo wulgarne, albo brzydkie. I umieszczane głównie tam, gdzie absolutnie znaleźć się nie powinny.
Kim są ich autorzy? Z treści napisów wynika, że kibicami, najczęściej obrażającymi tą drogą fanów drużyny przeciwnej. Podróżny odwiedzający polskie miasta nie ma problemów z ustaleniem, na czyim „terytorium” się znajduje. We włoskiej Sienie granice poszczególnych contrad oznaczane są dyskretnymi ornamentami, w równie pięknym Krakowie strefy wpływów Cracovii i Wisły zwiastują malowane na prastarych murach przekleństwa. Jesienią 2015 r. zniszczono w ten sposób kilkaset metrów muru otaczającego klasztor na Skałce. 
Policyjni specjaliści zwracają uwagę, że bazgrołami, które pozornie są kibicowskie, informują o swoich strefach wpływów również gangi i zorganizowane grupy przestępcze. Trzecią kategorię wandali tworzą kompletnie bezmyślni młodzi ludzie, którzy za swoje hobby obrali znaczenie murów swoistym podpisem w formie tagu. Dla przeciętnych zjadaczy chleba nieczytelnego i nic nieznaczącego. Niestety, nie brak miłośników tej niezdrowej rywalizacji, którzy potrafią jeszcze dokumentować te „osiągnięcia” w sieci. Tak wpadł niejaki Pive, który swoim autografem zniszczył mnóstwo poznańskich elewacji. I został przez sąd okręgowy skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 4 lata, naprawę wyrządzonych szkód i karę ponad 200 tys. złotych na rzecz poszkodowanych osób prywatnych i firm. Ale to wyjątek. Większość wandali pozostaje bezkarna lub płaci stosunkowo niewielkie mandaty.


Uwrażliwiać śpiewająco


Pogromcy Bazgrołów, jako zorganizowana już społeczność, działają metodycznie i na kilku poziomach. Poprzez stronę internetową i telefony alarmowe starają się budować sieć obywatelskiego monitoringu. Niestety, zgłoszenia następują głównie po fakcie, ale jeśli atak jest szczególnie dotkliwy dla jakiegoś rejonu miasta, interwencja nie kończy się jedynie na zamalowaniu napisów. Pogromcy organizują wtedy spotkania mieszkańców, które zwykle kończą się podjęciem jakiejś formy prewencji (patrole, dyżury, stała obserwacja). Organizowane są regularne zbiórki datków na zakup farb. Aby uniknąć syzyfowej pracy, doskonalone są także sposoby zabezpieczania przed kolejnymi bazgrołami.
W przypadku klasztoru paulinów na Skałce udało się znaleźć firmę, która bezpłatnie, metodą tzw. szkiełkowania, oczyściła mur. Inny przedsiębiorca dostarczył środki chemiczne, które tworząc na murze specjalną powłokę, uniemożliwiają powtórną dewastację. Koszt wszystkich zabiegów wyniósł ok. 25 tys. zł. Paulinów nie byłoby stać na taki wydatek. Wszystkim ludziom dobrej woli podziękowali więc, organizując… Piknik Sąsiedzki Pogromców Bazgrołów, który odbył się na Bulwarze Inflanckim przy oczyszczonym murze klasztornym. – Była to również okazja do uwrażliwienia krakowian na problem szpecących mury pseudograffiti – mówi o. Grzegorz Prus, przeor klasztoru paulinów na Skałce. 
Waldemar Domański, jak przystało na dyrektora Muzeum Polskiej Piosenki, uwrażliwiał śpiewająco. Pod murami odbyła się bowiem potańcówka w rytmie polskich przebojów, połączona z prezentacją metod usuwania graffiti z powierzchni muru oraz pokazem technik nanoszenia nań warstw ochronnych.
Ale pogromcy mają świadomość, że śpiew, taniec i czyn społeczny to za mało. Waldemar Domański pisze więc listy do wszelkich władz. Chwyta za pióro, bo nie może patrzeć spokojnie, gdy złapani (jakimś cudem) sprawcy wandalizmu – po uiszczeniu skromnej grzywny, na którą zrzucają się koledzy od spraya – wracają do swego procederu. 


« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji