Nowy numer 43/2019 Archiwum

Przewrót kopernikański 
za 500 złotych

Polskie rodziny lepiej niż urzędy państwowe wiedzą, jak wydawać pieniądze na dzieci. To, co niektórzy określają rozdawnictwem, jest najsensowniejszą inwestycją w przyszłość.


O czym mówi się dziś w polskich domach? Nie tylko i nie przede wszystkim o Trybunale Konstytucyjnym czy mediach publicznych. Polaków elektryzuje coraz bliższa perspektywa startu programu 500 plus. Po ogłoszeniu 22 grudnia ub.r. rozpoczęcia konsultacji społecznych w tej sprawie tylko w ciągu jednego dnia na skrzynkę ministerialną wpłynęło 800 listów z konkretnymi pytaniami o szczegóły. O skali zainteresowania powszechnymi dodatkami rodzinnymi świadczy też fakt, że natychmiast pojawili się chętni, by na nich zarobić.

W mediach społecznościowych ukazała się np. nieprawdziwa informacja, że program… już wystartował i należy składać wnioski o 500 zł na dziecko. Pod nią podawany jest link do strony z wnioskiem, gdzie trzeba wpisać numer telefonu. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ostrzega, że jest to próba wyłudzenia pieniędzy. Program na pewno wystartuje, tyle że nie od stycznia, ale od kwietnia. I skorzysta z niego każda rodzina posiadająca przynajmniej dwoje dzieci, bez względu na dochody.


To nie jest 
pomoc socjalna


Najważniejszy projekt nowego rządu zdążył się już doczekać zagorzałych przeciwników. Ich argumenty są tylko na pozór racjonalne, a w rzeczywistości ideologiczne. Słychać to np. w wypowiedzi często goszczącego w mediach głównego analityka Xelion Piotra Kuczyńskiego: „Zapowiadany przez PiS program, przewidujący dodatki w wysokości 500 zł na drugie i kolejne dziecko, to ruch ryzykowny i bardzo kosztowny; to proste rozdawnictwo pieniędzy, za którym nic nie idzie. Lepiej byłoby te pieniądze wydać na żłobki, przedszkola i opiekę zdrowotną w szkołach”.
Stwierdzenie, że mamy do czynienia z „prostym rozdawnictwem”, to liberalna demagogia, a teza o wyższości wydatków na żłobki od bezpośredniego wsparcia rodzin ma rodowód lewicowy i promuje biurokrację. Oba argumenty zwykle idą w parze, choć np. Jarosław Gowin kontestując inicjatywę w wewnętrznej opinii napisanej w ramach rządowych konsultacji, użył tylko pierwszego. W krytyce programu jednoczą się tak różni ludzie jak Janusz Korwin-Mikke i pisarz Wojciech Kuczok, który na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” stwierdził: „PiS do nieuków dotarł najkrótszą drogą – obiecując po pięć stów miesięcznie na nową flaszkę w nagrodę za osiągnięcia prokreacyjne”. Korwin-Mikke w podobnym tonie pytał (i odpowiadał): „W jakiej rodzinie urodzą się te dzieci? W rodzinach meneli, które dla 500 zł produkują dziecko”.
Przeciwnicy programu 500 plus wśród polityków i ekonomistów to także często ludzie „małej wiary”, bo nie wierzą, że przyniesie on korzyści inne niż polityczne. Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, jest na przykład przekonany, że PiS, by obniżyć koszt uzyskania politycznych korzyści, będzie robił wszystko, by ludzie nie sięgali po pieniądze, będzie „wprowadzał utrudnienia i stosował triki”. Tymczasem istotą tego programu jest właśnie powszechność. Bo to nie jest pomoc socjalna ani społeczna, lecz narzędzie polityki prorodzinnej.


Polskość 
się zwija


Już 20 na 28 krajów członkowskich UE stosuje powszechne pieniężne wsparcie rodzin bez weryfikowania progu dochodowego. – Nie chodzi tu o żadną dobroczynność państwa. Wszędzie w Europie wysokość świadczeń jest równa lub nieco niższa od średniej wysokości podatków pośrednich zapłaconych w związku z wychowaniem dziecka, stanowiąc ryczałtowy zwrot podatku, który trudno jest bez ponoszenia istotnych kosztów przeprowadzić w inny sposób – przekonuje Tymoteusz Zych, koordynator raportu „Jakiej polityki demograficznej potrzebuje Polska?”, przygotowanego przez Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.
Podobnej argumentacji użył Paweł Szałamacha, minister finansów, przekonując, że „500 plus” ma nas bronić przed demograficzną katastrofą. – Polskę tną trzy ostrza ludnościowej gilotyny: zastraszająco mała liczba rodzących się dzieci, emigracja młodych ludzi oraz brak realistycznej i strategicznej polityki imigracyjnej – wylicza minister. – Polskość się zwija – ostrzega – a dotychczasowe elity polityczne nie potrafiły udzielić na ten problem właściwej odpowiedzi – dodaje.
Odnosząc się do zarzutów o „rozdawnictwo”, minister finansów przypomina, że Polska według danych OECD jest i tak poniżej średniej, jeśli chodzi o wydatki na rodzinę (wynosi ona 2,55 proc. PKB, a w Polsce 1,7 proc. PKB). Koszt wprowadzenia programu, który miałby jakoby zrujnować finanse publiczne, jest szacowany docelowo na 23 mld zł rocznie, co stanowi zaledwie ok. 1,3 proc. polskiego PKB. – Traktujemy ten program jako inwestycję w przyszłość kraju, a nie koszt – przekonuje Szałamacha. Doświadczenia praktycznie wszystkich państw, które podobne wsparcie rodzin już wprowadziły, pokazują, że daje ono efekt w postaci wzrostu współczynnika dzietności. 


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Jan
    13.02.2016 08:30
    Najsensowniejszą inwestycją w przyszłość, byłoby nie zabieranie pienędzy zarobionych, a nie dawanie cudzych,bo na tym już wiele razy się przejechano. I tu nie będzie inaczej. Dawanie pieniędzy to zwykły socjal i dla wielu będzie to sposób "zarobkowania"
  • PTaraski
    13.02.2016 09:25
    Nie bądźmy naiwni, nie łudźmy się, samo 500zł na kolejne dziecko nie rozwiąże problemu. Nie ma na to szans! Jest to tylko pewien krok w stronę rozwiązania, jeden z wielu, które należy podjąć.

    Żeby jakiś problem rozwiązać, trzeba go najpierw zrozumieć. Problem niskiej dzietności ma bardzo wiele przyczyn, a samo finansowanie jest tylko jednym z nich.
    Problemy można podzielić na (wymienia w kolejności odwrotnej do wagi):

    - finansowe
    - kulturowe
    - moralne

    Jeśli chodzi o problemy finansowe, to jest to też problem bardziej złożony. Chodzi w nim nie tylko o same finanse, ale i o stabilność sytuacji życiowej, o perspektywę stałego zatrudnienia. Statystyki pokazują, że ludzie, a dokładniej mężczyźni, mający stałe zatrudnienie chętniej zawierają związki małżeńskie, szczególnie oczywiście mężczyźni. I jest to zrozumiałe, bo małżeństwo wymaga głównie od mężczyzny pozyskiwania środków i to w odpowiedniej ilości.

    Drugą sprawą, jeszcze ważniejszą, jest kultura, w której żyjemy, i zasady społeczne. To kultura określa w ogromnym stopniu zachowania ludzi jeśli chodzi o podejście do małżeństwa i zachowania jako mąż żona. Wszystkie kultury wspierają małżeństwo, bo jest to podstawa istnienia społeczeństw i narodów. Jeśli jakieś społeczeństwo lub naród nie wspiera rodziny, to ginie i jego miejsce zajmują inne kultury i narody. Dlatego też, w kulturach stawia się na to, że młodzi nie współżyją ze sobą przed ślubem, że ślub jest tą linią, po której można dopiero współżyć ze sobą. Kultura też określa zachowania męża i żony definiując do pewnego stopnia ich role. Kultura jest tworzona w postaci muzyki, filmu, książki, sztuki teatralnej itd. I rozpowszechniana przez media, książkę, w kontakcie indywidualnym itd.

    No i jest moralność, przede wszystkim dekalog, która jest podstawą nie tylko indywidualnych zachowań, ale tworzy kulturę i jest u jej podstaw. Bez moralności w dziedzinie seksualnej nie ma małżeństwa, jako powiedział kiedyś trafnie ks. Oko, zresztą nie on pierwszy.

    Teraz dla rozwiązania problemu niskiej dzietności trzeba rozwiązać problem zniszczenia rodziny, a to wymaga działań we wszystkich trzech sferach. Trzeba jednak powiedzieć, że kryzys rodziny nie jest przypadkiem, a wynikiem, wynikiem wojny cywilizacyjnej, prowadzonej z chrześcijaństwem w tym z rodziną. To brzmi bardzo drastycznie, ale taka jest prawda. Był tego świadomy JPII, jak i PVI, którzy nazywali szerzoną dzisiaj kontr-cywilizację, cywilizacją śmierci. To ta anty-cywilizacja nie tylko zabija dzieci i ludzi starych, ale i systematycznie niszczy rodzinę poprzez:
    - podważanie moralności: róbta co chceta, promocję homoseksualizmu i promiskuityzmu, ...
    - niszczenie kultury: ideologie typu gender i feminizm, pornografia, zwyrodniała sztuka, filmy promujące zwyrodnienia, gwałt i przemoc, złe książki, ...
    - osłabianie podstaw ekonomicznych rodziny poprzez np. niskie płace, umowy śmieciowe, niepewność zatrudnienia, ...

    Zauważmy, że ze wszystkimi tymi czynnikami mamy do czynienia. PO np. wprowadziło umowy śmieciowe. Z programu mieszkaniowego "rodzina na swoim" zrobiło program dla singli i to dobrze sytuowanych. PO udało się odsunąć od władzy, ale to absolutnie nie znaczy, że wygraliśmy wojnę cywilizacyjną. To jest pierwszy krok w długiej walce. Trzeba zwalczać wrogie człowiekowi ideologie. Trzeba odzyskać kulturę i tworzyć własną chrześcijańską. Trzeba odzyskać media. Trzeba odzyskać gospodarkę. To program walki na dekady. Nie bądźmy więc naiwni i nie spoczywajmy na laurach.
    doceń 5
  • sobota
    13.02.2016 10:49
    Już na początku mamy do czynienia z manipulacją. Niestety. Autor napisał, że postulaty przekazania pieniędzy na żłobki i przedszkola to lewicowy rodowód i że to zwiększy biurokrację. 500+ też zwiększy biurokrację, a rodowód ma tylko i wyłącznie lewicowy. A przedszkola plus żłobki to: praca + szybszy powrót mam do życia.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama