Nowy numer 44/2020 Archiwum

Matyja o otoczeniu Szydło: Relatywnie dość słabe

Nominacje w resortach gospodarczych budzą nadzieje, że rząd będzie miał "czysto merytoryczne dokonania" - uważa politolog dr Rafał Matyja. Zaskoczeniem dla niego jest "relatywnie dość słabe" otoczenie przyszłej premier Beaty Szydło w postaci ministrów w kancelarii premiera.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i wiceprezes partii Beata Szydło przedstawili w poniedziałek skład przyszłego rządu.

Matyja ocenił w poniedziałkowej rozmowie z PAP, że pozycję przyszłej premier osłabił proces negocjacji składu rządu, gdy w mediach pojawiały się przecieki dotyczące składu gabinetu. "Ona nie wychodzi tak silna, jak by mogła wyjść, gdyby to zostało lepiej zrobione nawet od strony czysto PR-owej" - uważa politolog.

Według niego decydujące znaczenie w takiej sytuacji ma grupa najbliższych współpracowników premiera, dlatego zaskoczeniem dla niego jest "relatywnie dość słabe centrum rządu" w postaci przyszłych ministrów w kancelarii premiera: Adama Lipińskiego, który ma odpowiadać za kontakty z parlamentem, Elżbiety Witek, która będzie rzecznikiem rządu, Beaty Kempy, która będzie szefową kancelarii premiera i Henryka Kowalczyka, który pokieruje Komitetem Stałym Rady Ministrów.

"Zwykle przy sobie premierzy mieli kilku mocnych polityków, których zadaniem było ich wspierać. Nie odbieram tak tej czteroosobowej grupy Lipiński-Witek-Kempa i Kowalczyk" - powiedział Matyja.

"Tam nie ma osoby, która by to mogła poprowadzić od strony myśli strategicznej i nie ma kogoś, kto by to sprawnie poprowadził od strony politycznej" - mówił ekspert.

Dodał, że Beata Kempa jest przez polityków PiS widziana jako bliska liderowi Solidarnej Polski Zbigniewowi Ziobro - który ma być ministrem sprawiedliwości - więc nie będą musieli się jej słuchać. "Ona może sprawnie poprowadzić kancelarię, ale kogoś, kto pomógłby pani premier stworzyć w miarę silny ośrodek koordynujący prace rządu, nie widzę" - podkreślił ekspert. "Widzę sporo konkurentów, którzy będą forsować swoje" - ocenił Matyja.

Politolog zaznaczył, że część nazwisk w przyszłym rządzie ma charakter merytoryczno-zadaniowy, a część partyjny. "Nominacje Antoniego Macierewicza (na szefa MON), Zbigniewa Ziobry(na ministra sprawiedliwości), Mariusza Błaszczaka (na szefa MSWiA) to są nominacje wyraziście partyjne" - uważa Matyja.

Jego zdaniem lider PiS Jarosław Kaczyński przez ministerialne nominacje będzie mógł przetestować kilku polityków, jak lider Polski Razem Jarosław Gowin (przyszły minister nauki), Antoni Macierewicz, czy Zbigniew Ziobro. Matyja uważa, że w razie złej oceny ich pracy lider PiS będzie mógł ich pozbawić stanowisk bez zarzutu, że nie dał im szansy. "Trudno powiedzieć jednoznacznie, czy (przyszłe nominacje) to przejaw zaufania Jarosława Kaczyńskiego, czy też pewnego umiarkowanego przymusu" - mówił Matyja.

W opinii eksperta na pozytywną ocenę zasługuje wskazanie Mateusza Morawieckiego jako przyszłego wicepremiera i ministra rozwoju, Pawła Szałamachy jako ministra finansów i Anny Streżyńskiej jako minister cyfryzacji. "To są interesujące nominacje. Budzą nadzieje, że ten rząd będzie miał też czysto merytoryczne dokonania" - powiedział Matyja. Zastrzegł jednak, że z tej trójki Morawiecki nie ma doświadczenia w administracji publicznej, a "nie wszystkie transfery z biznesu do polityki wychodzą dobrze".

Pytany, czy rząd zaprezentowany przez Szydło obliczony jest na cztery lata, czy na krótszy okres Matyja odpowiedział, że media oceniają rząd jako tymczasowy. Dodał jednak, zgodnie z popularnym w Polsce powiedzeniem, prowizorki są najtrwalsze. "Tak może być" - skonkludował.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama