Nowy numer 42/2020 Archiwum

Polki chcą mieć dzieci

Jakiej polityki rodzinnej potrzebuje Polska? Odpowiedź na to pytanie daje opublikowany właśnie raport Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Obecnie zajmujemy 216. miejsce na świecie pod względem dzietności. Według założeń prognozy demograficznej GUS liczba ludności Polski zmniejszy się do 2050 roku o 4,55 mln. Ale to tylko prognoza, która może się nie spełnić. Przykłady wielu krajów mających podobne uwarunkowania kulturowe pokazują, że niekorzystny trend można odwrócić. Nie będzie to jednak możliwe bez radykalnych zmian w polityce państwa wobec rodzin. Funkcjonujący w Polsce system nie daje spodziewanych efektów mimo rosnących z roku na rok nakładów i mnożonych inicjatyw. Poza powszechnym urlopem macierzyńskim oraz ulgą w podatku dochodowym żadne z narzędzi nie przekłada się na razie na wzrost dzietności. Wbrew pozorom obciążenia domowych budżetów są wciąż znacznie wyższe niż świadczenia rodzinne – państwo zarabia na rodzinach, ale ich nie dotuje. Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” przygotował raport „Jakiej polityki rodzinnej potrzebuje Polska”.

Tymoteusz Zych, który koordynował pracę nad raportem, nie kryje, że był on pisany ze szczególnej perspektywy. – „Ordo Iuris” zawsze stawiał sobie za cel ochronę rodziny i wzmocnienie jej podmiotowości. Eksperci instytutu na co dzień interweniują, gdy państwo, nadużywając swych uprawnień, ingeruje w życie rodziny, np. odbierając dzieci „z powodu niedostatku”. Jednocześnie to samo państwo tym samym rodzinom odmawia wsparcia, „bo nie spełniają kryteriów dochodowych” – wylicza T. Zych. To doświadczenie sprawia, że raport nie ma charakteru akademickiego. Autorzy pokazują zarówno absurdy obecnie prowadzonej polityki rodzinnej, jak i doświadczenia innych krajów, z których warto korzystać. Najlepiej bowiem uczyć się na cudzych błędach i nie wyważać drzwi już przez kogoś otwartych.

– Jednym z podstawowych błędów jest to, że jako pełnowartościową wskazuje się jedynie pracę zarobkową, a nie tę wykonywaną w domu, związaną z wychowaniem i opieką. To fałszywe założenie rodzi całą lawinę konsekwencji i wypacza politykę demograficzną. Także w Polsce państwo płaci za zajmowanie się dziećmi w żłobku, ale już nie za tę samą pracę wykonywaną w domu. Choć wcale nie ma prostej korelacji między wzrostem liczby żłobków a poziomem dzietności – zauważa autor raportu.

Polska żłobkami stoi

Najszybciej skorygowała ten błąd Francja. Jeszcze na początku lat 90. ten kraj znajdował się w katastrofalnej sytuacji demograficznej. Wtedy państwo postawiło na model polityki, który zapewnia rodzicom wolność wyboru w zakresie sposobu opieki nad dzieckiem. Na odejście od etatystycznego podejścia zdecydował się – paradoksalnie – rząd socjalistyczny. Dowartościowaniu poświęcenia się wychowaniu towarzyszyła powszechność zasiłków rodzinnych, przydzielanych niezależnie od poziomu dochodu. Polityka podatkowa zaś w korzystnej sytuacji stawiała małżeństwa. Efekty już są – Francja jest bliska osiągnięciu w dzietności wskaźnika 2,0. – Polska niestety poszła inną drogą, stawiając na kolektywne formy opieki, a zasiłki wiążąc z poziomem zamożności. Ogromne środki marnotrawione są przez administrację.

Polityka podatkowa zaś wręcz zniechęca do zawierania małżeństw – wylicza T. Zych. Raport przytacza wiele dowodów na taką tezę. Koszt obsługi świadczeń rodzinnych wzrasta z roku na rok. W 2013 r. wynosił on 323 mln zł i był wyższy o niemal 14 proc. w stosunku do roku 2012. System grzęźnie w biurokracji – w niektórych gminach by dostać zasiłek, rodzina musi dostarczyć 40 (!) dokumentów. Klasyczny przykład źle zaplanowanej polityki wspierania rodzin to program „Mieszkanie dla młodych”. Ponad trzy czwarte osób, które z niego skorzystały, było bezdzietnych.

Spośród wszystkich uczestników programu jedynie 0,03 proc., czyli dokładnie 37 rodzin, posiada troje lub więcej dzieci. Od wielu lat państwo polskie konsekwentnie stawia znak równości między polityką prorodzinną a otwieraniem żłobków. Polska jest jednym z dwóch krajów Unii Europejskiej, w których dzieci najdłużej przebywają w żłobku, średnio aż 39,1 godzin w tygodniu (średnia unijna to 26,4 godziny). – Nasze władze dotują publiczną opiekę kolektywną, odmawiając równorzędnego wsparcia rodzicom, którzy wolą inne formy opieki nad dziećmi. Preferuje się też w ten sposób określony model kulturowy rodziny – zauważa T. Zych. Co ważne, dzieje się to wbrew woli Polek. Ponad połowa badanych mam dzieci w wieku 0–3 lat nie chciałaby posłać swojego dziecka do żłobka. Rodzice są stawiani więc w sytuacji ekonomicznego przymusu, bo jeśli chcą pomocy państwa, to nie mają realnego wyboru pomiędzy różnymi sposobami opieki nad dziećmi.

Polityka dyskryminacyjna

Raport stawia mocną tezę, że polityka prorodzinna jest w Polsce de facto polityką dyskryminacyjną. I to na wielu poziomach. Stawianie na żłobki dyskryminuje na przykład mieszkańców wsi, gdzie żłobków nie ma i nie będzie. Wciąż utrzymywany jest dyskryminujący mechanizm fiskalny, który niezależnie od osiąganego dochodu pozwala na wspólne rozliczanie podatku dochodowego z dzieckiem tylko osobom, które nie pozostają w związku małżeńskim. Dyskryminowane są matki, które wybierają opiekę nad dzieckiem, a nie pracę zarobkową. Nie tylko dlatego, że muszą dokładać się do systemu opieki kolektywnej, jednocześnie nie korzystając z niego.

„Wartość kobiety zaczyna się obecnie postrzegać przez pryzmat gospodarczych zysków płynących z jej działalności zawodowej, deprecjonując pracę, jaką wykonuje ona, zajmując się domem i wychowaniem dzieci, jako nieprzynoszącą żadnych wymiernych korzyści finansowych, a wręcz stanowiącą obciążenie dla systemu” – czytamy w raporcie. To negatywne podejście ma swoje odzwierciedlenie również w języku, którym posługuje się polskie prawo, dzieląc osoby na „aktywne zawodowo” i „nieaktywne zawodowo”, co sugeruje, że praca domowa nie jest żadną aktywnością.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama